Kochali się. I to bardzo. Kilkanaście lat spędzonych razem minęło niczym przygodowy film oglądany w trybie przyspieszenia. Żyli intensywnie, bawiąc się nowymi doświadczeniami, odwiedzając różnorodne zakątki świata, ciesząc się tym, co przynosi życie.

Upragnione mieszkanie. Własne, choć dzielone z bankiem. Tylko wówczas kredyt nie był złem koniecznym. Był obietnicą lepszej przyszłości. Wspólnej przyszłości. Pranie, sprzątanie, gotowanie przestało denerwować, gdy przyszło się troszczyć o swoje cztery kąty.

Myśleli o dziecku, ale nie spiesząc się z decyzją o nim. Wyznawali zasadę, że będzie co będzie. Jak nie teraz, to za rok, może za dwa. Ich życie towarzyskie kwitło. Imprezy do białego rana, gdy w drodze do łóżka odprowadzał ich świergot ptaków. Kac leczony jajecznicą na śniadanie. Aż wreszcie nabrali ochotę na coś więcej, na wprowadzenie dodatkowego urozmaicenia do ich i tak udanego życia seksualnego. Zaczęło się niewinnie. Wpierw wizyty w klubach, potem kameralne spotkania w apartamentach. Odnaleźli się w swingu, choć po drodze towarzyszyło im wiele wątpliwości, ale na każdy postawiony znak zapytania, potrafili znaleźć właściwą odpowiedź. Byli najlepszymi przyjaciółmi bez tematów tabu. Łączyła ich rozmowa, łączyła ich codzienność, łączył ich seks.

***

Pewnego dnia Eliza dostała propozycję kilkumiesięcznego wyjazdu za granicę. Jedź – odpowiedział Jan, wiedząc że i tak do niej dołączy, bo nie lubili się na długo rozdzielać.

Przygotowując się do wyjazdu i przy okazji robiąc porządki w mieszkaniu, Eliza natknęła się na przeterminowany test ciążowy. Przypomniała sobie wówczas, że w całym tym wyjazdowym podnieceniu, zapomniała kiedy ostatnio miała okres. Wyciągnęła test z pudełka i tak przewidując jego negatywny wynik, po wykonaniu odłożyła go na umywalkę i wróciła do pakowania. Ale po kilku minutach zerknęła, że pokazują się na nim dwie kreski. Co prawda jedna znacznie delikatniejsza, ale jednak wciąż były to dwie kreski. Z drżącymi dłońmi, pokazała test Janowi. Nie wierzyła, że to się dzieje właśnie teraz. Teraz, kiedy świat stanął przed nią otworem i wołał ją do siebie przyjedź, sprawdź, poznaj!

Pomyślała, że to pomyłka. Zrobiła kolejne testy, które potwierdziły wynik pierwszego. Na następny dzień wizyta u ginekologa i diagnoza tak, jest pani w ciąży.

Płakała. Nie wiedziała czy ze szczęścia, ze smutku czy ze strachu. Chyba ze wszystkiego naraz. W myślach zadawała sobie pytanie – dlaczego właśnie teraz? Ale, gdy dotarło do niej, że w końcu żaden moment nie byłby odpowiedni, zaczęła się cieszyć.

Będę mamą.

***

Przyjedź. Zaczęłam krwawić ­– płakała do słuchawki.

Zaraz będę.

Przyjechał najszybciej jak tylko mógł. Zobaczył ją płaczącą, skuloną w łazience.

Już tego nie ma. Nie ma! Słyszysz???

Cała ich nadzieja i oczekiwane szczęście spłynęło niczym niepotrzebny śmieć do kanalizacji.

Tydzień – tyle trwała ich radość odkąd się dowiedzieli, że będą rodzicami do momentu czyszczenia krwi z podłogi.

Ona czuła się pusta w środku, czuła się samotna i niezrozumiana. Nie potrafiła zdefiniować bólu jaki zakiełkował w jej sercu.

On czuł się odtrącony, niesłusznie oskarżony i niepotrzebny.

Oddalili się od siebie. Każde z nich zamknęło się w swoim prywatnym świecie, zamykając drzwi na kłódkę.

***

Minęły miesiące, minęły lata. Udało im się wymazać z pamięci złe wspomnienia i zaczęli tworzyć nowe historie wklejane później do albumów. Wrócili do stanu przed, jakby tego stanu po nigdy nie miało być. Pogodzili się z myślą, że rola rodziców nie jest im przypisana. Brakujący puzzel wymienili atrapą z kartonu, tak by z daleka wszyscy myśleli, że wszystko jest na swoim miejscu.

***

Bawili się do utraty tchu. Seksualne maratony, zapachy kochanków i kochanek mieszające się ze sobą. W zapomnieniu odnajdywali siebie. Znów było im dobrze.

***

Coś było nie tak. Eliza trzęsła się z zimna. Ciągle nie potrafiła się rozgrzać. Nawet wtulenie się w męża nie przynosiło ulgi. Bezustannie była senna. Odrobina wysiłku wysysała z niej całą energię. Podczas krótkiego spaceru zajrzała do drogerii, gdzie jej wzrok padł na półkę z testami. Czyżby znowu? Po chwili zawahania, zapakowała test do torebki. Postanowiła, że zrobi go rano, aby wynik był najpewniejszy. Ale nie wytrzymała i w nocy znów wpatrywała się w kształtujące się dwie kreski, choć myślała, że ten etap ma już bez wątpienia za sobą. Nie powiedziała mężowi od razu, poczekała aż wróci z pracy i obwieści mu – tadaaam, będziesz tatą!

Gdy, ginekolog potwierdził, że Eliza jest w ciąży, kołowrotek zaczął się ponownie nakręcać. Znowu zaczęli rozglądać się za ziemią, gdzie wybudują swój wymarzony dom, a mały szkrab będzie mógł boso hasać po trawie. Ona głaszcząc się po brzuchu mówiła do niego zostań ze mną. On, choć ukrywał przed sobą, cieszył się, że powtórnie stanęli przed szansą powiększenia rodzinnego pakietu. Oczyma wyobraźni widział między nimi śmiejącą się istotkę, której śmiech wypełni każdy zakamarek dzielonej przestrzeni. Z niecierpliwością czekali kolejnej wizyty u lekarza i, że tym razem na monitorze USG widoczne będzie echo serca.

Eliza z wyczekiwaniem wpatrywała się to w ekran, to w mimikę lekarza. Ta cisza między nimi była nie do zniesienia.

Z tej ciąży nic nie będzie. To zaśniad – stwierdził ginekolog.

Za… co? Co to znaczy? – spytała zdezorientowana Eliza.

To znaczy, że ma pani w sobie coś, co trzeba jak najszybciej usunąć. Przykro mi.

Nie pamiętała drogi do domu. Oczy miała zapuchnięte od łez. Chciała zniknąć, zdematerializować się, albo chociażby zasnąć i obudzić się w innej rzeczywistości.

Miała tego nie robić, ale zrobiła. W internecie zaczęła wyszukiwać informacji czym ten zaśniad jest, ale gdy przed oczami ukazało się jej widmo nowotworu, przestała czytać. Poddała się. Ale nie poszła następnego dnia na zabieg. Łudziła się, że może lekarz się myli. Że może jeszcze jest szansa.

***

Mąż zabrał ją na weekend do Poznania, tak aby wyrwać się od niechcianych myśli. Spotkali się z dawno niewidzianym znajomym, pobawili się w barze karaoke, ukrytym w bocznej uliczce odchodzącej od starówki, a następnego dnia udali się do palmiarni. Zdecydowanie potrzebowali takiej odskoczni.

Ale przyszedł kolejny tydzień. Umówili się do innej lekarki, która potwierdziła najgorszy scenariusz – ciąża obumarła. Eliza nie wiedziała co byłoby trudniejsze do zniesienia, to czy rozwijające się w niej życie postanowiło jednak nie walczyć czy fakt, że to co uważała za początek czegoś nowego, mogło się okazać zwykłym tworem do usunięcia. Obie te opcje były cholernie trudne do zaakceptowania. Po powrocie do domu, spakowała torbę: piżama, ręcznik, klapki, kosmetyczka, coś do czytania…

Jan odwiózł ją do szpitala. Chciał z nią być przez cały czas, ale nie mógł odwołać wcześniej umówionych spotkań. W przeciwnym razie mógłby się pożegnać z kontraktem zapewniającym im bezpieczny byt.

­­­- Dzwoń. Jak będziesz mnie potrzebowała, maksymalnie 15 minut i będę przy tobie.

– Jedź. Dam radę. Chcę mieć to jak najszybciej za sobą. Nie martw się.

Trzymając w ręku skierowanie do szpitala i dowód osobisty, czekała na swoją kolej w izbie przyjęć na oddział ginekologii i położnictwa. Tu nie była człowiekiem. Była tylko wywoływanym numerem. Minęła godzina, dwie, a ona wciąż czekała w poczekalni. Obok niej siedziała młoda para w zaawansowanej ciąży.

Ciekawe co tam u Piotrusia. I jak nam się dzisiaj pokaże. Już niedługo i będzie z nami – cieszyła się przyszła mama.

Też nie mogę się go już doczekać –odpowiedział przyszły tata.

Siedzący koło siebie ludzie z tak odmiennym planem na najbliższe godziny. Oni pełni nadziei, ona pełna smutku. Oni oczekiwali dziecka. Ona oczekiwała skrobanki.

***

Numer 11!

– To ja ­– wyszeptała Eliza.

Ma pani rzeczy potrzebne do zostania w szpitalu?

– Tak, mam.

– To proszę za mną.

Ciężka winda zabrała ją na drugie piętro.

Proszę chwilę poczekać. Zaraz dostanie pani dokumenty do wypełnienia.

To czekała. Kilka minut później dostała plik papierów do podpisu. Zgoda na przetwarzanie danych, zgoda na znieczulenie ogólne, oświadczenie…

„Oświadczenie o pochówku po poronieniu”

Nie wytrzymała. Jak ktoś może dać kobiecie do podpisu takie dokumenty bez jakiejkolwiek rozmowy z nią? Bez przygotowania jej do tego, co ją czeka. Co ona miała chować? Czemu wyprawić pogrzeb? Skrzepowi krwi, który przestał bawić się w udawanie pęcherzyka ciążowego? To już palec po amputacji ma więcej życia w sobie, niż to co w niej siedziało.

Rozkleiła się. Łzy leciały jej strumieniami. Siedząca obok kobieta zauważyła nagłówek coraz bardziej mokrej kartki.

– Tak mi przykro. Ale na pewno wszystko będzie dobrze – chciała ją pocieszyć.

Nic kurwa nie będzie dobrze. Kurwa, kurwa, kurwa!!! Dlaczego wszyscy dookoła chcą się wpierdalać w moje życie? Dawać złote rady, z których nic nie wynika? A na końcu i tak zostawić, wpierając, że wszystko będzie dobrze, ale radź sobie sama. W końcu silna z ciebie babka. Dasz radę.

Nie dam rady. Siedzę na chłodnym korytarzu z wepchniętym w cipkę środkiem na poronienie. I czekam aż ten smutek ze mnie wypłynie razem z krwią.

Zadzwoniła do Jana, z trudem artykułując słowa przez płacz.

Przyjadę.

– Nie musisz. Dam radę ­– udawała.

***

To jest pani łóżko. Za sekundę ktoś przyjdzie do pani.

Przyszła pielęgniarka. Z kartką wypełnionym drobnym druczkiem – „Informacja o zabiegu wyłyżeczkowania jamy macicy”. Zero rozmowy, zero wsparcia. Tylko podpis tu i podpis tu.

Eliza zakopała się pod kołdrę. Brzuch coraz bardziej zaczynał ją boleć.

Zasnąć, zniknąć, zapomnieć…

 

– Jest pani gotowa? – zapytała inna pielęgniarka, która przyszła zaprowadzić ją na zabieg.

A mam jakiś wybór? ­– odrzekła ze smutną przekorą.

Proszę za mną.

Zaprowadziła ją do gabinetu. Pośrodku stał fotel zabiegowy z intensywnym światłem skierowanym w jego stronę. Aż Eliza chciała zażartować i zapytać czy mają zamiar jej pochwę przesłuchiwać. Ale się powstrzymała. Tak naprawdę było potwornie przestraszona. Stanęła w kącie i nie mogła zrobić kroku naprzód. Chciała krzyczeć wypuśćcie mnie, lecz przecież nikt jej nie więził. Sama stała się zakładnikiem własnego strachu.

– Dzień dobry. Mam na imię Krystyna, to ja będę odpowiedzialna za pani znieczulenie.

– Jak długo będę spała?

– Aż się pani obudzi.

No tak, nie mogła spodziewać się innej odpowiedzi. Poczuła delikatne mrowienie w miejscu ukłucia.

A teraz dobranoc – usłyszała w oddali.

***

Pani Elizo, pobudka… Proszę się budzić…

– Już po wszystkim? – zapytała powoli odzyskując przytomność.

– Tak, już po wszystkim.

Zobaczyła podłączoną kroplówkę i wolno sączącą się ciecz, mającą przynieść ulgę w bólu. Odchyliła kołdrę. Pomiędzy udami miała umieszczony kawałek ligniny, już mocno nasączony krwią. Jej krwią.

Zasnąć, zniknąć, zapomnieć…

Sen nie przychodził, a ból stawał się nie do wytrzymania. Jakby ktoś bez przerwy kopał ją w brzuch od środka. Spać – tylko teraz tego pragnęła. Ale sen był skutecznie przeganiany przez piekący ucisk. Na przemian było jej zimno i gorąco, przygryzała wargę z cierpienia. Dlaczego nikogo tu nie ma? Dlaczego nikt jej nie pomaga?

Trzy godziny, tyle to trwało zanim zaczęła pojawiać się ulga. W tle słyszała głosy. Płacz noworodków, rozmowy świeżo upieczonych rodziców, personel gratulujący nowego potomka. A pośrodku ona. Bez nikogo, komu mogłaby pomachać zza szyby.

Czy byłaby dobrą matką? Na pewno by się starała, lecz była przekonana, że Jan byłby ojcem doskonałym. Stanowczym, ale kochającym. Cierpliwym, wyrozumiałym i troskliwym. Taki tata bohater, który wszystko umie naprawić i na wszystko znajdzie rozwiązanie.

Znowu czuła się niczym wadliwy model z przeceny. Wciąż działający, ale wybrakowany. Taki, którym można się jeszcze pobawić, ale nie za długo.

Może już pani jechać do domu. Tu jest wypis ­–powiedziała pielęgniarka zaczynająca swoją zmianę. Żadnego „jak się pani czuje?” albo „czy coś pani potrzeba?”. Nic. Ot, kolejny wypatroszony kawałek mięsa, na którego miejsce jutro przyjdą na następne. I pojutrze też. I za tydzień również.

***

Jan czekał już na nią. Zawiózł do domu, zrobił gorącej herbaty i przytulił najmocniej jak tylko umiał. Nie mówił, że wszystko będzie dobrze. On to wiedział. Tyle już razem w życiu przeszli, że jedynie co mogli sobie ofiarować to siłę i bliskość. Kochać się tak mocno, jak to tylko możliwe. Każdego dnia.

Tekst: Luiza

PRZECZYTAJ: https://swingwithme.pl/zal-za-minionym/