MILCZENIE ZAMIAST KRZYKU

Milczenie zamiast krzyku. Zamknij się, suko – mówiłeś, wymierzając kolejne uderzenie w twarz. Czerwień odcisku dłoni na mym policzku wręcz paliła. W ten sposób znakowałeś mnie jak bydło wypuszczane na wypas. Żeby każdy wiedział do kogo należę. Okulary przeciwsłoneczne, podkład, rozświetlacz, cienie do powiek dopasowywane do koloru siniaków. Blizny na skórze można zamaskować, blizn w sercu już nie.

Sąsiedzi nie reagowali, choć nie raz słyszeli błagalne krzyki o pomoc. Wówczas podkręcali głośność telewizora. Problem niesłyszalny i niewidzialny, to przecież problem nie istniejący. Na klatce schodowej mijali ją z opuszczonym wzrokiem, albo nagle sobie przypominali, że muszą coś pilnie sprawdzić w telefonie. Jej obecność im ciążyła. Mogłaby już zniknąć – myśleli – wszystkim byłoby łatwiej. Za to jemu kłaniali się w pas, jakby się bali, iż wystarczy jedno nieodpowiednie spojrzenie, a on zapuka do ich drzwi i da im wpierdol. On był panem, ona była nikim.

Wielokrotnie myślała, aby wyjść i już nigdy nie wrócić. Ale nie mogła. Uzależniła się od niego pod każdym względem. Nawet nie miała własnych oszczędności, bowiem wyznaczał jej tygodniowe „kieszonkowe”, mające wystarczyć na konieczne zakupy. Jej zadaniem było dbanie o dom i wychowywanie syna. Jakim był ojcem? Gdy nie bił – najlepszym. Zabierał malucha do zoo oraz zapewniał mu inne atrakcje, lecz gdy tylko syn coś zbroił, w ruch szła ręka. Wszak klaps to najlepsza metoda pedagogiczna. Porządny klaps to nauka na całe życie – powiadał.

Pragnęła uciec, ale dokąd? Kto ją przyjmie z małym dzieckiem? Potajemnie wysyłała CV, nawet była na kilku rozmowach, ale jej społeczne wycofanie przekreślało szansę na odnalezienie czegoś dla siebie. Utknęła w martwym punkcie. Sama była martwa w środku już od dawna. Jedynie syn przytrzymywał ją przy życiu. Był jej duchowym respiratorem.

I tak mijały lata. Syn dorastał, ona gasła. Dla niego zrobiłaby wszystko, dlatego tak bardzo namawiała go, aby pojechał na studia do innego miasta.

– Mamo, przecież ciebie nie zostawię z tym katem.

– Jedź, jak się urządzisz, to do ciebie przyjadę.

– Obiecujesz?

– Obiecuję

***

– I co, szmato, kto cię teraz obroni? Twój jedyny wybawca wyjechał – śmiał się na cały głos.

Zaciskając dłoń na jej szyi, drugą ręką brutalnie wkładał palce do cipki. Bolało, jak zawsze.

– Haha, Jesteś mokra. Kładź się.

Szarpiąc za włosy, rzucił gwałtownie na łóżko. Rozpiął rozporek i wszedł w nią agresywnie. Już nawet nic mówiła nie, już nawet nie miała łez. Jej ciało dawno przestało być jej własnością.

Gwałcił ją.

***

A był taki czuły i delikatny, jak się poznali. Byli parą nierozłączną. Wtedy jeszcze nie zauważała, że troska w jego wykonaniu to zaborczość, a chorobliwa zazdrość nie jest przejawem miłości. Okres narzeczeństwa był cudowny. Planowali ślub marzeń na ponad dwieście osób. Ona była przekonana, że znalazła mężczyznę na całe życie. On…

… zgwałcił ją podczas nocy poślubnej.

– Teraz jesteś moja i będziesz robiła, co ci rozkażę – powiedział, gdy zamknęli się w hotelowym pokoju.

– To jakaś erotyczna gra? – zażartowała.

– W tej grze nigdy ze mną nie wygrasz – odpowiedział bez emocji, rozdzierając tren od sukni. Rozbieraj się – mówił zniecierpliwiony.

– To chyba nie tak powinna wyglądać noc poślubna – rzekła niepewnie.

Wtedy uderzył ją po raz pierwszy.

Nie będziesz mówiła mi, co mam robić – mówił, wnikając niecierpliwie w jej ciało.

Zakładając obrączkę na palec, stała się jego zabawką. Myślała o rozwodzie, ale to byłaby porażka dla rodziny. Oto jedyna córka, wreszcie wyszła za mąż za bogatego mężczyznę. Co za szczęście, co za łaskawy los, gdyż myśleli, że grozi jej staropanieństwo. A tu takie zrządzenie losu. Ona, dziewczyna z małej miejscowości, on przedsiębiorca z wielkiego miasta. Na obiadach rodzinnych odgrywali rolę szczęśliwych małżonków, zgodnych w każdej kwestii. Wszyscy byli nimi zachwyceni, nie zauważając jak ona niknie w jego blasku.

Chwilowa czułość powróciła, gdy zaszła w ciążę. Wówczas dbał o zaspokajanie jej potrzeb, okazywał zainteresowanie, nawet momentami był romantyczny.

Zmieni się, na pewno się zmieni – powtarzała z nadzieją.

Nic się nie zmieniło. Gdy syn się urodził, to ona wstawała do nocnego karmienia, tuliła i śpiewała kołysanki. On był „tatą od zabawy”, ale gdy tylko młody zaczynał płakać, on oddawał go w jej ręce, niczym uszkodzony towar. Czuła niewyobrażalne zmęczenie, lecz uśmiech synka wynagradzał jej wszystko, dając nadzieję na lepsze jutro. Kochała go miłością czystą i bezwarunkową. Odkąd się pojawił na świecie, przyłapywała się na momentach, kiedy sama się uśmiechała. Prawie zapomniała, co to znaczy radość

***

Dni po wyprowadzce syna stały się koszmarem na jawie. Wysyłał jej sms`y z rozkazami, co ma mu przygotować na obiad, a nawet jak ma być ubrana.

Nie jesteś już najmłodsza, to fakt, ale cipa to cipa. Ważne, żebym miał gdzie fiuta wsadzić. Ale nie myśl, że tylko ciebie rżnę. Za kasę mogę mieć każdą.

Do całego asortymentu udręk, dołożył jeszcze kolejną. Zaczął nagrywać jak w swym biurze posuwa kolejne modelki, marzące o karierze hostess występujących na największych celebryckich wydarzeniach. Z nadzieją, że ktoś je zauważy i porwie do wielkiego świata. Jego agencja eventowa podbijała stolicę. Wystarczyło kilka intratnych i głośnych imprez, by jego firma stała się rozpoznawalna. Młode dziewczęta wypełniały kalendarz spotkań, udostępniając swe ciała na wszelkie możliwe sposoby, by jak najszybciej stanowić boczne tło do uwielbianych ścianek.

Patrz co robię. Pieprzę ją. Wchodzę w jej mokrą szparę i zaraz się w niej spuszczę. A jak wrócę do domu, to mi obciągniesz. Będziesz czuła smak innej cipy w ustach. Podoba ci się ten pomysł? – pisał w wiadomości

Oglądając ten film, nic nie czuła. Dosłownie nic. Ani smutku, ani strachu. Była obojętna. Obojętna, gdy ją bił, obojętna, gdy wpychał do ust brudnego chuja. Myślami uciekała do miejsca, w którym czułaby się szczęśliwa. Mała chatka, gdzieś na uboczu górskiego szlaku. Wyobrażała sobie jak wita wschodzące słońce, wyłaniające się pomiędzy szczytami, z kubkiem gorącej herbaty w dłoni. Dookoła cisza pozbawionych ludzkich odgłosów, lecz wypełniona śpiewem ptaków. Tylko tyle jej było potrzebne do szczęścia. I aż tyle.

***

Znalazł ją syn. Przyjechał po nią. Chciał zrobić jej przyjemności, kupując po drodze ulubione goździki w kolorze fioletu i obwieścić, że wynajął dwupokojowe mieszkanie, idealne dla ich duetu. Leżała w sypialni.

– Mamo, śpisz? Mamo, co się stało? Mamo, obudź się!!! Jestem, przyjechałem by cię zabrać. Mamo!!!

Nie odpowiedziała. Kwiecisty wzór na dywanie wzbogacił się o zastygłe krople krwi, ściekające z nadgarstków. Wystarczyła jedna żyletka i jedna decyzja, by w pokoju zamieszkało milczenie zamiast krzyku. A przecież wystarczyło, by ktoś ją chociaż raz usłyszał…

Tekst: Luiza

Fot. thisismyurl/Pixabay

PRZECZYTAJ: https://swingwithme.pl/mow-o-tym/

Lubisz to, co robimy? Niech inni też się o nas dowiedzą :)
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •