Site Loader

Ciepło. Ciepło rozlewające się po całym ciele. Kropelki potu wolno spływające niczym leniwy, letni deszcz lekko uderzający w szybę. Powietrze kierowane finezyjnymi ruchami saunamistrzów. Ręcznik w ich rękach nie był jedynie narzędziem do przeprowadzenia rytuału. On był osobnym bytem. Tańczącym, uległym, dającym błogość.

„Zapach dźwięków” – tak nazywał się wieczór saunowy. Czy dźwięki mogą pachnieć? Czy zapachy mają swoje brzmienia? Synergia zmysłów. Cztery rytuały. Każdy inny, każdy przenoszący w odmienne obszary bycia ze sobą. Zajmujesz miejsce, w oczekiwaniu wysłuchujesz jakimi zapachami zostaniesz otulona. Tu wszystko ma swoją kolejność: polanie pieca wodą, rozbicie lodowej kuli z aromatami. Z głośników rozbrzmiewa muzyka. Czasem spokojna, czasem mroczna. Saunamistrz ręcznikiem rozprowadza ciepło nad piecem, a później obdarowuje nim zgromadzonych uczestników. Zastanawiasz się co wolisz – patrzeć na saunowy spektakl czy zamknąć oczy i dać się zaskoczyć uderzeniami ciepła? Na pierwszym seansie wybieram pierwszą opcję. Chcę widzieć, podziwiać, sycić się panującym półmrokiem. Patrzeć na ciała ludzi siedzących naprzeciwko mnie, zauważać ich różnorodność. Tu nie ma oceniania. Tu cielesność jest wyzwolona i wyswobodzona. Niektórzy odsłaniają siebie w całości, inni okrywają się ręcznikiem. To wybór, nie przymus.

***

Uwielbiam nagość. Wtedy czuję się naprawdę wolna. Nie jestem ograniczana przez tekstylną powłokę. Nic nie uwiera, nic nie przywiera. Jestem ja i moja kobiecość. Patrzę jak kropelka potu zawisnęła na sutku, a później opada na udo i znika w nicości. Fascynuje mnie to. Minuty ciągną się w nieskończoność, a jednocześnie mijają niewspółmiernie szybko. Czasowe zakrzywienie.

Drzwi się otwierają, powietrze dociera do nozdrzy. Przerwa. Letni prysznic. Wpierw woda opłukuje stopy, podążając wolno w górę, w kierunku serca. Przemykający dreszcz ochłodzenia. Oddechy docierają jakby głębiej, jakby mocniej. Jest przyjemnie. Czuję spokój, jakiego dawno już nie czułam. Zagłębiam zęby w arbuzie. Jego sok spływa mi po brodzie. Odpoczywam. I… nie myślę. Jakie to przyjemne uczucie. Nie myśleć, nie analizować, nie dochodzić… Do żadnych zbędnych wniosków. Jestem ja i tylko ja. Choć obok jest Eryk, to przez tych kilka ulotnych chwil skupiamy się wyłącznie na sobie. Łączy nas milczenie.

***

Drugi seans – „Zapach szafy”. Pamiętasz, jak byłaś dzieckiem i bałaś się potworów mieszkających w szafie? Bałaś się, że ciemność je obudzi, dlatego prosiłaś rodziców o zapalone światło? Zabawne, ja do tej pory mam, że nie zasnę, gdy zauważę, że drzwi do szafy nie są zamknięte. Dźwięki skrzypiącej podłogi. Kto po niej chodzi? Dokąd idzie? Choć masz swoje lata na karku, to i tak pewne lęki są wciąż w tobie, choć wydawało ci, że dawno masz je za sobą. Jak to często dorośli mówią – „mam to przepracowane”. Eryk wyczuwa mój stan. Siedzi za mną. Opuszkami palców wodzi po mym karku. Działa. Myśli biegną w inną stronę. W tę, dla wielu – zakazaną. Idę wąskim korytarzem. Przyciemnione światła prowadzą do dużego pokoju wypełnionego jedynie czerwonym materacem. Kumulacja ciał w różnorodnych konfiguracjach. Przestrzeń wypełniona do granic spełnienia. Wchodzę. Wszystko, co niepotrzebne, zostawiam za sobą.

Znów podmuch powietrza. Rozgrzane kafelki parzą w stopy. Na dworze jest już ciemno. Dzień kończy wartę. Chłodna woda z cytryną nawilża gardło. Patrzę na męża jak przechyla szklankę. To zabawne, ja wypiłam zachłannie, on delektuje się łyk po łyku. Nie mogę oderwać od niego wzroku. Ta zwyczajna czynność wywołała u mnie podniecenie.

***

Trzeci seans – kompletnie odmienny od poprzednich, w stylu lat 70. Wczuwam się w rytm. Mimowolnie poruszam głową i stopami do muzyki. To silniejsze ode mnie. Chyba nawet tego nie kontroluję. Zresztą, po co miałabym to robić? Czy nad wszystkim musimy mieć poczucie sprawczości? Tak przyjemnie jest odpuścić i dać się ponieść. Sprawdzić, dokąd życie nas zaprowadzi. Patrzę na saunamistrzów. Na ich zgranie i uzupełnianie się. Są niczym naoliwiona maszyna przynosząca ludziom ukojenie. Zachciało mi się tańczyć. Lubię tańczyć, a za rzadko to robię. Muszę to zmienić, a raczej – chcę to zmienić. Słowo „muszę” zbyt często pojawia się w słowniku mej codzienności. Zupełnie bezsensu, bo wtedy zapominam, że nic nie muszę, oprócz tego, aby być dla siebie przyjaciółką, aniżeli wewnętrznym krytykiem.

W przerwie idę do „Pokoju Snu”, by choć na moment zaczerpnąć regeneracji. Kładę się na rozgrzanej leżance, ale nie wytrzymuję długo. Jestem rozpalona od środka i od zewnątrz.

***

Czwarty seans – „Zapach ciszy”. Cisza… Jak rzadko w niej obcujemy. Otaczająca kakofonia dźwięków, odzwyczaja nas od ciszy. Nie potrafimy się w niej odnaleźć. Uczymy się jej od nowa. Tym razem zamykam oczy. Pragnę skupić się na odczuwaniu. Słyszę szelest. To witki dębu. Słyszę kruszenie. To lód w stalowym wiaderku. Słyszę oddech kobiety siedzącej obok mnie. Słyszę delikatne westchnienie Eryka. Wręcz czuję te dźwięki zanurzone w ciszy. Mam wrażenie jakby stapiały się ze mną, tworząc niewidzialną powłokę.

Jest mi dobrze.

Tekst: Luiza

PRZECZYTAJ: https://swingwithme.pl/swing-o-zapachu-czekolady/

___

Teraz Twoja kolej! Dołącz do naszej swingerskiej społeczności!

Facebook: https://www.facebook.com/SwingWithMeBlog/

Instagram: https://www.instagram.com/newswingwithme/

Grupy na FB: https://www.facebook.com/groups/rozmowyoswingu/

                                https://www.facebook.com/groups/otwartagrupaswingu/

Grupa na Discord: https://discord.gg/sthJtZnXfZ

Zbiornik: https://zbiornik.com/Swing_with_me_blog

                https://zbiornik.com/Luiza_Eryk

___

Kawka? Bardzo chętnie! Jeżeli masz ochotę wspierać nas w tym, co robimy – to możesz zrobić to tutaj:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Niech inni też się o nas dowiedzą :)