Na początku miałam bardzo mieszane uczucia odnośnie tej książki. Po przeczytaniu pierwszych stron odniosłam wrażenie, że o to pojawiła się kolejna Blanka Lipińska, która tanią sensacją chce przyciągnąć kolejną rzeszę zdesperowanych czytelniczek, rumieniących się na słowo „cipka” i „kutas”. Czy słusznie?

Sam tytuł nawiązujący do ubóstwianego pana Grey`a, który pejczykiem łaskotał pośladki niewinnej Anastasii był dla mnie dużym minusem, ale pragnąc pisać recenzje aktualnych pozycji czytelniczych, powiedziałam sobie, że nie dam się. Że jakoś przejdę te pierwsze kartki, a na tytuł wcale patrzeć nie będę. I to była dobra decyzja.

Bo książka okazała się być całkiem dobra i szczerze podziwiam odwagę autorki Joanny Jędrusik, że postanowiła tak bezpośrednio podzielić się swoimi randkowymi przygodami. W końcu Polska już dawno przestała być liberalna i zapewne niedługo oprócz niebezpiecznego „Harrego Pottera” także inne książki będą u nas palone. Zresztą pewnie niektórzy też i mnie by spalili na stosie za prowadzenie bloga o tematyce swingerskiej. Już byłam nazywana kurwą narodową – taki chwalebny tytuł mi przydzielono. W sumie – dobrze mi z tym. Mogę być suką i kurwą – ale tylko wtedy, kiedy ja tego chcę i na moich warunkach. Zawsze z mężem u boku. Zresztą jego też za alfonsa i żigolo brali. Taki z nas duet.

Pierdolić monogamię

„50 twarzy Tindera” to pewnego rodzaju zbiór seksualnych wspomnień, zainicjowanych przez aplikację Tinderem zwaną. Autorka po rozstaniu ze zdradzającym ją mężem, postanowiła nadrobić stracone lata i ponieść się erotycznemu wyzwoleniu.

„Stwierdzam, że pierdolę tę całą monogamię, bo tylko robi nieporządek w chaosie i wcale nie jest taka atrakcyjna (…). Pokrewieństwo dusz to wielka ściema. Można sobie mieć wiele pokrewnych duszy, w dodatku z częścią sypiać, a z częścią nie.”

A, że w dzisiejszych czasach znalezienie seksualnych partnerów jest o wiele łatwiejsze niż kiedykolwiek wcześniej, to i historii do opisania nie brakowało.

„Można mieć prawie nieograniczoną liczbę przygód, kolacji, śniadań, randek i romantycznych spacerów, mnóstwo seksu i przytulania. Przestać być nołlajfem siedzącym w domu. Można wreszcie, co było najważniejsze, usłyszeć wiele miłych rzeczy na swój temat. Od nudnej klasyki gatunku, czyli komplementów na tinderowym czacie na temat zdjęć, po zachwyty dotyczące smaku cipki czy kształtu sutków.”

Ach, ten Tinder

Z góry uprzedzam, że sama z Tindera nigdy nie korzystałam. Owszem, kiedyś z ciekawości sprawdziłam czym ów aplikacja jest, ale na tym się skończyło. Po pierwsze – nie miałam potrzeby zakładania tam konto jako singielka, skoro mam zajebistego męża, z którym mogę dobierać sobie kochanków i kochanki wedle uznania. Po drugie – jakoś nie kręciło mnie zamieszczanie zdjęć z widocznymi twarzami, a po trzecie – nawet nie było opcji założenia profilu dla par. Ale mam dużo znajomych, którzy z tej aplikacji korzystają. Czy z sukcesami? Z tym to bywa różnie, bo tak jak w namacalnej rzeczywistości, tak i tej wirtualnej można napotkać różne osobowości.

Joanna Jędrusik bezpruderyjnie opisuje, że zdarzyło jej się zrobić komuś laskę, tylko dlatego, że koleś był miły, albo z litości. O tym, jak natrafiała na nacjonalistycznych typów, a także na fana… Breivika. Dużo jej partnerów borykało się z problemami alkoholowymi oraz psychicznymi.

„Jak masz depresję, a chcesz mieć jeszcze większą, załóż konto na Tinderze. Powód jest prosty. Zanim dojdziesz do momentu, w którym wszystko jest fajne, zostaniesz pięćset raz potraktowany jak gówno.”

Autorka próbowała różnorodnych seksualnych eksperymentów. Przesuwając granice, odkrywając siebie:

„Miewałam jednak etapy, gdy szukałam tylko seksu i najchętniej oddzielałabym od niego całą resztę. W darkroomie, klubie dla swingersów lub na imprezie zdarzyło mi się samym wzrokiem porozumieć z jakimś gościem i kilka godzin później uprawiać z nim seks w łazience. I tak, takie rzeczy są dobre, wszystko jest dla ludzi.”

Szczerość się ceni

Wiecie, to się czuje, gdy ktoś wymyśla historyjki dla sławy i popularności. Wtedy nic się kupy nie trzyma, gubią się elementy układanki, ale czytając „50 twarzy Tindera” gdzieś tam pod skórą odczuwałam, że to wszystko wydarzyło się naprawdę. Autentyczność jest nie do podrobienia. Jeżeli się mylę – to posypię głowę popiołem.

W książce zaintrygował mnie też wątek związany z poliamorią, zwłaszcza w kontekście moich relacji z mężem. Jesteśmy swingującym małżeństwem, do łóżka zapraszamy innych partnerów, ale codzienność i intymność dzielimy tylko ze sobą. I taki układ nam pasuje. Jesteśmy otwarci na różnorodne seksualne konfiguracje, ale kochamy wyłącznie siebie. Chociaż wiem, że to nie dla mnie, to poliamoria szalenie mnie ciekawi. Te wszystkie zasady, zależności… Ale serce, tak jak dupa – może być pojemne. I chociaż ja kocham jednego, to niektórzy potrafią kochać wielu. I to jest fascynujące.

Sięgnijcie po książkę Joanny Jędrusik, gdyż jest to nietypowy przegląd społeczeństwa. Ze wszystkimi bolączkami, problemami, uzależnieniami oraz politycznymi różnicami. Wtedy podejmiecie decyzję czy zainstalujecie Tindera czy jednak go wykasujecie.

Tekst: Luiza

PRZECZYTAJ: https://swingwithme.pl/365-dni-recenzja/

Tutaj kupisz wersję papierową, a tu e-book 🙂