ZAGUBIONA W MARRAKESZU. CZĘŚĆ II

Po zmroku Jemaa El Fna wyglądała zupełnie inaczej. Handlowe budki przemieniały się w niewielkie restauracje. Przed każdą z nich stał naganiacz, zachęcający z przekonaniem, że to jego restauracja jest najlepsza i najsmaczniejsza. Zapachy gotowanych potraw mieszały się w powietrzu, tworząc mieszankę o niepowtarzalnym aromacie.

Udało im się zniknąć w tłumie i zgubić niechciany ogon.

– Dziękuję ci za pomoc. Może w ramach podziękowania dasz się zaprosić na marokańską herbatę.

– Chętnie – odpowiedział nieznajomy.

Usiedli na tarasie pobliskiej restauracji. Nieco w ukryciu, przy dalszym stoliku, ale jednocześnie mając widok na tętniące życiem targowisko.

Fot. Swing With Me

Nieznajomy przyglądał się bacznie. Widział niepokój malujący się na twarzy nowo poznanej kobiety.

Nie musisz się już obawiać. Z pewnością twoi prześladowcy znaleźli sobie kolejny obiekt do obrabowania. Oni właśnie nie mają czasu na marnowanie czasu. Zapewne pracują dla kogoś bardziej groźnego i muszą się rozliczać z dziennego „utargu”. W końcu to szybsza kasa niż stanie przez cały dzień i użerania się z nierozgarniętymi turystami.

– Pewnie masz rację…

– Skoro napijemy się zaraz razem herbaty, to może warto byłoby zacząć znajomość bardziej na luzie? Patryk jestem – mężczyzna wyciągnął rękę w geście poznania się.

Oliwia. Dziękuję ci za pomoc. Pewnie ktoś inny by się wystraszył przypadkowo napastującej go kobiety.

– E tam, za dużo w życiu już widziałem, by coś mnie zdziwiło. Na każdym kroku ktoś chce kogoś oszukać, obrobić czy skrzywdzić. Tak ten świat jest skonstruowany. Ludzie czerpią szczęście z nieszczęścia innych.

– Bezsensu to wszystko…

– Czasami w bezsensie tkwi drugie dno. W konfrontacji z brutalną rzeczywistością dostrzegasz małe cuda dnia codziennego. Wschody i zachody słońca, odnalezienie kierunkowskazu podczas zagubienia się w nieznanym terenie, zaproszenie na kawę od gospodyni pensjonatu znajdującego się dosłownie poza zasięgiem cywilizacji.

– Podróżnik z ciebie?

– Taką mam pracę.

– Żyjesz z podróżowania? To przecież praca marzeń!

– I tak, i nie. Z jednej strony to fascynujące móc zwiedzać nowe miejsca, poznawać kulturę i obyczaje mieszkańców, budzić się raz w wygodnym hotelowym łóżku, a raz na słomie w gliniance na pustkowiu. Ale z drugiej – jest to diabelnie męczące i coraz częściej łapię się na tęsknocie za własnymi czterema kątami. Za tym samym materacem, widokiem za oknem, posiadaniem ulubionego kubka do porannej kawy.

– Czym tak naprawdę się zajmujesz? – zapytała zaintrygowana Oliwia

Od ponad ośmiu lat pracuję dla firmy weryfikującej miejsca noclegowe na całym świecie. Jest duże prawdopodobieństwo, że spaliśmy w jednakowych lokalizacjach, lecz w innym czasie.

– Czyli sprawdzasz czy oferta jest zgodna ze stanem rzeczywistym?

– Tak, choć nie raz zdarzyło mi się, że jechałem pod konkretny adres, który nie… istniał. Ktoś chciał zarobić szybką kasę na czyjejś naiwności. Niestety, to częste zjawisko.

– Ech, dlaczego ludzie tak postępują? Nie jestem w stanie tego zrozumieć. Przecież to są krótkotrwałe zastrzyki gotówki.

– Owszem, ale jak taki trik odpalasz co chwilę, to masz niekończące się źródło dochodu. Świat pieniądzem jest sterowany. Tak było, jest i będzie.

– Smutna prawda… Ale powiedz, jak załapałeś taką fajną fuchę? Słuchając ciebie mam wrażenie, że to jest to czego bym teraz potrzebowała w swoim życiu.

– Zaczęło się od tragicznego wydarzenia. Moi rodzice zginęli w katastrofie lotniczej. A niby samoloty, to najbezpieczniejszy środek przemieszczania się. Straciłem wszystko na czym mi najbardziej zależało. Miałem kochający dom. Wiesz, moi staruszkowie należeli do tego rodzaju par, które pomimo upływu lat nie traciły błysku zakochania. Aż przyjemnie się na nich patrzyło. Wtedy wierzyłem, że miłość jest kwintesencją naszego jestestwa na tym padole.

– A nie jest?

– Mam wrażenie, że ludzie teraz są nastawieni na konsumpcjonizm. Ilość możliwych opcji daje poczucie wolności, jednocześnie ją ograniczając. Brakuje tajemniczości, flirtu, pobudzających niedomówień. Wszystko jest na wyciągnięcie ręki, zwłaszcza seks. To sprawia, że ludziom nie chce się starać, bo niby po co, skoro czasowa inwestycja może się nie opłacić? Związki przypominają newsy scrollowane na ekranie smartphona. Coś cię zainteresuje, klikasz „więcej”, coś cię nudzi, klikasz „odrzuć”.

– Brutalne.

– Ale czy nie mam racji?

– Nie wiem. Wypadłam z randkowego obiegu.

– Samotniczka z wyboru?

– Ale nie własnego. Tak jak ty straciłeś rodziców, tak i ja straciłam męża będącego mym najlepszym przyjacielem. Też w wypadku, ale samochodowym.

– Przykro mi.

– Cały czas budzę się rano z ramieniem na jego poduszce. Szukam jego pleców do pogłaskania, lecz trafiam w próżnię. Ale nie mówmy już o tym, starczy mi emocji na dziś. Wróćmy do ciebie. Zatem po stracie rodziców postanowiłeś postawić wszystko na jedną kartę?

– Dokładnie. Nic mnie nie trzymało w rodzinnym mieście. Razem z dwojgiem mojego rodzeństwa przeprowadziliśmy procedurę spadkową. Po wyrównaniu zobowiązań, dom przejęła siostra z mężem i trójką dzieci. Uwielbiam ich, ale przebywanie w przestrzeni tak dobrze znanej z czasów dzieciństwa bez obecności mamy i taty było dla mnie zbyt bolesne. Brat pracował od kilku lat jako protetyk stomatologiczny w Niemczech. Namawiał mnie, abym przyjechał do niego, ale podświadomie czułam, że nie odnajdę się w poukładanej niemieckiej mentalności. Z ratunkiem przyszedł mój kumpel, Arek. Włóczykij jakich mało, zwiedził chyba cały świat. Zadzwonił do niego znajomy z Holandii, z którym razem pracowali na barze w amsterdamskiej knajpie. Jeden z klientów przychodzących systematycznie do baru zaproponował mu fuchę „testera noclegów”, bo tak dobrze mu się z nim rozmawiało, a właśnie szukał kogoś kontaktowego do swojego zespołu. Arek pewnie przyjąłby tę propozycję, gdyby nie fakt, że dziewczyna z którą mieszkał od kilku miesięcy, zaszła w ciążę. Co tu dużo mówić – zakochał się i nie chciał poświęcać świeżo założonej rodziny dla egoistycznych potrzeb. Dlatego zadzwonił do mnie. Zgodziłem się od razu. Wypowiedziałem umowę najmu kawalerki, spakowałem najpotrzebniejsze rzeczy i tydzień później byłem w samolocie do Amsterdamu. Chociaż przyznam, że po wypadku rodziców, musiałem łyknąć kilka głębszych, by odważyć się wejść na pokład. Przyleciałem, bez problemu przeszedłem rozmowę kwalifikacyjną i teraz jestem tu gdzie jestem.

– Żałujesz podjętej decyzji.

– Nie, bo gdyby nie ona, nie mógłbym poznać takiej osoby jak ty.

Oliwia nieświadomie zarumieniła się. Od czasu śmierci męża, nigdy nie była sam na sam z innym mężczyzną. Z niecierpliwością wypatrywała kelnera, bo w końcu ile można czekać na herbatę? Ale to była Afryka. Tutaj czas miał kompletnie inny przelicznik, a mówiąc dokładniej – każdy go liczył według siebie.

Tekst: Luiza

Fotografia okładkowa: A_Different_Perspective

PRZECZYTAJ: https://swingwithme.pl/zagubiona-w-marrakeszu-czesc-i/

Lubisz to, co robimy? Niech inni też się o nas dowiedzą :)
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •