„SWINGERSI” – RECENZJA

„Swingersi” – film, który dopiero co wszedł do kin. Pewnie, gdyby nie ilość zapytań kierowanych do nas, czy już widzieliśmy ten film, to poczekalibyśmy do jego emisji telewizyjnej. Ale cóż, prowadzenie swingerskiego bloga zobowiązuje i przyjęliśmy zasadę poświęcenie dla idei. Kupując bilety nastawialiśmy się na mega popelinę w stylu „Kac Wawy”. Czy słusznie?

Uwaga, chcąc nie chcąc, recenzja wyjątkowo będzie spoilerem, bo inaczej nie da się ugryźć tego tematu. Zatem, kto ma zamiar zobaczyć film w kinie bądź obejrzeć go w niedalekiej przyszłości – niech powstrzyma się od czytania. Wszystkich innych zapraszamy do lektury, bo troszkę przemyśleń nam się nasunęło po seansie.

Social swing

Pierwsze sceny z Fabikiem w roli głównej jako instacelebryty (Michał Koterski) oraz Iwonki – pańci z aspiracjami do bycia celepytką, ooops – celeberytką (Joanna Liszowska) sugerowały nadchodzące minuty filmowego dramatu. W kolejnych scenach poznaliśmy Dorotę (Ilona Ostrowska) – nudną księgową wiodącą nudne życie z jeszcze nudniejszym mężem Andrzejem (Krzysztof Czeczot), pracującym w szkole jako nauczyciel. Czyli znów powielany schemat ujęcia swingu w perspektywie rutyny i kryzysu w związku. Taki polski standardzik. Co powiąże te dwie pary? No jak to co, oczywiście swing! Fabik w poszukiwaniu nowych followersów postanawia spróbować czegoś nowego. A co będzie najlepsze do zdobycia kolejnych fanów? Udawanie swingersa i miłośnika seksu grupowego! Przecież to teraz takie modne i jak padło stwierdzenie w filmie – przecież wszyscy w pracy to robią. Bycie swingersem oznacza odwagę i podążanie za swoimi marzeniami. Także tymi wyuzdanymi.

Dorota z kolei za pomocą swingu chce przywrócić w związku ogień, który dawno już się wypalił. Andrzej, znerwicowany tłumokami, których uczy w klasie maturalnej, zastanawia się jedynie jak przeżyć następny dzień w szkole. Namiętność dawno nie zaglądała do jego rozporka. Sfrustrowana Dorota zakłada im profil na portalu swingerskim i chwilę później natrafia na ogłoszenie Fabika. Cóż za dziwny zbieg okoliczności.

Jeden telefon, adres wysłany w smsie i Fabik z Iwonką lądują w mieszkaniu Doroty i Andrzeja. Gadka szmatka, zabawa w butelkę i niedługo potem wymieszane pary rozdzielają się na bara-bara w osobnych pokojach. Tak w skrócie można opisać fabułę, ale…

Swing to nie kłamstwo

Wszystko w tym filmie było podszyte obłudą. Bo Fabik wcale swingować nie chciał, tylko skupiał się na robieniu relacji na swoje social media, Dorota tak naprawdę chciała wywołać zazdrość w mężu. A Iwona i Andrzej? Nie przyznali się przed swoimi partnerami, że łączyła ich miłosna przeszłość i dali upust uśpionemu pożądaniu. Później on kłamał, że zrobił to, bo przecież Dorcia tego pragnęła, Iwona zaś okłamała Fabiana, że do niczego nie doszło. Kłamstwo za kłamstwem goniło, a przecież prawdziwy swing to nie kłamstwo, lecz szczerość, dojrzałość i zaufanie. Chyba, że robi się to dla lansu bądź w akcie desperacji dla nie istniejącej relacji. Jeden i drugi powód ze swingiem niewiele ma wspólnego.

Nie było tak źle

Ale musimy przyznać, że film „Swingersi” aż tak tragiczny nie był. Spodziewaliśmy się czegoś znacznie gorszego, tymczasem było kilka scen, przy których się pośmialiśmy. Nie jest to górnolotne dzieło, ale widząc wcześniejsze zapowiedzi, byliśmy przekonani, że to będzie totalne dno i bąbelki, a kasa wydana na bilety będzie jednym z najdurniejszych wydatków. Owszem, wieje myślowymi schematami i utartymi stereotypami. Mamy wrażenie, że teraz aby zachęcić ludzi do obejrzenia, musi być jakiś wątek swingerski oraz poboczny – gejowski. Taki tani chwyt na wywołanie kontrowersji.

Unikając jednak zdradzania całości, zostawimy w niedopowiedzeniu historię rozgrywającą się podczas ciekawego i specyficznie śmiesznego spotkania półnagiej Sylwii (Barbara Kurdej – Szatan) z Bartkiem (Antonim Królikowskim). Obydwoje również borykają się z problemami związków lub ich braków, tudzież zawiłości. A i męska rola Cezarego (Tomasza Oświęcimskiego) generuje więcej uśmiechu na twarzy.

Podsumowując, nie było tak źle jak zakładaliśmy, ale z pewnością „Swingersi” o swingersach nie są. Czy warto na to iść do kina? Niekoniecznie, lepiej obejrzeć ten film przy okazji. Natomiast dla osób dopiero rozpoczynających przygodę ze swingiem, film może stanowić dobry pretekst do rozmowy o swoich pragnieniach i obawach. Z kolei dla swingersów ze stażem – to będzie raczej farsa.

Kto wie, może kiedyś znajdzie się reżyser, który będzie chciał pokazać czym naprawdę jest swing? Wtedy polecamy się do współpracy przy scenariuszu tudzież asyście reżyserskiej, bo na zostanie aktorami aspiracji nie mamy 😉

Tekst: Luiza i Eryk

PRZECZYTAJ: https://swingwithme.pl/a-moze-by-tak-trojkacik-recenzja/

Author:

Lubimy kawę. I to w każdej postaci. Także tej wirtualnej.

Mamy też marzenie, aby nasze zmysłowe opowiadania erotyczne przeniosły się na papierowe kartki i mobilne urządzenia.

Chcemy pisać. Dla Ciebie i dla innych. Możemy połączyć siły. Jeżeli najdzie Cię ochota, to zaprosisz nas kawę. A my odwdzięczymy się nowymi wpisami, a w przyszłości - piękną książką. Ba! Książkami!

Więcej informacji: https://swingwithme.pl/zapros-nas-na-kawe

Nasz profil na Ko-fi: https://ko-fi.com/swingwithme