PÄRCHENCLUB BLAUE LAGUNE

Wiedzieliśmy, że chcemy gdzieś pojechać. Nie wiedzieliśmy tylko gdzie. Do ostatniej chwili wahaliśmy się czy wybrać znany nam już klub czy odwiedzić nowe miejsce. Ciekawość jednak zwyciężyła. I tym sposobem odwiedziliśmy Pärchenclub Blaue Lagune w miejscowości Zeuthen niedaleko Berlina, który czynny jest tylko w wybrane weekendy.

Klub nie jest duży, czyli bliżej naszego stylu, bo my wolimy bardziej kameralne lokale. Łatwiej w nich nawiązać znajomości czy zainicjować wspólną „łóżkową akcję”. Lokal umiejscowiony jest na cichej ulicy w jednym z domów jednorodzinnych na małym osiedlu o niskiej zabudowie. Trudno go nie zauważyć, gdyż duży podświetlony szyld Blaue Lagune od razu informuje, że jest się we właściwym miejscu.

Wszystkiego po trochu

Dzwonek do drzwi i po chwili widzimy właścicielkę. Jej mąż (typowy pan z wąsem), gdy usłyszał, że jesteśmy po raz pierwszy, to od razu zaproponował oprowadzenie po klubie. Miło, ale nawet nie zdążyliśmy się przebrać, a jak mamy robić od razu dobre pierwsze wrażenie, to lepiej to robić w szpilkach i kiecce niż w jesiennych botkach oraz szalem na szyi. Mimo wszystko – doceniamy inicjatywę, bo nie zawsze jest proponowane pokazanie włości, a przez to od razu człowiek czuje się swobodniej na nowym terytorium. Niestety, za mały minus uważamy fakt, że nie zostały nam od razu przekazane pewne zasady obowiązujące w klubie, mówiące gdzie można wejść z drinkiem a gdzie nie, jaka jest dopuszczalna forma ubioru (czy mężczyźni muszą być w bieliźnie czy mogą poruszać się po klubie w spodniach) itp.

Szatnie są dwie, choć każda z nich jest dość niewielkich rozmiarów. Trzy osoby stanowiły już tłok, ale czasami taki mały ścisk w miejscu jakim jest klub swingerski, sprzyja integracji i rozpoczęciu zapoznawczych rozmów. Na dolnym poziomie, tuż obok szatni, znajduje się strefa wellness z sauną suchą i mokrą oraz przestrzeń do erotycznych zabaw. Goście dla cielesnych igraszek mieli do dyspozycji szerokie i długie łóżko mogące pomieścić kilka par oraz dwa mniejsze, nad którymi pracowały dwa wiatraki podsufitowe, krzyż do zabaw z możliwością krępowania, a także dość nietypowy, zamykany pokój ze stołem do masażu oraz dużym łożem znajdującym się w… kabinie do solarium. Po raz pierwszy spotkaliśmy się z takim rozwiązaniem, ale nie ukrywamy, że na zwieńczenie wieczoru, z przyjemnością przekręciliśmy klucz, by zafundować sobie dawkę małżeńskiej intymności.

Również zaskakującym było odkrycie mini strefy z kolejnym łóżkiem oraz fotelem do seksu zaraz w pobliżu natrysków, przy saunach i umywalkach. Pomysłowość ludzka nie zna granic, ale jak obserwowaliśmy, strefa ta była w ciągłym użyciu, więc koncept chyba się sprawdził.

Na parterze przygotowano przestrzeń konsumpcyjno – barową i trzeba przyznać, że catering stał na wysokim poziomie, bowiem jedzenie było smaczne i ciągle uzupełniane. Sympatyczny barman, z włosami białymi jak śnieg, nie szczędził na alkoholowych zasobach i robił porządne drinki, przy okazji ciągle się uśmiechając.

Na mokro

Największe wrażenie zrobił na nas wewnętrzny basen, całkiem pokaźnych rozmiarów z dodatkową atrakcją – podwieszonym uchwytem pod antresolą, którą był częściowo zabudowany. Dzięki niemu panie mogły unosząc się na wodzie przyjąć bardzo wygodną pozycję do wystawienia swoich kobiecości na przyjemności seksu oralnego.

Basen stanowił centralną część pomieszczenia. Dookoła niego rozlokowano kanapy i stoliki oraz jacuzzi na kilka osób. Ponadto, na parterze było przejście do niewielkiego ogródka z małym oczkiem wodnym, gdzie w ciepłe dni z pewnością rozkosznie spędza się czas, natomiast jesienna aura raczej nie nastrajała do dłuższego siedzenia na zewnątrz. Tym razem woleliśmy odkrywać zakamarki klubu w środku.

Nad basenem ulokowana antresola jest w kształcie małego pomostu z dwoma oddzielnymi łóżkami na nim przypominającymi muszle. Taki kameralny zakątek, w którym można było się skryć na chwilę, gdy naszła na to ochota.

Czy się pobawiliśmy?

Są takie momenty, wchodząc do klubu, gdy pod skórą czuje się, że przed chwilą poznani ludzie mogą stać się towarzyszami nocy. Tak mieliśmy z parą, z którą wspólnie czekaliśmy na otwarcie drzwi do lokalu, bowiem przyszliśmy do niego w tym samym czasie. Potem przebieranie się w szatni, ukradkowe spojrzenia, wspólny drink i wieczór zakończony cielesnym przetasowaniem. Jak się okazało, tak samo jak my, nie byli stałymi bywalcami.

Za wcześnie? Za późno?

Niemieckie kluby są specyficzne pod wieloma względami. Przede wszystkim średnia wiekowa przybyłych gości jest znacznie wyższa niż w Polsce. W większości są to osoby w wieku 50+, co tak naprawdę jest wspaniałym zjawiskiem i mamy nadzieję, że z Erykiem także za kilkadziesiąt lat będziemy mieli taką energię erotyczną jak pary, które widzieliśmy w akcji, bo wierzcie nam – oni potrafią bawić się długo i zmysłowo.

Natomiast zawsze w takich sytuacjach rodzi się w naszych głowach pytanie – czy to my zaczęliśmy za wcześnie swingować, czy może to oni nabrali odwagi na spełnianie seksualnych fantazji w bardziej dojrzałym wieku? Oczywiście mogą też być „swingerskimi wyjadaczami”, dla których swing jest stylem życia zapoczątkowanym w młodości. My przy nich zaś amatorami, choć przecież w swingu nie ma kategorii „zawodowiec” czy “stażysta”.

Kwestie estetyczne, również są dyskusyjne, bowiem przecież każdy ma własne upodobania urodowe. Mamy jednakże wrażenie, że u niemieckich sąsiadów wygląd odgrywa drugorzędną rolę. Oni nie odczuwają potrzeby takiej staranności dbania o sylwetkę i atrakcyjność fizyczną, jak swingersi z innych krajów, w tym z Polski. U nas częściej można napotkać zadbane i eleganckie pary oraz singli i singielki. W Niemczech podejście do tych tematów jest bardziej swobodne. Prawdopodobnie mniej stresujące, co nie znaczy jednak, że jest ono lepsze. Ponoć o gustach się nie dyskutuje, więc przejdźmy dalej.

Lepiej w grupie

Bez wątpienia Blaue Lagune jest miejscem wartym odwiedzenia i to w ekipie znajomych, gdyż można w nim przyjemnie spędzić czas, zarówno podczas swingerskich wymian, jak i włączając tryb chillout będąc w saunach bądź basenie. Czas szybko w nim płynął, ale mamy wrażenie, że nie dla wszystkich. Niestety, już około godziny 2.00 – 3.00 nad ranem było wyczuwalne zniecierpliwienie właścicieli przeciągającą się bytnością gości. A szkoda, gdyż ich postawa nieco przyćmiła pozytywne wrażenie i zamiast ocenić to miejsce na mocną piątkę, w głowach wystawiliśmy im rokującą czwórkę. Zatem, jak będziemy chcieli wrócić do Blaue Lagune, to tylko w większym towarzystwie i nie później niż o godzinie 21. Kto będzie chciał się z nami zabrać?

Tekst: Luiza i Eryk.

Fot.: Zdjęcie ze strony klubu.

Strona klubu: http://www.wellness-paerchenclub-blaue-lagune.de/

Profil na Joyclub: https://www.joyclub.de/club/1245801.blaue_lagune.html

Author:

Lubimy kawę. I to w każdej postaci. Także tej wirtualnej.

Mamy też marzenie, aby nasze zmysłowe opowiadania erotyczne przeniosły się na papierowe kartki i mobilne urządzenia.

Chcemy pisać. Dla Ciebie i dla innych. Możemy połączyć siły. Jeżeli najdzie Cię ochota, to zaprosisz nas kawę. A my odwdzięczymy się nowymi wpisami, a w przyszłości - piękną książką. Ba! Książkami!

Więcej informacji: https://swingwithme.pl/zapros-nas-na-kawe

Nasz profil na Ko-fi: https://ko-fi.com/swingwithme