„WANDERLUST” – RECENZJA

W wolnej chwili, choć zdarzają się one coraz rzadziej, staram się wyciągać z czeluści platform streamingowych i nie tylko, produkcje, które w jakiś sposób przyciągają uwagę. I tak natrafiłam na Netflixie na „Wanderlust”.

„Wanderlust” to brytyjski serial powstały w wyniku kooperacji BBC i Netlifx. Przyznam, że jego początek był dość… tendencyjny. Czyli jak zawsze – małżeństwo, któremu nie idzie w seksie, co przekłada się całościowo na związek, innowacyjnie pragnie spróbować czegoś nowego. Nuda!!! Nieprawdaż? Ale coś mnie jednak skusiło w tych pierwszych scenach, by jednak kontynuować oglądanie i nie żałuję.

Zróbmy tak!

Ona pracuje jako terapeutka. On jako nauczyciel. Z założenia obydwoje powinni wiedzieć, jak rozmawiać z ludźmi. Z założenia, gdyż to co jest najbardziej oczywiste, jest najtrudniejsze. Państwo Richardsowie z pozoru stanowią związek idealny. Mają trójkę już dorosłych dzieci, sami spełniają się zawodowo. Ale coś przestało między nimi iskrzyć. Joy spróbowała nawet przebieranek, by podsycić ogień pożądania. Nie pykło. I tak jakoś dziwnie się stało, że niemal w tym samym czasie. Alan zaliczył numerek z koleżanką z pracy, a Joy zrobiła dobrze ręką facetowi poznanemu na zajęciach rehabilitacyjnych. Obydwoje się przyznali do popełnionych czynów i to skłoniło ich do refleksji, że może nie warto zamykać się w małżeńskiej skorupie, lecz tak od czasu do czasu, czmychnąć na skok w bok. Jak postanowili, tak zrobili.

Czy to pozwoliło im na nowo odnaleźć się we wzajemnej relacji. No cóż. By nie zdradzać zakończenia, to napiszę enigmatycznie, że wyszło im to z różnym efektem. „Wanderlust” nie jest serialem o wartkiej akcji i przedstawiającym sytuacje nagłe i niespodziewane. Wręcz przeciwnie, niektóre wątki ciągną się jak ser zatopiony w cieście od pizzy. Zwłaszcza scena przedstawiająca rozmowę Joy ze swoją terapeutką. Człowiek oglądał, oglądał i się zastanawiał – po co to? Ale przyznam, że dla mnie to jest mocna strona tego serialu – sięga bardzo głęboko do stanów świadomości, jak i tych ukrytych pod fałdami wewnętrznych ograniczeń. Zdecydowanie na plus jest montaż tejże produkcji. Skupienie się na szczegółach. Zestawienie ich z czasem teraźniejszym, jak i przeszłym – doprawdy majstersztyk.

Również na uwagę zasługują bohaterowie drugoplanowi. Zarówno dzieci Richardsów i ich miłosne perypetie, jak i historie pacjentów Joy. Oni budują tło i scalają pewne niedopowiedzenia. „Wanderlust” to opowieść o zwyczajnych ludziach, którzy poszukując siebie, czasem się gubią. Jedni się odnajdują, drudzy mają problem z odnalezieniem właściwej drogi. Ich ścieżki się krzyżują, bądź podążają w kompletnie odmienną stronę. Ale każda dokądś ich prowadzi…

Dla początkujących i „wyjadaczy”

Dla kogo jest „Wanderlust”? Przede wszystkim dla osób zastanawiających się na otwarciem związku na innych. Pokazuje czego nie należy robić, by samemu nie wstawić się w ślepy kąt, szukając ratunkowego światła. Ale jest to ciekawa propozycja również dla osób, mających podobne doświadczenia, by zestawić je ze swoimi, i być może – wyciągnąć nowe wnioski.

„Wanderlust” ma jeszcze jeden plus – jest krótki. Ma tylko sześć odcinków, co tym bardziej przekonało mnie do jego obejrzenia, gdyż nie lubię serialowych tasiemców. Wolę krócej, acz konkretniej 🙂

Tekst: Luiza

PRZECZYTAJ: https://swingwithme.pl/sex-life-recenzja/

___

Jeżeli masz ochotę wspierać nas w tym, co robimy – to możesz zrobić to tutaj:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Dziękujemy!

Niech inni też się o nas dowiedzą :)