TAK SIĘ BAWILIŚMY W INSOMNII!

To właśnie w Berlinie rozpoczęła się nasza przygoda ze swingiem, która zaowocowała powstaniem bloga Swing With Me. Wiele razy byliśmy tam tylko we dwoje, aż pewnego dnia pomyśleliśmy, że fajnie byłoby tu przyjechać w większej grupie. I jak pomyśleliśmy, tak zrobiliśmy – zebraliśmy ekipę i pojechaliśmy wszyscy do Insomnii.

Tak naprawdę już wcześniej robiliśmy przymiarki do takiego wyjazdu. Zrobiliśmy wstępne rozeznanie czy byłoby jakieś zainteresowanie takim wyjazdem i choć wydawało się, że jest ono całkiem spore, to jednak dostaliśmy później wiele wiadomości, a to że termin nie pasuje, albo inne przyczyny uniemożliwiają wyjazd. I zrezygnowaliśmy, bo nie chcieliśmy jechać wynajętym busem tylko w kilka osób. Ale pomysł w głowie został i czekał na zrealizowanie w odpowiednim momencie.

Kiedy, jak nie teraz?

Aż wreszcie doszliśmy do wniosku, że tak naprawdę nie będzie momentu idealnego, bo przecież nie da rady dopasować się do wszystkich. Wybraliśmy imprezę w Insomnii, zarezerwowaliśmy busa i zaczęliśmy ogłaszać naszą inicjatywę na naszych komunikacyjnych kanałach. Bardzo szybko zgłosiło się kilka par, lecz musimy przyznać, że stworzenie fajnego składu wcale nie było łatwe. Odpisywanie na wiadomości, odpowiadanie na pytania, weryfikacja niektórych profili – zabrały nam dużo czasu. Ale wyszliśmy z założenia, że jak nie teraz, to kiedy? Wszak każdy początek jest trudny i zazwyczaj ten pierwszy krok jest najtrudniejszy do wykonania, a każde doświadczenie jest cenną nauką na przyszłość.

Czy…?

W dniu wyjazdu zaczęliśmy się nieco stresować – czy wszystko pójdzie po naszej myśli, czy ludzie się ze sobą zintegrują, czy uda nam się stworzyć pozytywną atmosferę, czy frekwencja w klubie dopisze, czy to co się dzieje w lokalu dla niektórych nie będzie zbyt dużym wyzwaniem, czy…

Bardzo dużo tego „czy” kumulowało się w naszych głowach. No dobra, w mojej więcej, bo kobieca natura jednak ma większą tendencję do wyolbrzymiania niektórych aspektów. Na szczęście mąż potrafi racjonalnie podejść do każdego etapu i rozwiać wszelkie wątpliwości, zwłaszcza moje 🙂

Szybko okazało się, że nasze obawy były zupełnie niepotrzebne, bowiem niektórzy znali się wcześniej, zaś ci, którzy się nie znali – prędko się poznali. Im prościej, tym lepiej, prawda?

Integracja, integracja!

Nastrój w busie od samego początku był genialny. Obiecaliśmy, że podczas jazdy nie zabraknie shotów na rozluźnienie i tak też się stało – przygotowaliśmy kilka różnych smakowych propozycji, aby dla każdego było coś miłego. Dzięki temu nawet postój na papierosa czy załatwienie innych potrzeb, był zabawnym elementem spajającym towarzystwo.

Z dwóch powodów na pierwszą wspólną imprezę wybraliśmy wydarzenie Circus Bizarre. Jednym z nich była przystępna cena wstępu: 25 euro za parę, 20 – za singla i 15 – za singielkę. Ponadto, zależało nam na wydzielonej strefie dla par, by jeszcze bardziej zwiększyć komfort i poczucie bezpieczeństwa w takim miejscu.

Bardzo dużym wyróżnieniem dla nas był fakt, iż dla kilku par wyjazd do Insomnii był pierwszą sposobnością odwiedzenia swingers klubu. Czyli przeżyli z nami swój „klubowy pierwszy raz”! Aż napiszemy, że poniekąd czujemy się dumni z tego powodu i mamy tylko nadzieję, że nie zawiedliśmy ich oczekiwań.

Ludzie dopisali

Uprzedziliśmy także obsługę lokalu, że przybędziemy większą grupą, aby uniknąć jakichś niepotrzebnych nieporozumień na wejściu. Chociaż nie obyło się bez małego zamieszania związanego z niektórymi częściami garderoby, ale na szczęście problem ten udało się łatwo rozwiązać (natomiast niedługo na blogu opublikujemy osobny wpis poświęcony Insomnii i zasadom w niej panującymi).

Frekwencja w klubie pozytywnie nas zaskoczyła, bo z lokalami nigdy nic nie wiadomo. Jednego wieczoru może być dużo osób, zaś drugiego – zaledwie garstka. Nam szczęście dopisało i ludzi było naprawdę dużo. Przyjechaliśmy około 22.30 – w sam raz, aby na spokojnie zapoznać się z klubem i jego zakamarkami, gdyż hokery przy barze oraz parkiet do tańca z każdą minutą zapełniały się coraz bardziej. Po godzinie 01.00 otwarto górę, czyli główne miejsce zabaw.

Ucieszyło nas również, że w klubie było kilka par oraz singli, którzy przybyli do Insomnii specjalnie dla nas, bo dowiedzieli się, że w lokalu będzie mocna ekipa z Polski. Przyjemna jest świadomość, że jako Swing With Me docieramy także poza granice kraju i scalamy ludzi podczas imprez.

Czujni obserwatorzy

Sącząc drinki, patrzyliśmy z Erykiem jak się nasi bawią. Jedni od samego wejścia poczuli klimat Insomnii i dali się ponieść wirowi cielesnej zabawy. Inni – woleli przyjąć rolę obserwatora lub bawić się na parkiecie. I to lubimy w Insomnii, że ona daje kilka możliwości spędzenia czasu. Jak chcesz się bawić, to miejsca do uciech nie brakuje, chcesz potańczyć – to tańczysz, chcesz się zrelaksować – idziesz do jacuzzi. Nawet, jak nie masz ochoty na seksualne igraszki, to możesz bardzo różnorodnie spędzić tam czas.

Na godzinę czwartą rano mieliśmy zaplanowany powrót i choć bardzo nie chcieliśmy, to jednak kilka par musieliśmy nieco odciągnąć od toczącej się zabawy. Wiemy, wiemy – tacy jesteśmy niedobrzy, ale nie chcieliśmy, aby wiozący nas kierowca musiał długo na nas czekać. Zwłaszcza, że naprawdę sympatyczny był z niego gość i przy następnym wyjeździe też poprosimy, aby z nami jechał.

Jak łatwo się domyśleć, w drodze powrotnej rozmów już nie było, bo każdy oddał się objęciom Morfeusza. I tak jak jechaliśmy do Berlina jeszcze za dnia, tak i za dnia wróciliśmy. Dzień, noc, dzień i tyle pozytywnych wydarzeń w ciągu tych kilku godzin.

Jeszcze będzie się działo

Wiemy na pewno, że wypad do Insomnii nie był naszą pierwszą i ostatnią inicjatywą, bo już kilka nowych pomysłów chodzi nam po głowie. Zatem śledźcie nasze socialowe profile, aby nic Wam nie umknęło. A gdybyście zastanawiali się, czy warto z nami jechać, to przeczytajcie opinie uczestników berlińskiego wypadu, bo z wiadomych względów żadnej fotorelacji nie chcieliśmy robić 🙂

Tak się bawiliśmy w Insomnii:

”Wyjazd bardzo nam się podobał, klub zrobił na nas ogromne wrażenie. Największe chyba różnorodność ludzi w lokalu. Nie spotykamy tego w naszych klubach póki co.”

 

„Było super. Fajny weekend. Będziemy bardzo dobrze wspominać ;-). Bardzo fajna ekipa i bardzo fajna imprezka.”

 

„Eryk z Luizą świetnie to wszystko zrobili. Chociaż był to nasz pierwszy raz w klubie, to z taką ekipą było nam raźniej i nie czuliśmy się nieswojo. I choć na początku mocno się denerwowaliśmy, to stres szybko minął. Insomnia zaskoczyła nas swoją dzikością i będziemy chcieli tam wrócić.”

 

I na sam koniec opis wrażeń jednego z singli:

 

„Insomnia – trzeba tam być, ale trzeba tam być z taką ekipą. Wyjazd do berlińskiej Insomnii zorganizowany przez Luizę i Eryka był wspaniałym doznaniem. Z powodu znakomitej atmosfery , wycieczka ta z pewnością dla wszystkich mogłaby zakończyć się na etapie samej podróży – ciekawe rozmowy, nalewki serwowane przez Eryka – tego nie da się opisać zwykłymi słowami. Insomnia zaskoczyła mnie pozytywnie. Co prawda wyobrażałem sobie, że klub ten jest trochę większy, lecz miejsca było dla każdego pod dostatkiem. Czas spędzony tam upłynął bardzo szybko, nawet zegarek, który „stanął” na godzinie 3.00 wpasował się w emocje, które mną targały. Był to „mój pierwszy” raz w klubie swingerskim, ale na pewno nie ostatni. Uczta dla ciała i dla ducha – ale bez osób tworzących to wydarzenie, na pewno nie byłoby ono takie wyjątkowe. Chapeu bas dla wyjątkowych organizatorów. Luizo, Eryku, dziękuję Wam! Do następnego!”

 

Tekst: Luiza i Eryk

PRZECZYTAJ: http://swingwithme.pl/maskennacht-w-insomnii/

Strona klubu: www.insomnia-berlin.de