„SOLISTA” – RECENZJA

Do twórczości Piotra C. mam wręcz schizofreniczne podejście. Praktycznie w tej samej chwili potrafi mnie rozbawić, wkurwić, a nawet i rozczulić. „Pokolenie Ikea” mnie nie zachwyciło, ale… Prawda jest też taka, że lata lecą. Od tamtej pory, gdy publikowałam recenzję tamtej powieści, minęły cztery lata. A przez ten czas, będąc nieskromną, dużo widziałam, dużo przeżyłam i nieco też się zmieniłam. Myślę, że teraz inaczej bym ją odebrała. Chociaż, kto wie?

Ale coś jest w książkach Piotra C., że choć wywołują skrajne emocje, to ma się ochotę po nie sięgać. Czemu? Przyznam, że sama się nad tym zastanawiam. Jednak, gdy zobaczyłam zapowiedź „Solisty”, stwierdziłam, że się skuszę. Bo czasami po prostu nie ma się ochoty na ambitną literaturę, lecz na rozrywkę nie wymagającej nadmiernego myślenia.

Wini zdobywca

Głównym bohaterem książki jest Winicjusz, zwany pieszczotliwie Winim. To człowiek ustawiony. Jest wspólnikiem w kancelarii prawniczej. Nowe sprawy same spływają na jego biurko, jak i młode dupy. Bo Wini gustuje w młodszych. W jędrnych ciałach i w niezbyt jeszcze rozgarniętych umysłach. Krótkotrwałe romanse, imiona bez potrzeby zapamiętania. Jest przystojny, jego sytuacja finansowa też jest całkiem całkiem. A kobiety przecież to lubią.

Ale jest jeszcze jedna rzecz, którą warto wiedzieć o Winicjuszu. Ma żonę. I dziecko też. Ale czy to są jakieś przeszkody do wkładania penisa przygodnie poznanym dziewczynom? Dla niego nie.

Wini kocha żonę – nawet kiedy się puszczam, to jej nie opuszczam. Zuzanna jest piękną kobietą, o wrażliwym sercu, ale i ciętym humorze. A nader wszystko – jest bardzo wyrozumiała. Wie, że Wini ciężko pracuje na ich wspólny dobrostan, więc wiele mu wybacza. W tym późne powroty do domu. Zaś Wini wtedy oj ja ciężko haruje, oj ja ciężko. Posuwając inną.

Bez uczuć nie pojedziesz

W książce kryje się kilka zdaniowych perełek, które warto rozwinąć. Tradycyjnie, nie chcę zdradzać fabuły, więc nieco będę polemizować z niektórymi prawdami uniwersalnymi.

(..) tym, co napędza emocje. Dasz jej emocje. Masz kobietę.”

Z tym stwierdzeniem akurat ciężko się nie zgodzić. Z małym zastrzeżeniem – emocje są potrzebne każdemu, niezależnie od płci. Po co wiązać się z kimś, kto nie może podarować nam uczuć, i to uczuć różnorodnych? I to od szczęścia poprzez złość, a nawet i smutek. Emocje są nam potrzebne. Karmimy nimi duszę. Samo ciało do stworzenia związku nie wystarczy, jakkolwiek by ono nie było atrakcyjne. Owszem, cielesne relacje też są potrzebne. Na chwilę, na raz, na zapomnienie. Ale czymże one są, jeśli właśnie nie wyładowaniem emocji?

„Bo kobieta chce, aby mężczyzna jej chciał. Ale nie tak po prostu. On ma się palić, gotować, ma mu stać jak nigdy w życiu. Ma ją pożerać. Ma być gotowy do rozpierdolenia całego świata i złamania wszystkich granic, aby tylko jej wsadzić. Z tego właśnie powodu kobiety fantazjują o gwałcie, ale rzadko kiedy faktycznie go chcą. One chcą tego ekstremalnego podniecenia u faceta, który zaryzykuje wszystko, aby tylko je mieć.”

Bierz mnie

Jestem zagorzałą przeciwniczką generalizowania, gdyż to najprostsza droga do kreowania, jak i utrwalania stereotypów. Zawsze, nigdy, każdy, każda… Nikt nie jest taki sam, lecz nie mam zamiaru idealizować ludzkich zachowań. Szczerze, jako ludzie często jesteśmy istotami ułomnymi. Z tym gwałtem, to trochę pana Piotra poniosło, acz opisywane wyżej zachowania niestety często są widoczne w środowisku swingerskim. Wiele kobiet wychodzi z założenia, że skoro natura obdarzyła je w cipki, to one nic więcej robić nie muszą. Wystarczą, że rozłożą nogi i niech się dzieje. To facet ma rżnąć niczym kombajn żyto po polu, to facetowi penis ma sterczeć jak maszt na pełnym morzu, to on ma działać, pieścić, całować, lizać, penetrować, pieprzyć do nadanego przez jęki tempa. A ona… Ona po prostu jest.

Ech, ileż to razy byliśmy zawiedzeni taką postawą. I to niezależnie czy w klubie. Co z tego, że babeczka była z założenia atrakcyjna fizycznie i na tym poprzestańmy, bo nic więcej od siebie nie chciała dać. Ani nęcić słowem w konwersacji, ani zainicjować pieszczotę. Ona się kładła, mówiła pieprz mnie i na tym był koniec jakże kreatywnej zachęty. Potrzeby mężczyzn, także te mentalne są często marginalizowane. A my w swingu szukamy czegoś więcej niż wyłącznie fizycznego zaspokojenia.

Tik tak

„Pijane, samotne kobiety przed czterdziestką zawsze szukają miłości, wykorzystując ostatnie chwile hossy na erotycznej giełdzie.”

Czas mija, to fakt niezaprzeczalny. Jeszcze trochę i mi też stuknie czterdziestka. I co w związku z tym? Szczerze? To nic. Owszem, widzę że na mojej twarzy pojawiają się zmarszczki, ale lubię je. Są zapisem moich myśli, doświadczeń, osobowości. Bez nich byłabym pustym płótnem bez żadnej historii. Cycki póki co, dobrze się trzymają i grawitacja o nie jeszcze się nie dopomina. Reszta ciała też ok. W lustrze widzę fajną kobietę, która ma prawie wszystko o czym marzyła. Piszę prawie, bo warto zostawić miejsce na nieoczekiwane marzenia. Dobrze mi ze sobą, czuję się atrakcyjnie, zarówno pod względem wyglądu, jak i intelektualnym. Nie muszę nic nikomu udowadniać, tym bardziej sobie. Mam świadomość, że nie muszę się każdemu podobać, tak samo jak każdy nie musi podobać się mi. I jak przyjmie się taką postawę, to doprawdy jest lżej, a swojej wartości nie szukamy w oczach innych.

„Facet, który znalazł świętą – nie zostawi jej. Ale będzie szukał wrażeń na boku. Facet, który znalazł ladacznicę, prędzej czy później ją rzuci. Bo traktują ją czystko użytkowo. Emocje szybko się wypalają, seks się nudzi, a zawsze gdzieś są fajne cycki do przemacania.”

A czy wszystko musi być albo czarne albo białe? W końcu jak to kiedyś powiedział ktoś mało znaczący – nikt nie będzie nam udowadniał, że czarne jest czarne, a białe jest białe. Jestem dobrą żoną i dobrą kochanką (tak, piszę to bez udawanej skromności). Pragnę być wsparciem dla męża w codziennym życiu, co nie przeszkadza mi chociażby w jego oralnym zaspokojeniu. Bo co jak co, ale jestem mistrzynią robienia loda. I wiecie co? Nie tylko mąż może to potwierdzić. Daleko mi do świętej, ale z określeniem ladacznica też mi nie po drodze. Jestem sobą. I mam to szczęście, że wspólnie z Erykiem nie musimy przykrywać milczeniem swoich erotycznych pragnień, lecz wspólnie je spełniamy. Nie szukamy osobnych wrażeń na boku, bo przyjemniej szukać tych wrażeń wspólnie.

Jednak, nie wszędzie i nie zawsze jest tak kolorowo. Też mamy chwile zwątpienia, też się kłócimy, ale ostatecznie rozmawiamy i dużo się przytulamy. Natomiast, w naszym najbliższym otoczeniu, w ostatnim czasie rozpadło się bardzo dużo związków. Jeden z powodu zdrady, drugi – bo ona chciała otwarty związek, a ona nie. Trzeci – bo alkohol przyćmił poczucie przynależności do świata zewnętrznego. Czwarty… Piąty… Dużo tego, zdecydowanie za dużo.

A dokąd zaprowadziły liczne romanse Winiego? Czy warto było ryzykować szczęśliwe życie dla ulotnych chwil przyjemności?

„Solista” nie jest literaturą wyższych lotów. Piotr C. pisze perwersyjnie, ukrywając w słowach cięty język i czasem stwierdzenia trudne do zaakceptowania. Natomiast książka spełniła swoją rozrywkową rolę. Były momenty do pośmiania, były momenty do zirytowania się opisywaną rzeczywistością. Polecam, jeżeli szukacie książki na wieczór, to „Solista” jest idealny na raz.

Tekst: Luiza

Książka do nabycia w dobrej cenie TUTAJ, zaś audiobook TU.

PRZECZYTAJ: https://swingwithme.pl/pokolenie-ikea-smiac-sie-czy-plakac/

___

Jeżeli masz ochotę wspierać nas w tym, co robimy – to możesz zrobić to tutaj:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Dziękujemy!

Niech inni też się o nas dowiedzą :)