„OTWARTY ZWIĄZEK” – RECENZJA

Ten film mnie zaskoczył. Naprawdę zaskoczył, bo dawno nie widziałam czegoś tak prawdziwego. No i po raz kolejny przekonałam się, że nie ma co się sugerować średnią oceną na znanym portalu filmowym, bo znów moje odczucia były odmienne od ogólnych opinii.

Niby tak jak zwykle

„Otwarty związek” (Nyitva) to węgierska produkcja. Historia zaczyna się standardowo (uwaga, będzie spoiler). Fanni i Bálint to para z pięcioletnim stażem. I chociaż się kochają, to wspólnie dochodzą do wniosku, że czegoś im w związku brakuje, a seks nie jest już taki dziki jak na samym początku. Do tych rozmów popchnęło ich nieoczekiwane uczucie zazdrości. Zamiast poddać się rutynie, postanawiają coś zrobić ze swoim związkiem. Wpierw swoje kroki kierują do klubu swingerskiego (swoją drogą przyjemnie było zobaczyć wnętrza, w którym samemu się bywało. W klubie Dreamland byliśmy jak jeszcze blog nie istniał, a szkoda, bowiem na pewno byśmy z niego zrobili ciekawą relację). Tam, choć do niczego nie doszło, nastała w nich pewna przemiana. Postanowili otworzyć swój związek na inne osoby. Fanni zaczęła bardziej dbać o swoją kobiecość. Sukienka, makijaż, uśmiech na twarzy – to naprawdę potrafi zdziałać cuda. Gdy uświadomiła sobie, że może podobać się również kobietom, zyskała seksualną pewność siebie. Razem z mężem próbowali swych sił w podrywie kobiet napotkanych w klubach. Po udanym trójkącie z niewiastą, Fanni zaproponowała wypróbowania układu 2M + K, co spotkało się ze sporym sprzeciwem jej partnera. Jednak Bálint tak dobrze poczuł się w roli kochanka, że przed wyjazdem służbowym wyszedł z propozycją przejścia do kolejnego etapu, czyli spotykania się na randki osobno. I tu pojawił się problem, gdyż nie spodziewał się, iż Fanni tak szybko znajdzie w sobie odwagę w zaproszeniu kogoś do ich mieszkania…

Krok za krokiem

I choć wiele filmów miało podobną fabułę, to co mnie urzekło w tej historii, to prawdziwość emocji. Kurcze, my też z Erykiem przechodziliśmy przez etapy zazdrości, ustalania zasad oraz ich łamania, kłótni i godzenia się, oddalania i przybliżania. Naprawdę nie wierzę w związki, które wchodzą w swing ot tak po prostu, bez żadnej huśtawki uczuć. No tak się nie da. Przez wszystko trzeba przejść, każde doświadczenie przegadać i wyciągnąć z niego wnioski. Niektórzy do bezproblemowej cielesnej wymiany dochodzą nawet latami. Ale lepiej próbować nowych rzeczy pomału niż od razu zachłysnąć się źródłem głębokiej wody.

Jedynie, co mi przeszkadza w filmach poświęconym niemonogamicznym relacjom, to ich punkt wyjściowy – zawsze jest to para w kryzysie. Para, której się nudzi w związku albo para na skraju rozstania, szukająca w otwarciu związku recepty na wszelkie bolączki. Doprawdy czekam na film, który przedstawi historię ludzi podobnych do nas. Szczęśliwe małżeństwo, będące nie tylko kochankami, ale przede wszystkim – najlepszymi przyjaciółmi, które postanowiło pójść za głosem erotycznej wyobraźni by wspólnie spełniać seksualne fantazje. Można? Można!

Polecam Wam obejrzenie „Otwartego związku”. Niezależnie czy jesteście jeszcze przed realizacją swoich pragnień, na początku erotycznych przygód, czy macie już za sobą bagaż doświadczeń. W każdym przypadku, jego fabuła będzie stanowiła doskonałe tło do rozmów o własnych potrzebach oraz oczekiwaniach.

Tekst: Luiza

PRZECZYTAJ: https://swingwithme.pl/a-moze-by-tak-trojkacik-recenzja/

Lubisz to, co robimy? Niech inni też się o nas dowiedzą :)
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •