Przyznaję się – polubiłam seks zabawki. Za każdym razem, gdy trafia do mnie nowa paczuszka, to zniecierpliwiona rozrywam opakowanie, jak czasem męskie majtki zębami (tak, zdarzyło się). Tym razem w moje łapki trafił… ssący pingwin.

Pro Penguin firmy Satisfyer to bez wątpienia najładniejsza zabawka w mojej kolekcji. Z wyglądu jest tak słodki, że aż ma się ochotę z nim spać, zastępując ukochanego pluszaka. Męża bym jednak nie zastępowała, bo jakby nie było – jego pulsator jest najmocniejszy ze wszystkich dostępnych na rynku. Jak będzie na starość, to się okaże 😉

Ale wróćmy do pingwina. Oprócz niezwykłego uroku, jest też bardzo ergonomiczny, wręcz stworzony do trzymania w dłoni. Przyjemny w dotyku silikon sprawia, że z tej dłoni nie chce się go wypuszczać. Silikonowa muszka sprawia, że ma się wrażenie iż oddajemy łechtaczkę w ręce, a raczej dziób prawdziwego gentleman`a, który będzie wiedział jak się nią odpowiednio zająć. Czy słusznie?

 

Mocniej i tylko mocniej

Odpowiadam od razu – słusznie. Choć na początku przeżyłam małe zaskoczenie, bo wszędzie czytałam iż Pro Penguin kryje w sobie aż 11 programów. I tak klikałam, klikałam poszukując tych różnorodnych trybów, a tymczasem okazało się, że wspomniane programy to po prostu poziomy intensywności. Zupełna odmiana w porównaniu do innych erotycznych gadżetów.

I wiecie co? Dla mnie to wcale nie jest żadna wada, bo ja i tak najczęściej doprowadzam się na trybie jednostajnej wibracji bądź pulsacji. Brak możliwości zmiany trybu pozwala również uniknąć przypadkowego naciśnięcia nie tego przycisku co byśmy chciały i stracenie tego drogocennego momentu kiedy już za sekundę, już za momencik i będzie boom! W przypadku pingwina sprawdziła się zasada – im prościej, tym lepiej.

Pro Penguin posiada bowiem aż dwa przyciski. Dolny, z zaznaczonymi czterema falami służy do włączenia i wyłączenia zabawki (należy go przytrzymać przez dwie sekundy) oraz do zwiększenia intensywności. Górny, z dwoma falami, analogicznie intensywność zmniejsza. Wszystko. Żadnych udziwnień, żadnych komplikacji. Orgazmiczny minimalizm.

Subtelnie, lecz dobitnie

Jak działa pingwinek? Otóż stymuluje on łechtaczkę za pomocą fal podciśnienia. Znając siebie ja bym dodała jeszcze ze dwa tryby mocy, ale to dlatego, że poniekąd przyzwyczaiłam swoją clitoris do mocniejszych pieszczot oferowanych przez stymulatory soniczne, co niekonieczne było dobre. Dlatego nauczyłam się ofiarowywać jej różne rodzaje przyjemności, ucząc się przy okazji reakcji własnego ciała.

Pro Penguin jest delikatniejszy, co nie znaczy, że gorszy. Co to, to nie. Muszę też przyznać, że jest wyjątkowo cichy. Mój niezastąpiony mąż następnego dnia po tym jak dostałam pingwina zapytał się z pretensją w głosie czemu go nie przetestowałam przed snem. Odpowiedziałam, że przetestowałam, tylko on już zasnął zmęczony trudami podróży. Co prawda, podczas dochodzenia zasłoniłam usta rękoma by go nie zbudzić swoim pojękiwaniem, ale pingwin także nie wyrwał go z objęć Morfeusza. Zatem potwierdzam – Penguin daje radę pod kątem generowania niskiego poziomu hałasu.

Staje się on jeszcze cichszy, gdy będziecie się nim bawić w kąpieli czy pod prysznicem, bo jak to na prawdziwego pingwina przystało, ów gadżet lubi wodę.

Bez wątpienia zabieram tego gentlemana na urlop. W ogóle wszędzie będę go zabierała 🙂

Pingwinka kupicie TUTAJ

Tekst: Luiza

 

PRZECZYTAJ: https://swingwithme.pl/sona-stymulator-lechtaczkowy/