SATISFYER MEN HEAT VIBRATION – RECENZJA

– Skarbie, znów coś dla Ciebie mam… – kusząco przywołuję Eryka. I tym razem będzie to coś na ciepło.

– Wstawiłaś obiad?

– Nie, bo tym razem to Ciebie będę podgrzewać – odpowiedziałam tajemniczo.

Odkąd zaczęliśmy recenzować na blogu gadżety erotyczne, przekonaliśmy się jak wiele już wymyślono, a jak wiele rzeczy czeka jeszcze na odkrycie. W każdym miesiącu odbieramy kilka paczek z nowymi przedmiotami do testowania, zaś po bardzo pozytywnym odzewie po publikacji recenzji Tenga Egg, postanowiliśmy odkrywać seks zabawki przeznaczone dla panów. I jak się okazuje – mężczyźni też mają duży wybór, tylko czasami boją się sięgnąć po nowinki. Na szczęście mój mąż jest otwarty na eksperymentowanie i zgodził się na przyjęcie roli naczelnego testera.

Przeglądając asortyment męskich akcesoriów, natrafiliśmy na propozycję Men Heat Vibration firmy Satisfyer. Zwłaszcza uwiódł nas opis:

„Wibrator Satisfyer Men Heat Vibration posiada innowacyjną funkcję termiczną, dzięki której doznania będą niezwykle realistyczne. Po aktywowaniu tej funkcji zabawka nagrzewa się do 40 stopni Celsjusza – daj się oszołomić kojącemu ciepłu otaczającemu cię w aksamitnym tunelu.”

Wibrator, który grzeje…? Chcemy to! Czegoś takiego jeszcze nie przerabialiśmy.

Pierwsze wrażenie

Należy przyznać, że po wyciągnięciu z pudełka, wibrator prezentuje się naprawdę ładnie i porządnie. Czarna obudowa i srebrne wstawki nadają urządzeniu elegancki design. W środku, silikonowy i mięciutki tunel aż zachęca do włożenia…

Men Heat wygodnie leży w dłoni. Ergonomiczny kształt oraz intuicyjny panel sprawiają, że zabawka zachęca do sięgnięcia po nią. Obsługa również jest bardzo prosta. Aby włączyć Men Heat wystarczy dłużej przytrzymać przycisk włączenia. Tym samym przyciskiem zmienia się później tryby, zaś „+” i „-” zmienia się ich intensywność. Prawda, że łatwe?

W celu włączenia funkcji termicznej, należy wcisnąć znaczek z temperaturą. Gdy będzie on migał – oznacza to, że zabawka się nagrzewa, zaś gdy zacznie świecić stale – właściwa temperatura została osiągnięta.

Trzeba jednak nadmienić, że Men Heat nagrzewa się około… 5 minut. To dość sporo, zwłaszcza jeśli ma się ochotę na szybkie zaspokojenie. Ale za to na plus jest możliwość włączenia samego ogrzewania bez wibracji, i na odwrót. To pozwala na dopasowanie wrażeń do potrzeby danej chwili, a czasem tylko przyjemne ciepełko może być wystarczające do osiągnięcia rozkoszy.

Według Luizy

Lubimy dzielić recenzje na osobne spostrzeżenia. Dlatego zanim oddam głos Erykowi, opiszę Men Heat swoimi słowami. Otóż… Gdy chwyciłam wibrator do ręki, pierwsze pytanie jakie zadałam mężowi było – Kochanie, ale ty się tu zmieścisz??? I to nie, że ja robię jemu jakąś autopromocję (choć też nie będę ukrywała, iż jest dość szczodrze wyposażony), ale zabawka po prostu wydała mi się dość mała. Dlatego mieliśmy kilka podejść, aby wypracować sobie najlepszy sposób posługiwania się nią. Za pierwszym razem dopadła mnie głupawka, bowiem nie dość, że taki wibrator na członku skojarzył mi się z jakimś zdezorientowanym alienem, który wylądował nie na tej planecie, to na dodatek użyłam zbyt dużej ilości wodnego lubrykantu, przez co dźwięki wydawane podczas pieszczot były mało apetyczne. A w takiej atmosferze trudno o podniecenie…

Ale nie poddaliśmy się i postanowiliśmy spróbować inaczej. Ruchy posuwiste, zmieniliśmy na delikatnie obrotowe. Nie kombinowaliśmy też z trybami, tylko wybraliśmy jednostajny przy średnim natężeniu i… udało się. Satysfakcja osiągnięta.

Dla mnie jako partnerki, Men Heat jest także komfortowy w użyciu, gdyż jest lekki. Dzięki temu nie obciąża mi dłoni podczas pieszczot, przez to ja również mogę się skupić na dawaniu rozkoszy.

Gdyby jeszcze ów wibrator był dostępny w nieco większym rozmiarze, to jestem przekonana, iż byłaby to jedna z ulubionych zabawek Eryka, bowiem funkcja termiczna to strzał w dziesiątkę.

Według Eryka

Zestrajając słowa słynnej piosenki Ray’a Charles’a – „Heat” the Road Jack! Masturbator jest za krótki oraz za ciasny. Należy pamiętać, że po wyłączeniu urządzenia osobnym przyciskiem musimy wyłączyć także grzanie. Silikon jest nietypowy w dotyku, lekko gumowy w odczuciu. Ogólnie – pal wrotki Jack! Tak właśnie pomyślałem na początku. Pierwsze wejrzenie, tudzież włożenie nie było naszym najciekawszym doświadczeniem. Pierwsze lody nie przełamały odczucia obcości.

Luiza pomóż mi, bo przyznam, że nie wiem jak mam się tym pieścić. To jakieś dziwne jest!

Nauka zajęła nam trochę czasu. Standardowo zaczęliśmy od lubrykantu, pieszczenia przygotowawczego i podjęliśmy się zadania. W pełni naprężony rozpocząłem misję lotu w kosmos poprzez włożenie swojego żołędzia w odmęt czarnej dziury, a raczej dziurki. Całą długość wnętrza szacuję na około 10 centymetrów, tym samym zbyt prędko nie wyleci się z drugiej strony w innej galaktyce.

– 3…, 2…, 1…, Start…!

– Włączamy wibracje poziomu pierwszego.

– Są wibracje poziomu pierwszego.

– Zwiększamy intensywność plusem.

– Intensywność plusowa osiągnięta.

– Załączamy ruch posuwisty startująco – lądujący.

– Ruch posuwisty… posu… su… Mayday, mayday! Mamy problem!

Przerażenie Luizy było bezcenne, za resztę zapłacicie dotykowo 😉 Po starcie naszej rakiety okazało się, że silikon tak mocno przywiera do członka, iż każdy ruch zabawki do góry powodował odczucie zapadających się gałek ocznych. Przyznam, że takiego ssania na penisie chyba nigdy nie miałem. Nie umiałem w tym momencie powiedzieć, czy to mnie boli czy bardziej ekscytuje. Spróbowaliśmy kilku trybów przy zmiennych nastawach intensywności wibracji. Oczywistym jest, że nie mogłem sobie podarować startu bez grzania. Przecież rakieta na zimnym silniku nigdy nie odpali.

Kilka prób, minut na naukę. Czas na „gadkę zapoznawczą”. Daliśmy sobie szansę na drugie podejście. Tym razem nie o start chodziło, lecz o trening astronauty. Musiałem zrozumieć, iż wirówka w której się znalazłem ma stymulować mnie obrotowo, a nie pionowo. Przyzwyczajenie, rzecz ludzka. Nastąpiła pora na zmianę. Lekkie ruchy okrężne na członku, uczucie rosnącej temperatury przyjemnie otulającej ciało. Delikatne (takie wybrałem na nasz pierwszy raz z Heat Men’em) wibracje stymulujące żołądź, a w szczególności wędzidełko. Spokojna pieszczota i rozkosz.

Orgazm przeszył moje ciało. Pierwsze dla mnie tak nietypowe doznania. Rakieta wystrzeliła z całą siłą, a ja drżałem od drgań. Szybko musiałem odłączyć zasilanie w kokpicie. Wtedy zrozumiałem, że nie miałem dotychczas patentu na pilota kosmodromu. Co prawda dalej nie mam, jednakże do cyklu szkoleń w ramach sypialnianego kursu przystępuję ochoczo.

Tak więc „Heat” the Road Jack! I wcale nie chodzi mi o to aby ruszył w drogę i nie wracał. „Heat” the Road Jack! A w zasadzie powiedziałbym Jackie. Rozpal mnie Jackie! Od teraz tak będę nazywał (bez podtekstów) mojego Heat Men’a.

Coś dla Was

Warto próbować nowych rzeczy i jesteśmy przekonani, że dla wielu z Was – Men Heat może okazać się zabawką idealną. Razem ze sklepem LustShop dla naszych czytelników odważnych na eksperymentowanie przygotowaliśmy ofertę specjalną na produkty firmy Satisfyer. Klikając TUTAJ wybierzcie interesujący Was produkt, a w miejscu kodu promocyjnego wpiszcie SATYSFAKCJA. Wówczas otrzymacie aż 15% rabatu. Promocja ważna do 5 grudnia do 23.59.

Przy okazji polecamy Wam także inny produkt od tejże niemieckiej firmy – uroczego pingwinka, którego recenzowaliśmy niedawno: https://swingwithme.pl/satisfyer-pro-penguin-recenzja/

Tekst: Luiza i Eryk

Author:

Lubimy kawę. I to w każdej postaci. Także tej wirtualnej.

Mamy też marzenie, aby nasze zmysłowe opowiadania erotyczne przeniosły się na papierowe kartki i mobilne urządzenia.

Chcemy pisać. Dla Ciebie i dla innych. Możemy połączyć siły. Jeżeli najdzie Cię ochota, to zaprosisz nas kawę. A my odwdzięczymy się nowymi wpisami, a w przyszłości - piękną książką. Ba! Książkami!

Więcej informacji: https://swingwithme.pl/zapros-nas-na-kawe

Nasz profil na Ko-fi: https://ko-fi.com/swingwithme