WRZUCIŁAM SIĘ W SCHEMATY

Wrzuciłam się w schematy. Na własne życzenie, z własnej głupoty. Słuchałam innych, zamiast posłuchać siebie. Przejmowałam się tym, czym przejmować się nie powinnam. A potem trudno wrócić do wcześniej wytyczonych szlaków, choć to one stanowiły kim chcę być i co chcę robić.

Instagram

Jacyś mądrzy napisali, żeby konto zyskiwało na popularności, to musi być zachowana spójność wizualna. No pewnie, to jest klucz do sukcesu! – pomyślałam. I zaczęłam skrupulatnie planować posty, aby wszystko było wręcz pod linijkę. Tu cytacik, tutaj kolorowa fota z przeważającym jednym motywem kolorystycznym. Jest moc! – cieszyłam się w duszy. Aż tu wpada internetowa cenzura i kasuje mi jedno zdjęcie, potem kolejne i cała spójność poszła w pizdu. Skutecznie zmniejszyło to moją chęć to fotograficznych relacji. Na tyle skutecznie, że ostatni post na Instagramie ukazał się ósmego… marca. Słabo, co? Dodatkowo to, całe planowanie zabrało mi to, co lubię najbardziej – spontaniczność. Tego zdjęcia nie wrzucę, bo teraz powinno być opublikowane inne. W efekcie żadne zdjęcie się nie ukazywało, choć na telefonie mam ich zapisanych kilkadziesiąt. Zatem, wybaczcie, ale mam gdzieś sprawdzone sposoby na popularność. Wolę robić to po swojemu i po prostu bawić się życiem.

Pisanie

Znów stałam się zbyt grzeczna i poprawna. Zamiast opisywać swoje najbardziej wyuzdane pragnienia oraz doświadczenia i to w jak najmniej pruderyjny sposób, zaczęłam się zastanawiać czy kogoś swoimi słowami nie urażę. Czy być może moja pisarska odwaga nie będzie postrzegana jako kwintesencja perwersyjności, czasami też wulgarności. W pisaniu, najważniejsze były i są dla mnie emocje. Wkradanie się w duszę bohaterów, jak i obnażanie swojej – tej grzesznej, skalanej nieczystymi myślami. Jestem obserwatorką i słuchaczką. Chwytam historie spowiadane niczym w kościelnym konfesjonale, jak i te uchwycone w przelocie. Strzępki rozmów na ulicy, wykrzykiwane słowa przez parę kłócącą się na ulicy. Ale często robię jeden, durny błąd – nie mam przy sobie notesu, bo przecież wszystko mogę zapisać w telefonie. Bzdura. Kartka chłonie uczucia spisywane na gorąco, telefoniczna czcionka z automatu wyzbywa owe uczucia z wielobarwności. A przecież życie nie jest monochromatyczne…

Pozwólcie więc, że niedługo puszczę wodzę swej ekstatycznej wyobraźni. Zamknę w zdaniach fantazje. Te spełnione, oraz te czekające w kolejce na spełnienie. Odsłonię siebie jeszcze bardziej. Chociaż czy to możliwe?

Czas

Nie będę ukrywać, że z Erykiem cierpimy na jego deficyt. Pandemiczna rzeczywistość wywróciła świat do góry nogami. Paradoksalnie, u nas zawodowo – na lepiej. Więcej rzeczy możemy zrobić zdalnie, ale jednocześnie – z każdym luzowaniem obostrzeń napływają nowe propozycje współpracy, także tej wyjazdowej. To nas cieszy i póki co, jeszcze trzyma w tym pokręconym kraju, do którego, niestety, coraz mniej pasujemy mentalnie. Korci nas, aby pozamykać niektóre rozdziały i wyjechać gdzieś do ciepłych krajów, otworzyć swój swingerski bar, oferując drinki o nazwie „Soczyste krągłości Luizy” czy „Pobudzająca rozkosz z Erykiem” (to akurat żarcik, bo byśmy musieli dopracować tę drinkową nomenklaturę, ale kto wie…?) Po prostu więcej cieszyć się z życia niż na to życie zapieprzać. Być dla ludzi, wśród ludzi i jednocześnie czerpać przyjemność z robienia czegoś wyłącznie pod własnym szyldem. Ci co nas znają osobiście potwierdzą, że raczej wygadana z nas para. No i bardzo kontaktowa 😉

Ostatnie miesiące to właśnie schemat praca – dom – praca. Przynajmniej weekendy staramy się mieć dla siebie, a i to nie zawsze wychodzi.

Spotkania

One są, ale też jest ich mniej. Postawiliśmy na spotkania w kameralnym, sprawdzonym gronie, w którym czujemy się swobodnie. Prowadzenie bloga, choć przynosi wiele satysfakcji i od czasu do czasu – trochę wymiernych korzyści, wiąże się też z pewnym obciążeniem. Ludzie spodziewają się ujrzeć modelową parę, a my jesteśmy, no cóż – normalni (choć każdy po swojemu definiuje termin normalność). W każdym razie, nie ma w nas nic sztucznego, sama naturalność. Zaś na portalach swingerskich funkcjonujemy nie tylko pod nazwą bloga, ale również mamy konto jako para, zdecydowanie bardziej anonimowa. I tu też warto zniwelować obawy niektórych – nie każde spotkanie opisujemy, nie wszystko jest tłem do opowiadań. Selekcjonujemy wspomnienia. Blog jest zapisem naszych odczuć, bez konkretnych twarzy oraz imion. To historie, tworzące nas jako parę, i jako swingujące małżeństwo. To subiektywne spojrzenie na swing, a nie obiektywne swingerskie dziennikarstwo. Tam, gdzie przeżywa się emocje, nie ma miejsca na obiektywność.

Mniej, choć więcej

Wracając do zapisu w liczbie pojedynczej, czyli z perspektywy mojej osoby. Udaje mi się wychodzić ze schematu myślowego, że prowadzenie strony, wymaga ode mnie wirtualnej dostępności non stop. Nie wymaga. By pisać o życiu, trzeba tym życiem najzwyczajniej żyć. Zwłaszcza teraz, gdy nadeszły ciepłe dni, obiecałam sobie wyciskać je jak sok z cytryny, do ostatniej kropelki. Tworzyć pamięciową lemoniadę smaków, zapachów, przeżytych dni, obfitujących w radość, jak i małe smutki. Zdarza mi się nie odpisywać od razu na maile, wiadomości oraz komentarze na FB, ale wolę odpisać później porządnie niż na szybko, byle jak. Na stworzonej grupie, mam grono zaufanych moderatorów, którzy czuwają nad jakością oraz kultury wypowiedzi, by ludzie czuli się w niej bezpiecznie i komfortowo. Staram się pisać regularnie, ale odkąd zrzuciłam z siebie ciężar publikacji w konkretne dni – pisze mi się lepiej (i tu znowu łamię reguły internetowych doradców do spraw popularności). Brak presji powoduje przypływ kreatywności, a dla mnie stan, kiedy słowa same układają się w zdania, jest wręcz bliski orgazmu. Ba! Nie raz mi się zdarzyło, że podczas pisania, tak potrafiłam się podniecić, że leciałam po wibrator (których jak wiecie, u nas w domu nie brakuje). Dlatego, choć jest mnie mniej w sieci, to zdecydowanie jest mnie więcej poza nią. I jest mi z tym bardzo dobrze.

Zaś, kusząc się na krótkie podsumowanie:

  • szykujcie się na powrót moich jędrnych cycków i dupencji na instagramowym profilu,
  • przygotujcie umysły na odważniejsze teksty (wibrator czy masturbator w zasięgu ręki będzie wskazany)
  • jeżeli szukacie kochanków do stałej relacji, to… polecamy się 😉

Tekst: Luiza

Fot.: tsukiko-kiyomidzu/Pixabay

PRZECZYTAJ: https://swingwithme.pl/szukamy-ciebie/

Lubisz to, co robimy? Niech inni też się o nas dowiedzą :)
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •