SLOW SEX, CZYLI ZWOLNIJ NA CHWILĘ

Jaki powinien być seks? Szybki i namiętny, a może wolny i zmysłowy? No cóż, właściwie po co wybierać, skoro obydwie opcje przynoszą zaspokojenie. Lecz smutna prawda jest taka, że na zbliżenia mamy coraz mniej czasu. Ciągła gonitwa za króliczkiem spełnienia sprawia, że tego spełnienia ciągle nam ubywa.

Czy zastanawialiście się kiedyś czy dobrze… oddychacie? Banał, prawda? Każdy z nas oddycha, bo bez oddechu nasz żywot prędko by się zakończył. Natomiast, oddychamy za płytko i zbyt wygórowanym tempie, to sprawia, że nie dostarczamy naszemu organizmowi odpowiedniej dawki powietrza, przez co czujemy się zmęczeni oraz podenerwowani. A to przekłada się na nasze samopoczucie oraz relacje z innymi.

Seks jak oddech

Podobnie jest z seksem. Pośpiesznie smakowanie siebie jak najbardziej jest potrzebne. Pozwala rozładować kumulujące się napięcie, zapewnia wyskok podniecenia. Dzięki szybkim numerkom czujemy niewymierne pożądanie. W końcu bycie obiektem pożądania jest bardzo stymulujące i poprawia poczucie własnej atrakcyjności. Problem pojawia się wtedy, kiedy zaliczanie wypiera partnerską bliskość, a seks przypomina konsumowanie Mc Royala w samochodzie na parkingu i to na światłach awaryjnych.

Przypomnijcie sobie początki Waszej znajomości. Mieliście nienasycony apetyt na wzajemne poznawanie tajemnic ciała. Wręcz z pietyzmem penetrowaliście cielesne zakamarki, z uważnością przypatrując się reakcjom ukochanej osoby. Chcieliście poznać się dogłębnie, zarówno w sferze duchowej, jak i fizycznej. Pamiętam jeden wieczór z Erykiem. Mieszkałam wtedy jeszcze z rodzicami. Zamknęliśmy się w pokoju i na pieszczotach spędziliśmy dosłownie 5 godzin!!! Coś cudownego…

Później zamieszkaliśmy razem. Uczelnia, praca, dom, wyjazdy. I tego czasu stało się jakby mniej. Jeżeli do tego doliczyć różne seksualne przestoje z powodu zdrowotnych zawiłości, to ta chęć delektowania się sobą gdzieś się ulatniała. Aż dochodziliśmy do momentu, kiedy powiedzieliśmy hola, hola, tak dalej być nie może. Następowała poprawa, skupialiśmy się mocniej na sobie, lecz proza życia i tak w końcu wygrywała.

To przychodzi samo

Z wiekiem przychodzi uważność. Zaczynamy dostrzegać że to za czym tak łapczywie się goniło, wcale nie jest synonimem szczęścia, tylko wypełniaczem z próżnią w środku.

Sypialnia nie powinna być miejscem do wypełniania małżeńskich obowiązków, ale miejscem do dawania sobie przyjemności oraz właśnie uważności. Przestrzenią do uwalniania emocji, odczytywania komunikatów wysyłanych przez ciało partnera/partnerki do bycia ze sobą tu i teraz. Zadbajmy o atmosferę. Wierzcie mi, że światło świec, nastrojowa muzyka oraz seksowna bielizna potrafią zdziałać cuda. A wspólna kąpiel, to już w ogóle związkowy rarytas.

W liceum mój historyk z uporem maniaka wbijał nam do głów sentencje łacińskie. Wówczas wydawało mi się to bezsensowne, teraz zauważam ile w nich kryło się mądrości. Ostatnio moją ulubioną jest festina lente, czyli śpiesz się powoli. Pośpiech zazwyczaj nie prowadzi do zadziwiających efektów. One są i za chwilę już ich nie będzie. Zaś budowanie relacji na zrozumieniu, wsłuchiwaniu się w ukryte pragnienia, pożądaniu odkrywania się pozwala stworzyć coś trwałego i niepowtarzalnego.

Dajcie sobie czas – to najlepsze co możecie dla siebie zrobić.

P.S. Wracając do wątku z oddychaniem. Bardzo polecam Wam aplikację Prana Breath. Przetestowałam ją na sobie – działa. Dzięki niej łatwiej mi się zasypia oraz odgania wyniszczające emocje. Spróbujcie, co macie do stracenia?

Tekst: Luiza

Fot.: estudiokasar0/Pixabay

PRZECZYTAJ: https://swingwithme.pl/jest-seks-jest-dobrze/

Niech inni też się o nas dowiedzą :)