WYZNACZANIE ZASAD TO NIE OGRANICZENIE

Wyznaczanie zasad to nie ograniczenie. To pewnego rodzaju azyl swingerskiego bezpieczeństwa, tak bardzo istotnego, zwłaszcza na początku przygody ze swingiem. Oczywiście, wraz z doświadczeniem, zasady te będą się zmieniały bądź będą zastępowane przez inne reguły. Ważne, by wszystko odbywało się w zgodzie ze sobą, a niestety, często tak nie jest.

Niedawno na naszej grupie na FB „Rozmowy (nie)kontrolowane” zrobiliśmy powtórkę Dnia Ogłoszeń Towarzyskich, gdzie każdy mógł napisać, co go w swingu najbardziej kręci. Wszak grupa ta też służy do zawierania nie tylko wirtualnych znajomości, lecz również kontynuowaniu ich w życiu rzeczywistym. I wszystko było super, gdyby nie okazało się, że jeden z komentarzy zamieszczonych pod postem, został napisany bez wiedzy drugiej połówki będącej w relacji. Niby nic strasznego się nie stało, ale naruszyło to ustalone przez nich zasady. A takich rzeczy już się robić nie powinno.

Pomyśl, jakie to musi być niefajne uczucie, kiedy niespodziewanie odkrywasz, że twój partner/partnerka robią coś w tajemnicy przed tobą. I takich przykładów jest wiele, chociażby jak historia powyżej opisywana. Ot, zwykły komentarz, opisujący wzajemne erotyczne oczekiwania, a ty masz wrażenie, jakby ktoś ci z liścia strzelił w gębę, bo coś, co miało być wyłącznie między wami, nagle stało się publiczne. Słabo, prawda?

Uważaj na to, co mówisz

Lecimy dalej. Mężczyzna robiący niespodziankę swojej kobiecie. Przecież ona niedawno wyszeptała mu podczas erotycznych uniesień, że fantazjuje by brało ją wielu. Mówisz masz, gang bang na zamówienie. Ukochany zaprasza wybrankę na romantyczną kolację, potem udają się do hotelu, by chociaż od czasu do czasu zmienić sypialniane otoczenie, otwierają się drzwi i jep! Zamiast płatków róż na łóżku, grono wygłodniałych samców zwabionych wizją cielesnej konsumpcji, zapewnionej w obietnicach przez organizatora. Biedna kobiecina nie wie co zrobić, bo owszem, mówiła w małżeńskim łożu o swych niegrzecznych pragnieniach, lecz to była wyłącznie fantazja, nic więcej. Więc albo ucieknie z impetem, że aż wyciszająca wykładzina się pod nią zawinie, albo bijąc się z myślami – zgodzi się na coś, do czego nie jest do końca przekonana. Owszem, trzeci wariant też jest możliwy, otóż że niewiasta rzuci się z radością w ramiona swego lubego, wykrzykując „tak, tak – właśnie o tym marzyłam, bierzcie mnie wszyscy tu i teraz”. Ale nie oszukujmy się, to dwie pierwsze opcje są najbardziej prawdopodobne, a ich wynikiem będzie utrata zaufania, jak i pewności siebie.

Czy jestem atrakcyjna?

Małżeństwo z kilkuletnim stażem, którego dopadła proza życia. Praca, dom, obowiązki, jak w kieracie. Raz do roku urlop, najchętniej na którąś z greckich wysp. Ona szykuje na wyjazd letnie sukienki w kwieciste wzory, on – koszule w stylu hawajskim, pasujące tematycznie do kąpielówek kupionych w sieciówce na wyprzedaży. Ona pragnie pięknie wyglądać, i to nie dla innych, lecz dla siebie, gdyż gdzieś jej poczucie atrakcyjności zniknęło pomiędzy pierwszym a drugim dzieckiem. Dla niego – ona zawsze jest śliczna, ale po co jej o tym mówić, skoro się w tymże zakresie nie zmieniło przez wszystkie lata? W końcu rzeczy oczywiste nie wymagają ciągłego potwierdzenia. Ona zauważa, że pomimo nowych zmarszczek wokół oczu, przyciąga spojrzenia innych. Zaczyna ją to bawić, kręcić… On jest zamknięty w swym świecie stałych prawideł. Po powrocie z wakacji, rozpoczyna się tak dobrze znany kierat. Ale…

… ona w tajemnicy zakłada na portalu swingerskim profil jako singielka*****0. Pod prysznicem cyka nowe fotki swego ciała, bo tylko tam są zamykane drzwi. Zachęcana komplementami w końcu znajduje odwagę by zrobić kolejny krok – umówić się na randkę. Tak z ciekawości, bez planowanego zakończenia, bo zakończenie samo ją zaskoczyło, gdy w ukryciu pisała do męża, że jednak zostaje „u koleżanki na noc, bowiem Aśka bardzo potrzebuje jej wsparcia”. I tak do kołowrotka dołączył kolejny element – kochanek. Ona uskrzydlona namiętnością słała uśmiechy dookoła, mąż też był zadowolony, gdyż myślał, że to wykupiony karnet na siłownię tak ją uszczęśliwił. Aż w końcu jeden kochanek przestał jej wystarczać…

Sama tego chciałaś

Młoda para, obydwoje po dwadzieścia kilka lat. Dopiero co ze sobą zamieszkali. Obydwoje otwarci na nowe wyzwania i znajomości. Wypad na miasto, kilka wypitych shotów sprawiło, iż w ich głowach powstał szalony plan – pójście do swingers klubu. Oczywiście, tylko popatrzeć i tylko napić się drinka. Buzujące procenty i hormony podkręcane jękami dobiegającymi z jednego z zaciemnionych pokojów, postanowili, że podejdą bliżej. Kilka par wymieniało się między sobą, a oni na to patrzyli, pieszcząc się wzajemnie. Aż wreszcie on mówi do niej „połóż się obok nich, chcę cię wziąć”. Ona, choć z pewną dozą niepewności, zgadza się. Podglądając uniesienia innych, zanurzyła się w świecie ekscytującej penetracji. Zamknęła oczy, by poddać się całkowitemu zapomnieniu. Gdy ją otworzyła, poczuła obcy dotyk. To nieznany mężczyzna zagłębiał się w jej wnętrzu. Zupełnie jak jej partner oddał się wirowi rozkoszy z inną. Łzy napłynęły jej do oczu. Sparaliżowana strachem, bała się zrobić jakikolwiek ruch. Po skończonej zabawie, zdziwiony partner zapytał, dlaczego płacze. Nie umiała odpowiedzieć. Za to usłyszała, że przecież „sama tego chciałaś”. Nie chciała. Z klubu wyszli osobno.

Nie ma błędów bez nauki

W swingu łatwo o zatracenie. Wiemy coś o tym. Sami niejednokrotnie popełniliśmy błędy. Ba! Małe pomyłki wciąż się zdarzają, gdyż każde kolejne spotkanie, to dla nas nauka. Siebie i innych. Ale słuchając historii poznanych towarzyszy, przeraża nas, że ludzie w ogóle ze sobą nie rozmawiają. Że potrafią godzinami dywagować nad wyższością schabowego nad mielonym lub odwrotnie, lecz o kwestiach, które decydują o jakości związku, wolą nie rozmawiać wcale. Bo to przecież tak głupio otwarcie mówić o swoich potrzebach. Wszak nie wiadomo, co sobie o nas pomyśli ta druga osoba. A teraz uważajcie, gdyż jeśli będziecie chcieli być ze sobą na dobre i na złe, to czeka Was wiele związkowych prób. Takie to życie przekorne jest, że jak coś się układa, to za chwilę coś się musi spierdolić. Sinusoida szczęścia i rozpaczy, uniesień oraz emocjonalnych dołów. Pomyślcie zatem, że skoro wstydzicie się czegoś, co w was siedzi, a nawet coraz bardziej mości się w waszym umyśle, to na czym macie budować wspólną przyszłość, tę erotyczną, jak i tę codzienną, która czasem potrafi pociągnąć na dno, niczym betonowa kula przypięta do kostki.

Zróbcie sobie wieczór szczerości, opierający się na trzech regułach: pytanie, odpowiedź, brak oceniania. Dajcie sobie czas na przemyślenia, poukładanie wszystkiego w głowach i przy porannej kawie, wróćcie do poruszanych tematów. U nas z Erykiem najlepiej sprawdzają się takie rozmowy w neutralnym otoczeniu, zazwyczaj na wyjeździe. Inne krajobrazy za oknem, inni ludzie dookoła, nieco luźniejsza atmosfera, sprawiają, że rozmowa sama się toczy. I pomimo tylu lat spędzonych razem, tylu różnorodnych doświadczeń – wciąż się poznajemy. I właśnie takiego poznawania wam życzymy.

Tekst: Luiza

Fot.: ionasnicolae/Pixabay

PRZECZYTAJ: https://swingwithme.pl/czasami-cos-sie-musi-spieprzyc-aby-potem-bylo-lepiej/

Lubisz to, co robimy? Niech inni też się o nas dowiedzą :)
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Author:

Lubimy kawę. I to w każdej postaci. Także tej wirtualnej.

Mamy też marzenie, aby nasze zmysłowe opowiadania erotyczne przeniosły się na papierowe kartki i mobilne urządzenia.

Chcemy pisać. Dla Ciebie i dla innych. Możemy połączyć siły. Jeżeli najdzie Cię ochota, to zaprosisz nas kawę. A my odwdzięczymy się nowymi wpisami, a w przyszłości - piękną książką. Ba! Książkami!

Więcej informacji: https://swingwithme.pl/zapros-nas-na-kawe

Nasz profil na Ko-fi: https://ko-fi.com/swingwithme