To on. To on zostanie jej kochankiem na dzisiejszą noc. Wybrała go pośród wielu. Chciała tylko jego.

Zniknąć w tych silnych ramionach i odnaleźć się w ich uścisku.

Na co dzień była silna. Teraz pragnęła być uległa. Zdobyć go, ale rozegrać tak, by pomyślał iż to ona jest zdobyczą. Upolowaną zwierzyną. Słabą niewiastą potrzebującą zniewolenia by się wyzwolić.

Przygryźć wargę aż do słodkiego bólu.

Gra spojrzeń. Przetrzymanie, kto pierwszy oderwie wzrok ten przegrywał… Ale nie ustępował. Wwiercał się w jej źrenice aż do źródła podniecenia.

Chodź do mnie. Nic nie mów tylko przyjdź.

Podszedł. Stanowczym gestem zanurzył palce w jej włosach. Odchylając głowę, nakreślił ustami malinowy ślad. Jęknęła cichutko, dając przyzwolenie na więcej.

Do ciebie czy do mnie? – zapytał, nie interesując się nawet jak ma na imię.

Do ciebie.

***

Szklane drzwi, szklana elewacja, duże lustro w windzie. Elegancko, ekskluzywnie, sterylnie. Jak w szpitalu.

Bądź mym lekarzem. Ulecz mnie z wyuzdania, ale tylko na chwilę.

Nie pytając o pozwolenie, zajrzała do lodówki. Wytrawne, czerwone wino kusiło bordowym kolorem. Wyciągnęła butelkę, oblizując się niewidocznie na jej widok.

Seks i wino – lekarstwo na wszystkie bolączki.

 

– Też chcesz?

– Tak. Kieliszki masz w szafce obok – odparł nieznajomy. Nawet nie udawała kurtuazji. Wino zapełniło kieliszki aż po sam brzeg.

– Zawsze tak robisz?

– Jak?

– Wychodzisz z klubu z nieznanym mężczyzną?

– Tylko wtedy, kiedy mam na to ochotę.

– A teraz na co masz ochotę?

– Żebyś mniej gadał, a więcej działał.

Te słowa podziałały na niego jak płachta na byka.

– Rozbierz się!

– A co ja jestem dziwka na godziny? Ty mnie rozbierz.

Zamurowało go. Obca dziewczyna wydaje mu rozkazy w jego własnym mieszkaniu. To coś nowego. Im bardziej go wkurzała, tym mocniejszą miał chęć udowodnienia jej, że wybrała złą strategię.

– Mogę ci zapłacić, jeśli chcesz – szedł w zaparte.

Pomimo luksusu na kredyt jakim się otaczasz, nie stać byłoby ciebie na mnie. Gdybym chciała pieprzyć się za pieniądze już dawno miałabym willę na Karaibach. Seks to przyjemność. Jeżeli tego nie rozumiesz, to nic tu po mnie. Od pogaduch mam przyjaciółki, a nie klubowych przystojniaczków. To co, zerżniesz mnie czy mam szukać innego kandydata?

– A masz innych chętnych?

– Zawsze mam.

***

Złość wypełniała jego trzewia. Ok, chcesz na ostro, będziesz miała na ostro. Podszedł do drzwi i przekręcił zamek.

– Nigdzie nie pójdziesz.

– Niby jak mnie zatrzymasz?

– Zatkam ci usta.

W jednej sekundzie uwolnił spodnie od skórzanego paska.

– Wyciągnij go i ssij.

– Poproś ładnie.

– Ssij suko!

– Tak lepiej.

Kolejna baza zaliczona. Kutas w ustach to dopiero początek rozgrywki, w którą tak uwielbiała pogrywać. Bawić się mężczyznami. Uwypuklać ich słabości. Penis był dźwignią do sterowania zwierzęcymi instynktami. Wystarczyło obciągnąć, by osiągnąć zamierzony cel.

– Ssij…

Powiększająca się męskość między miękkimi wargami nakręcała ją. Dawała jej władzę, czyniła panią sytuacji. To nie ona była na kolanach. To oni mentalnie klęczeli przed nią, skomląc o więcej.

– Ssij…

Pulsował. Jeszcze kilka pchnięć w gardło i zalałby jej podniebienie. A nie po to tu przyszła.

– Teraz twoja kolej – nakazała.

***

Otumaniony doznaniami, posłuchał się jej grzecznie. Koronkowe stringi szybko powędrowały w kąt salonu, a on językiem zagłębiał się w mokrą cipkę. Spijał ją łapczywie, jak głodny kot mleko z miski. Smakowała słodko, niczym ciastko wyciągnięte z szeleszczącego opakowania. Była jego zaspokojeniem.

Język był pędzlem, ona płótnem. Z każdym liźnięciem obraz spełnienia się wypełniał. Do ukończenia dzieła brakowało tylko sztywnych ram rozkoszy.

Wbił się w nią. Tak jak ona nie zapytała się czy może wziąć sobie wino z lodówki, tak i on nie zapytał się czy może ją posiąść. Ona wypełniła kieliszek czerwonym trunkiem, on wypełni ją białym nasieniem. Lepkim i gęstym, jak atmosfera między nimi.

Gorące wnętrze zasysało do środka. Była pułapką, ale pułapką, z której nie chciał uciec. Było mu tak dobrze w niej. Jej ciało było idealną krzywizną odbijającą linie na pościeli. Zapamięta to. Ten układ kobiecych wzgórków i pagórków, włosy szkicujące wzory na poduszce, jej waniliowy zapach.

– Pieprz mnie!

Przyspieszył, podwajając siłę pchnięcia. Tracił świadomość, zapominając gdzie jest. Ta kobieta była niczym zakrzywienie czasoprzestrzeni, trójkąt bermudzki orgazmu. Zatracał się, ale czy się ponownie odnajdzie?

***

To miał być tylko przypadkowy seks. Prosty i mechaniczny. Kilka penetrujących ruchów, kilka jęków, buziak w policzek na pożegnanie. Tymczasem ona leży obok niego, wtulając się w jego tors. Nie mógł zasnąć. Nie chciał zasnąć. Pragnął, aby poranek jeszcze długo nie nadchodził.

Właśnie tak miało być.

Tekst: Luiza

PRZECZYTAJ: https://swingwithme.pl/bylem-jej-zabawka/