ZAGUBIONA W MARRAKESZU. CZĘŚĆ III

Wreszcie kelner przyniósł zamówioną, prawie przed godziną, herbatę. Lecz marokańska herbata nie jest tylko herbatą wypijaną na szybko. Jej konsumowaniu towarzyszy cały rytuał. Wpierw do imbryka wsypywane są listki zielonej herbaty gunpowder, następnie dodawany jest cukier, zaś na końcu – świeże listki mięty. Całość jest nalewana do małych, bardzo ozdobnych szklaneczek. Zresztą samo nalewanie nie jest też zwyczajną czynnością – bowiem imbryk z herbacianym trunkiem unoszony jest stopniowo do góry, tak aby wytworzyła się charakterystyczna piana.

  • Jejku, jaka słodka! – aż skrzywiła się Oliwia.
  • Marokańska herbata musi być słodka. W ten sposób orzeźwia i dodaje energii podczas upalnych dni. Nie pij jej „na szybko”, tylko rozkoszuj się smakiem mięty, delikatnie rozpływającym się po podniebieniu – przekonywał Patryk.

Jego słowa wywarły na Oliwii dziwne wrażenie. Odczucie, o którym już dawno zapomniała – przyjemne mrowienie w żołądku, a nawet tam, gdzie sama zapominała nawet się dotykać. Od czasu straty męża, strefa seksualna dla niej nie istniała. Gdy raz spróbowała się doprowadzić, to miała durne wyrzuty sumienia. Tylko wobec kogo? Do kogoś, kto już nigdy jej nie przytuli, nie pocałuje, nie dotknie jej kobiecości w ten jedyny i niepowtarzalny sposób… Tyle lat razem. A ona, choć zrobiła wiele kroków do przodu, czuła że wystarczy jedna sytuacja, aby znów znalazła się na linii startu. Zupełnie jakby brała udział w wyścigu, w którym nie ma mety.

  • Wszystko w porządku? Bo jakbyś się wyłączyła – zapytał jej nowo poznany towarzysz.
  • Przepraszam, czasami tak mam, że jak się zamyślę, to na chwilę tracę kontakt z rzeczywistością.
  • Znam to, też mi się to często zdarza.
  • O czym wtedy najczęściej myślisz?
  • O tym co minione i co utracone bezpowrotnie.
  • To doskonale mnie rozumiesz…
  • Jaki on był?
  • Kto?
  • Twój mąż. Po tych kilku godzinach, jakie spędziliśmy razem, sądzę że to musiał być świetny gość. Dobrze dobrane pary, to takie w których przyciągają się podobieństwa, nie zaś przeciwieństwa.
  • Dziękuję, to miłe co mówisz. Tak, Edward był wspaniałym mężczyzną. Poznaliśmy się w dość nietypowym miejscu, gdyż na warsztatach ceramicznych. Obydwoje byliśmy wówczas zmęczeni obecną pracą i potrzebowaliśmy odskoczni. I tak się złożyło, że obydwoje znaleźliśmy się w tym samym miejscu, o tym samym czasie. Prowadząca zajęcia złączyła nas w parę. Naszym zadaniem było ulepienie najprostszego kubka. Kubek nam nie wyszedł, ale później spędziliśmy cały wieczór przy kubku gorącej czekolady w pobliskiej kawiarni. Od pierwszej sekundy czuliśmy do siebie niesamowitą chemię. I to nie tylko pod kątem fizycznym, ale po prostu świetnie nam się rozmawiało. Edward miał też niesamowity dar rozśmieszania ludzi. Jak się później okazało – nie było dnia, aby mnie czymś nie rozbawił. Brakuje mi tego. Wcześniej moje życie było tak wielobarwne, teraz mam wrażenie, iż dominuje w nim szarość.
  • Czy aby na pewno?
  • Co masz na myśli?
  • Rozejrzyj się. Zobacz ile kolorów jest wokół ciebie. Dywany o barwie soczystej zieleni, lampiony mieniące się ciepłą czerwienią i pomarańczą, świeczniki rzucające na ściany tęczowy blask, stroje ludzi ukazujące kunszt marokańskich krawców…A teraz zamknij oczy i wsłuchaj się. W odgłosy dochodzące z kuchni, w strzępki rozmów dobiegających z sąsiednich stolików, w szczery śmiech dziecka, bawiącego się na ulicy. Czy doprawdy to jest takie nijakie i bezosobowe? Ja uwielbiam obserwować, chłonąć czyjąś codzienność, tak odmienną od mojej.

Oliwia rozglądała się dookoła i zrozumiała, że to ona wcisnęła przycisk stopu. Zatrzymała się na „przystanku na żądanie” i już na nim została. Bała się pojechać dalej, bowiem nie wiedziała dokąd zaprowadzi ją droga w nieznane. Wolała bezduszną pewność niż spontaniczną, lecz przynoszącą przygody niepewność. Stały punkt był dla niej lepszy niż kryjąca się za linią horyzontu niewiadoma.

Zatrzymała wzrok na Patryku i z pewną nieśmiałością, stwierdziła że podoba się jej. Był pewien siebie i charyzmatyczny jak Edward, ale jednocześnie dostrzegała w nim jakby chłopięcą ciekawość poznawania świata. Ona już dawno wyrzuciła ze swej duszy pierwiastek dziecięcej radości, on – pomimo wielu trudów, jakie przyniosło mu życie – wciąż go w sobie miał. Był niczym iskierka rozświetlająca mrok rzeczywistości. I te iskierki miał również w swym spojrzeniu. Oliwia utonęła w jego błękitnych oczach…

– Halo, jesteś tam? Znowu gdzieś odpłynęłaś koleżanko?

Nie odpowiedziała. Rumieniec skradający się na jej policzek zdradził wszystko.

***

Spacerowali wzdłuż stoisk suku wijących się niczym wąż. Różnorodność oferowanego asortymentu wręcz powalała. Teraz, mając u swego boku mężczyznę, Oliwia czuła się pewniej. Nikt jej tak nie zaczepiał, a ona mogła skupić się na tym, co ją tak długo omijało – na smakowaniu chwili. Zaczęła dostrzegać rzeczy niezauważalne do tej pory, przyglądać się uważniej ludziom, ich emocjom, gestom, mimice. Pragnęła czytać z nich jak z otwartej na przypadkowej stronie książki.

Fot. Swing With Me

  • Cały czas się uśmiechasz. Czyżby trochę to była moja zasługa? – zapytał Patryk kokieteryjnie.
  • Tak, trochę tak. Nie pamiętam, kiedy ostatnio czułam się tak swobodnie w czyimś towarzystwie. Zapomniałam, jak to jest, choć przez sekundę, nie przejmować się. Brakowało mi psychicznej wolności.
  • To właśnie dają podróże – uwalniają umysł od niepotrzebnych myśli. Chyba jeszcze dlatego jestem w tej pracy. Zabrzmi to paradoksalnie, ale dzięki niej nie myślę. To znaczy, nie myślę za dużo o rzeczach, na które i tak nie mam wpływu. Potrzebuję tego.
  • A nadejdzie kiedyś taki moment, że powiesz dość i postanowisz spróbować bardziej stabilnego życia?
  • Zapewne, kiedyś tak.
  • Co musiałoby się stać, abyś podjął taką decyzję?
  • Musiałbym mieć dla kogo zmienić swoje życie. Póki jestem sam, żywot nomady mi odpowiada.
  • Póki jesteś sam… – powtórzyła na głos Oliwia.

***

  • To tutaj. Tu jest mój hostel. Bardzo ci dziękuję za miły wieczór. Doprawdy dzięki naszym rozmowom uświadomiłam sobie, że pora ruszyć do przodu i coś zmienić. Żaden poradnik motywacyjny nie dał mi tyle, co ty.
  • Nie rozpędzaj się tak z tymi pochwałami, bo za chwilę się zarumienię. Jesteś wartościową osobą, nie marnuj swojego potencjału. Ja też zamiast żyć przeszłością, powinienem skupić się na tym, co teraz i na tym, co nadejdzie.
  • Czyli można powiedzieć, że pomogliśmy sobie wzajemnie?
  • No nic, pora na mnie. Jutro czeka mnie aktywny dzień, a robota sama się nie zrobi. Poznanie ciebie było przyjemnością w czystej postaci. Wierzę, że sobie poradzisz. Ty też trzymaj za mnie kciuki.
  • Będę…

Patryk wyciągnął w jej stronę rękę na pożegnanie, a Oliwia niczym zahipnotyzowana nie potrafiła wypuścić jego dłoni ze swojej. Nie chciała, aby ten wieczór tak się skończył. Tak bezosobowo i nijako. I choć sama nie dowierzała, że powiedziała to na głos, ale usłyszała jak sama wypowiada słowa:

  • A może zechcesz wejść na chwilę? Co prawda nie posiadam marokańskiej herbaty, ale posiadam zwykłą czarną i plasterek cytryny też się znajdzie. A jak będziesz zmęczony, to możesz przenocować na kanapie, bo wspominałeś, że twój hotel jest na drugim końcu mediny. To taka niezobowiązująca propozycja.
  • W sumie stąd byłoby znacznie bliżej do punktów, które mam jutro odwiedzić. No i ta herbata z cytryną… Dobra, przekonałaś mnie – odpowiedział z przekąsem Patryk.

Hostel Oliwii był ukryty w przejściu, między sklepem z akcesoriami ze srebra, jak i tymi, co srebro jedynie udawały, a sklepem z pamiątkami. Odrapany napis nad wejściem
„Jolie Maison” niewiele miał wspólnego z pięknym domem, jak sugerowała nazwa. W korytarzu odpadał tynk, a pochmurny Afrykańczyk w recepcji nawet nie próbował podciągnąć kącików ust, by witać wchodzących gości. Jemu to było obojętne, gdyż wiedział, że ludzie i tak będą przyjeżdżać do niego. W końcu to Marrakesz, mekka egzotyki, więc po co miał się starać?

  • Nie powiem, miejscówkę wybrałaś zacną – powiedział Patryk, rozglądając się dookoła.
  • Oj, nie narzekaj. Założę się, że spałeś już w podobnych miejscach. Zresztą sam pokój prezentuje się lepiej – odpowiedziała Oliwia, przekręcając klucz w drzwiach pod numerem 7.
  • Siódemka. Ponoć szczęśliwa cyfra.
  • Tak powiadają – przytaknęła Oliwka.

Pokój był skromny. Ot, jedno łóżko, kanapa, wąska szafa na ubrania, stolik oraz dwa krzesła.

  • Jesteś szczęściarą. Masz łazienkę w pokoju.
  • Własna łazienka to minimum komfortu, jaki potrzebuję. Nie cierpię współdzielić z innymi toalety ani prysznica.
  • Rozgość się, a ja pójdę do kuchni w korytarzu zrobić nam obiecanej herbaty. Będę za dwie minuty.

Czekając na gotującą się wodę, Oliwia rozmyślała, co właściwie wyprawia. Zaprosiła nieznanego mężczyznę do swojego pokoju. Oszukiwała się, że chodziło jej jedynie o miłe towarzystwo, ale w głębi duszy miała ochotę na coś więcej. Na dotyk, pocałunki, pieszczoty… Patryk zagrał na pięciolinii jej kobiecości nuty dawno nie słyszane. Ona była melodią, on zaś kompozytorem.

Weszła do pokoju, niosąc na tacce dwa kubki z herbatą i plasterkami cytryny. W tym samym czasie, Patryk przeglądał książki ukryte na regale za łóżkiem.

  • No, no. Sama ambitna literatura. Romans, romans i kolejny romans. Widać ten hostel sprzyja pragnieniu miłości.

Oliwia nic nie odpowiedziała, ale czuła że rumieniec wkradł się na jej policzki. Chcąc zmienić temat, zapytała:

  • Co najbardziej lubisz w podróżowaniu?
  • Nieprzewidywalność i nieustające sprawdzanie siebie w nowych miejscach i sytuacjach. Uczę się w ten sposób siebie.
  • A co najbardziej ci przeszkadza?
  • Odpowiedź będzie identyczna – nieprzewidywalność i nieustające sprawdzanie siebie w nowych miejscach i sytuacjach. Bo czasami chciałbym mieć w swoim życiu więcej punktów stałych aniżeli zmiennych.
  • Jak herbata?
  • Pyszna, czarne liście, cukier, cytryna. Czego chcieć więcej?
  • Jeszcze przydałby się imbir i miód zamiast cukru.
  • E tam, w niektórych przypadkach mniej znaczy więcej.

***

I znów rozmawiali i śmiali godzinami. Niczym starzy znajomi znający się od lat. Okazało się, że mają podobny gust zarówno co do książek, jak i do obejrzanych filmów. Łączyło ich więcej niż niejedną parę, której wydawało się, że to staż związku świadczy o jego jakości. Zbliżali się do siebie, milimiter po milimetrze, aż Oliwia nieśmiało musnęła opuszką palca dłoń Patryka. I wówczas słowa stały się zbędne. Jedno spojrzenie mówiło więcej niż potok słów płynący kaskadą donikąd. Ich usta złączyły się nieśpiesznie, jakby nie dowierzając, że to się dzieje naprawdę. Że to nie jest jedynie wymysł czyjejś fantazji zapisanej na kartach taniego romansu. Że być może odnaleźli się w Marrakeszu przez przypadek, ale to dzięki ich wyborom znaleźli się właśnie w tym miejscu i to razem.

Patryk delektował się zawstydzeniem Oliwii. Była tak odmienna od kobiet jakie poznawał podczas podróży. Nie była wulgarna, nachalna, pragnąca szybkiej przygody i jeszcze szybszego zapomnienia. Była zagadką, którą on pragnął odgadnąć. Skrzynią pełną skarbów, którą on chciał otworzyć, by cieszyć się bogactwem przeżyć.

Obsypywał ją pocałunkami, a ona odwzajemniała pieszczoty, jakimi była obdarowywana. W jej oczach widział pożądanie, ale też i strach. Lęk przed wstydem, przed odrzuceniem, przed samą sobą. Nie chciał zawieść jej zaufania, bo wtedy zawiódł by też siebie.

Rozpiął jej koszulę o kolorze piasku pustyni. Pod nią krył się koronkowy biustonosz o barwie pudrowego różu – słodkiego i obiecującego. Subtelne fiszbiny podkreślały cudowną linię kobiecych krągłości. Pod szortami znajdowały się również kuszące figi. Aż zadrżał z podniecenia na myśl ujrzenia tego, co się pod nimi kryje.

No ładnie. To ja już jestem w bieliźnie, a ty jeszcze ubrany – zażartowała Oliwia.

Słysząc żartobliwą naganę, nie czekał na ponowną prośbę. Ściągnął sportowy t-shirt, ale ze spodniami pomogła mu Oliwia. Patrząc się namiętnie w oczy, poluźniła klamrę paska, a następnie rozpięła rozporek, uciskający prężącą się męskość.

Niektórzy uważają, że fizyczny pociąg jest jedynie dodatkiem do miłości. Owszem, duchowe połączenie było najważniejsze, ale bez wzajemnego przyciągania się pod względem atrakcyjności, związek był niekompletny. Z swoim mężem miała wszystko – i wspaniały seks, i wspaniałą codzienność. Niestety, to czas przeszły. Za to teraz stał przed nią intrygujący mężczyzna o apetycznej budowie ciała. Ani nie przerysowanej od ćwiczeń na siłowni bądź białkowych specyfików, ani nazbyt szczupłej. Linie uwypuklające muskulaturę zdobytą od licznych pieszych wycieczek, podkreślały naturalność i spontaniczność, kierujące jego życiem.

Ukryta nieśmiałość została przegoniona przez chęć oddania siebie. Jednym pstryknięciem, Oliwia odpięła zapięcie biustonosza, które jakby w zwolnionym tempie, opadło na podłogę. Widząc oniemienie Patryka, od razu zdjęła koronkowe figi. Była naga. Odsłoniła się całkowicie. I na spojrzenie kochanka, i na kiełkujące w jej sercu zauroczenie.

Patryk podziwiał nieziemski widok, jaki dany było mu zobaczyć. Nie mógł oderwać wzroku od jędrnych piersi, seksownego wcięcia w talii i zgrabnych nóg. Aż trudno było uwierzyć, iż tak niepowtarzalna kobieta była sama. Podszedł do niej i wręcz łapczywie pocałował. Zwierzęcość zastąpiła subtelność. Obydwoje byli głodni siebie, a ciała przyciągały się niczym magnesy o przeciwnych biegunach. Niby tak odmiennych, a jednak tak podobnych.

Oliwia zburzyła mur niedostępności. Pragnęła być zdobyta i stać się głównym punktem na mapie doznań. Zanurzyła palce we włosach Patryka i pokierowała jego głowę do swych piersi.

  • Całuj, liż, podgryzaj. Rób z nimi co chcesz – wyszeptała.

Patryk zataczał językiem okręgi wokół sterczących z podniecenia sutków. Naprzemiennie lizał je i nie za mocno – zaciskał między zębami. Obserwował, jakie reakcje wywołują jego pieszczoty. Zmienność, nieprzewidywalność ruchów – to podniecało Oliwię najbardziej. Ostatnio jej życie było aż zanadto przewidywalne. Stała trasa: praca – dom – praca – dom. I tak od poniedziałku do piątku. W weekendy zazwyczaj fundowała sobie spokojne rozrywki, zazwyczaj były to spacery do ulubionych miejsc przepełnionych wspomnieniami z małżeńskiego życia. Wtedy wydawało jej się, że czuje obecność ukochanego. Doszukiwała się jej w podmuchu wiatru całującego jej policzek, czy w uśmiechu niewinnego dziecka mijanego w parkowej alejce. Przez te króciutkie momenty nie czuła się sama. Choć przez sekundę miała ułudę poprzedniej rzeczywistości.

Oliwia, wróć myślami do tego, co namacalne. Delektuj się mężczyzną, który cię pożąda – skarciła siebie wewnętrznym głosem. Spojrzała w oczy Patryka. Ich barwa przypominała najlepszą arabicę – jej ulubioną kawę wypijaną o poranku. Ale dojrzała w nich coś jeszcze. Że on również jest pogubiony jak ona i, że to wcale nie przypadek, iż się odnaleźli w tak nietypowych okolicznościach.

O czym ona tak rozmyśla? – zastanawiał się Patryk. Czuł, że jego towarzyszka uciech, choć jest tak blisko, to jednak gdzieś się oddala. Domyślał się, iż tęsknota za mężem, wywołuje w niej niepotrzebne wyrzuty sumienia, lecz nie oceniał jej, ale starał się zrozumieć. Cierpliwość oraz uważność – tego teraz najbardziej potrzebowała, a on pragnął jej to wszystko dać.

Językiem wędrował po kobiecym ciele. Centymetr po centymetrze. Dreszcze podniecenia przeszywały jej ciało, a on schodził coraz niżej i niżej. Słodki zapach wilgoci połaskotał jego nozdrza wywołując zawirowanie w głowie. Zanurzył się między udami kochanki, delikatnie zasysając łechtaczkę. Jednocześnie palcem, bardzo delikatnie, zaczął pieścić jej pupę.

  • Patryk, nie. Ja nigdy… – zaprotestowała Oliwia w odpowiedzi na niespodziewaną pieszczotę.
  • Ciii, zaufaj mi… – wyszeptał.

Zaufała. Wyczyściła myśli, zapisując na czystej karcie doznań nowe doświadczenia. Nigdy nie była skłonna do analnych zabaw. Zawsze, gdy mąż, próbował zbliżyć się do tych intymnych rejonów, ona spinała się aż nadto. On zaś nie nalegał, szanując wyznaczoną granicę.

Zaś teraz chciała ową granicę przekroczyć. Tworzyć siebie od początku. Próbować tego, co wcześniej wydawało jej się zakazane, grzeszne. Zrzucić habit narzuconej moralności, dać się ponieść wyzwoleniu. I ku zaskoczeniu, analne pieszczoty Patryka w połączeniu z lepkim od jej soków językiem, były mieszanką doskonałą. Rozluźniła napięte mięśnie, by dać przestrzeń na zbliżającą się falę orgazmu.

  • Patryk! Ja zaraz…
  • … dojdziesz – dokończył. Po czym jej ciało przepięknie wygięło się w łuk, a paznokcie zostawiały ślad przyjemności na plecach. Obdarowywanie rozkoszą – najwspanialsza gra wstępna, pobudzająca najbardziej ukryte receptory. Czas – tylko jego potrzebowali, by móc cieszyć się sobą w pełni.

Patryk nie był typem podrywacza. Tanie gadki bez polotu kreatywności nie były jego domeną. Miał w życiu kilka kobiet, ale z każdą łączyła go dłuższa relacja oraz inny rodzaj bliskości. Czy kochał? Trudno powiedzieć. Na pewno żadna z jego wybranek nie była mu obojętna, w końcu łączyły ich wspólne przeżycia. O miłości w kontekście przypisywanej jej definicji nie rozmyślał. Skupiał się na chwili obecnej, zaś związkowa przyszłość jawiła mu się jako nie do końca zakreślona linia horyzontu. Wiedział, że coś za nią się kryje, lecz nie spieszył się do odkrycia tejże tajemnicy. Przeczuwał, że ta zagadka kiedyś rozwiąże się sama…

W przegródce portfela miał gdzieś wciśniętą prezerwatywę. Nie, nie planował nigdy czego, ale lubił być przygotowany na ewentualność poznania kogoś wyjątkowego, a Oliwia bez wątpienia była niezwykłą kobietą. Posiąść ją, wypełnić pożądaniem, ukoić pocałunkami – to było jego pragnienie. Oderwał zamknięcie prezerwatywy i zwinnym ruchem nałożył ją na siebie. Przyspieszony oddech kochanki był zaproszeniem do zagłębienia się w gorącym wnętrzu. Cienkie ścianki kondoma, choć ograniczały doznania, to i tak pozwalały połączyć się w miłosnym uniesieniu. Akcja równa się reakcja. Im głębiej on się zanurzał, tym mocniej Oliwia odwzajemniała jego zaangażowanie. Kołyszące ruchy bioder, rozchylone usta, przymknięte powieki, cichutkie pojękiwanie – to wszystko świadczyło, że jest jej dobrze. Czy mijały minuty, czy godziny było odczuciem nieistotnym. Liczyła się wyłącznie intymność powstała między nimi.

Patryk balansował na granicy orgazmu. Gdy wyczuwał, że nadchodzi moment spełnienia, zatrzymywał się na moment. Spoglądając na oddającą mu się kobietę, delektował się każdą migawką zarejestrowaną przez wzrok, by móc później schować ten przepiękny widok do szufladki z najcenniejszymi wspomnieniami. Ale choć umysł starał się kontrolować ciało, namiętność wygrała. Nie mógł już dłużej czekać. Ścisnął pośladki Oliwii, przesuwając ją jeszcze bliżej do siebie. Magnetyzujący odgłos ocierających się ciał potęgował kumulującą się przyjemność. Przyspieszał, penetrował, odkrywał, aż wreszcie zakończył w niej maraton pożądania. Bezwładnie opadł na łóżko, próbując zatrzymać wirujący w jego głowie świat. Zasnął trzymając Oliwię za rękę.

***

Obudzili się z nieśmiałością wpisaną na twarzach, niczym nastolatki, którzy właśnie przeżyli swój pierwszy raz. Ale wystarczył jeden uśmiech, jedna anegdota powiedziana na rozluźnienie atmosfery, by znów zapanowała między nimi towarzyska swoboda.

  • Może zostaniesz na śniadanie? –zapytała z nadzieją Oliwią. Ponoć w tym hotelu serwują wyjątkowo smaczne śniadania. A przynajmniej tak wynika z opinii zostawionych na portalu, dla którego pracujesz – kontynuowała z przekąsem.
  • Oliwka, wierz mi, bardzo bym chciał, ale mam w Marrakeszu jeszcze kilka miejscówek do sprawdzenia – odpowiedział ze smutkiem Patryk. Chyba, że… Może to szalone, ale dołączysz do mnie? Byś spojrzała kobiecym okiem na warunki oferowane przez hotelarzy i prywatnych najemców? To by było znakomite uzupełnienie moich recenzji.
  • Właściwe, to czemu nie? I tak zaraz mi się kończy doba hotelowa, a nie mam jeszcze wykupionego biletu powrotnego do Agadiru.
  • To świetnie się składa, bo Agadir też jest na mojej liście miast do odwiedzenia. Zatem nie traćmy czasu. Pakuj się i ruszamy w trasę – zapowiedział Patryk z uśmiechem od ucha do ucha.
  • Daj mi 15 minut i będę gotowa. A co ze śniadaniem?
  • Tu za rogiem sprzedają pyszne ślimaki na maśle.
  • Że co? Ślimaki? Nie ma mowy, abym zjadła coś takiego – zaprotestowała Oliwia.
  • Zaufałaś mi wcześniej, to zaufaj mi też teraz. Zachwycisz się ich delikatnym smakiem. Zresztą ze mną jeszcze nie raz przekroczysz swoje granice.
  • To groźba czy obietnica? – zapytała przekornie.
  • Zdecydowanie obietnica…

Fot. Swing With Me

Tekst: Luiza

Fotografia okładkowa: Dezalb/Pixabay

PRZECZYTAJ: https://swingwithme.pl/zagubiona-w-marrakeszu-czesc-ii/

Author:

Lubimy kawę. I to w każdej postaci. Także tej wirtualnej.

Mamy też marzenie, aby nasze zmysłowe opowiadania erotyczne przeniosły się na papierowe kartki i mobilne urządzenia.

Chcemy pisać. Dla Ciebie i dla innych. Możemy połączyć siły. Jeżeli najdzie Cię ochota, to zaprosisz nas kawę. A my odwdzięczymy się nowymi wpisami, a w przyszłości - piękną książką. Ba! Książkami!

Więcej informacji: https://swingwithme.pl/zapros-nas-na-kawe

Nasz profil na Ko-fi: https://ko-fi.com/swingwithme