Wszystko ma swoje jasne i ciemne strony. Swing również. Tak naprawdę ile osób, tyle przygód i historii. Niektórzy dla rozluźnienia potrzebują kieliszka czystej bądź dobrego drinka, inni sięgają po mocniejsze używki. Jak to się kończy?

Odpowiedź będzie prosta i banalna – kończy się różnie, ale bazując na naszych doświadczeniach i obserwacjach, przeważnie kończy się nie najlepiej. Już samo połączenie seksu i alkoholu stanowi niebezpieczną mieszankę, zaś swing i narkotyki – to zapowiedź nieobliczalnego zakończenia wieczoru.

Nie będziemy nikogo moralizować, bo wychodzimy z założenia, że każdy może bawić się tak jak lubi o ile nie krzywdzi innych. Sami kiedyś na jednym spotkaniu zostaliśmy poczęstowani jednym specyfikiem. Czy to z ciekawości czy może z głupoty, ale świadomie go spróbowaliśmy, lecz później świadomość zaczęła nieco szwankować. I od tego momentu unikamy wszelkich tablEtek i podobnych chemicznych „napędzaczy”.

Kontrola czy brak kontroli?

Bo trzeba podkreślić znaczącą różnicę pomiędzy stanem zatracenia wynikającym z namiętności, a totalnym brakiem kontroli nad umysłem i reakcjami ciała pojawiających się pod wpływem obcych dla ciała substancji. O ile to pierwsze przynosi poczucie spełnienia i błogości, to narkotyczny swing oprócz chwilowej i nieopanowanej euforii, zazwyczaj kończy się dramatycznymi scenami.

A byliśmy świadkami wielu takich sytuacji, podróżując po polskich i europejskich klubach. Na naszych oczach mąż zacząć podtapiać żonę w jacuzzi, bo nie spodobało mu się, że jego kobieta poszła w tango z innym, choć sam jej na to pozwolił. Albo dwie babki bijące się o mężczyznę, będącym partnerem jednej z nich. Poszło o to, że bardziej patrzył się na tę drugą niż na swoją wybrankę. Ręce poszły w ruch, a wyrwane włosy na podłogę. Skąd wiemy, że oni brali coś więcej? Bo wcześniej nam to także proponowali.

Jak ostatnio byliśmy w berlińskim Tempeloase, to również widzieliśmy jak dwie pary przed rozpoczęciem zabawy wkładały do ust tabsa, pytając się nas czy również mamy ochotę na odrobinę ekstazy z nimi. Odmówiliśmy. Po 15 minutach oni wyszli z lokalu, gdyż jedna z par zdecydowanie nie potrafiła dojść ze sobą do porozumienia. A awantura małżeńska w swingers klubie raczej nie jest bodźcem zachęcającym do igraszek.

O narkotykach w swingu się nie mówi, ale każdy wie, że niestety jest to dość częste zjawisko w tym środowisku. Choć niektórzy wolą udawać, że to bardziej wymysły wyobraźni niż brutalna rzeczywistość.

Z rozwagą

Wszystko jest dla ludzi. My przecież też czy to będąc w klubie czy na apartamentówce lubimy sobie dodać trochę animuszu poprzez płynne procenty. To pozwala przełamać pierwsze lody (choć w swingu to stwierdzenie może mieć także bardziej dosłowne znaczenie), ale jest dobrym elementem integracyjnym. Zwłaszcza, że rozmowy przy barze często znajdują kontynuację w jednym z klubowych pokojów.

Pewnych błędów, tym bardziej na początku przygody ze swingiem nie da się uniknąć, bowiem to suma doświadczeń wpływa na intensywność przeżyć. Swingowanie jest jednym ze sposobów na odnajdywanie innych wymiarów przyjemności. Każdy dochodzi do zaspokojenia potrzeb własną drogą. Niektórzy wolą pokonywać tę drogę krok po kroku. Inni wybierają ścieżkę na skróty, momentami gubiąc się na decyzyjnych zakrętach.

Tekst: Luiza

PRZECZYTAJ: https://swingwithme.pl/jak-po-tabletce-extasy/