SEX/LIFE – RECENZJA

Miała wszystko. Wspaniały dom na przedmieściach, przystojnego męża z sześciopakiem na brzuchu, dwójkę uroczych dzieci: syna i córeczkę w komplecie, a jednak coś było nie tak…

Nudne i przewidywalne życie żony i matki przestało jej wystarczać. Niegdyś szalona imprezowiczka, zaliczająca facetów bez wyrzutów sumienia, teraz kobieta o ustabilizowanej sytuacji życiowej. Co tu może przeszkadzać?

Sex/Life to tegoroczna produkcja Netflixa, bijąca popularności w serwisie. Wyświetliła mi się jako podpowiedź, do obejrzenia – więc pomyślałam „czemu nie, będzie przynajmniej co zrecenzować”. Zatem jeżeli macie w planach obejrzenie tej produkcji, to nie czytajcie dalej, bo bez zdradzenia fabuły się nie obejdzie.

Małżeństwo w kryzysie

Billie (Sarah Shahi) to główna bohaterka. Niby kobieta atrakcyjna, niby też inteligentna, ale przyznam szczerze, że dawno kobieca postać nie denerwowała mnie jak ona. Otóż, gdy Billie zaczyna tęsknić za dawnymi numerkami i seksie dającym orgazmy do utraty tchu, w swoim krótkodystansowym i mało kreatywnym w sypialni mężu Cooperze, zaczyna dostrzegać jedynie wady. Z laktatorem przy cyckach, postanawia wrócić myślami do namiętnych nocy z dawnym partnerem Bradem, a żeby te wspomnienia nie uciekły, błyskotliwie spisuje je w edytorze na laptopie. Nie dba o to, że pamiętnik może zostać przeczytany przez jej męża, co – ojejku, jejku, oczywiście się dzieje. Mąż dostaje szału, ta płacze i obiecuje poprawę. On przestaje się odzywać, ona skamle jak zbity pies prosząc o jeszcze jedną szansę. Dramaturgia sięga zenitu…

Zróbmy sobie swing

Podejmują próbę ratowania związku. I tu kolejne zaskoczenie – jak zawsze w sytuacji małżeńskiego kryzysu pojawia się motyw no to zróbmy sobie swing! Znajomi robią im niespodziankę i zabierają ich do tajemniczego domu, gdzie w każdym kącie ktoś się chędoży, a nagie ciała wyginają w łuk uniesienia. Wszystko kończy się jak kończy, ale akurat muszę przyznać, że motyw klubu był chyba najciekawszy z całego serialu, zatem jak starczy wam sił, aby dotrwać do tego momentu, to… później nie będzie lepiej.

Podczas różnorakich małżeńskich perypetii, to akcji wkracza też demon z przeszłości, czyli Brad, który po ośmiu latach od rozstania, przypomniał sobie, że jednak kocha Bille, a niegrzeczne życie muzycznego producenta zaczyna go nużyć. On również chciałby już domek na przedmieściach i gromadkę dzieci. A biedna i pogubiona Bille nie wie co wybrać. Czy zaryzykować i wejść drugi raz do tej samej niebezpiecznej rzeki z Bradem czy jednak płynąć posłusznie z nurtem z nudnym, ale dającym poczucie bezpieczeństwa Cooperem? Kobiecina nie wie jak żyć.

Zapowiedziano, że Sex/Life będzie miał drugi sezon, choć zakończenie pierwszego było dosłownie z dupy i chyba jakieś choróbsko będzie musiało mnie dopaść, abym niepełna władz umysłowych skusiła się na obejrzenie kontynuacji. Plusem była mała ilość odcinków, bo aż i tylko osiem, więc nawet szybko się to łyknęło, ale żeby to było nader stymulujące doznanie, to bym nie powiedziała. Owszem, serial kipi od scen seksu. Aż ma się wrażenie, że nie ma miejsca, w którym Billie i Brad nie uprawialiby seks. Pieprzą się wszędzie gdzie się da, bez wstydu i bez zahamowań.

Mąż ciekawszy

Sam serial określam jako bardzo średni. Natomiast, moim zdaniem na uwagę zasługuje wątek, całkowicie drugoplanowy, a mianowicie zachowanie z założenia zazdrosnego Coopera. Otóż odkrywa iż wizja żony z innym w jakiś sposób go kręci, aż do tego stopnia, że przy pamiętnikowych zapiskach Billie postanowił robić sobie dobrze. Podobnie, w klubie swingerskim pragnął, aby wszyscy na nich patrzyli. Czyli trochę taki z niego typ „patrzacza”, pragnącego, by widzieć jak inni pożądają jego żonę. Nieco to skomplikowane.

Podsumowując, Sex/Life to serial płytki fabularnie oraz emocjonalnie, z przesadnymi scenami seksu w każdym odcinku. Czy wniesie on coś do Waszego życia? Absolutnie nie. Natomiast, jeśli poszukujecie czegoś na poluzowanie zwojów mózgowych, to da się to obejrzeć.

Tekst: Luiza

PRZECZYTAJ: https://swingwithme.pl/nowosc-recenzja/

Lubisz to, co robimy? Niech inni też się o nas dowiedzą :)
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •