CHCĘ ŻYĆ WEDŁUG WŁASNYCH ZASAD

Nie opublikowałam wczoraj wpisu, bo nie mogłam. Nie potrafiłam. Bo jakbym mogła wrzucić jakąś recenzję wibratora, czy erotycznej książki, kiedy na pasku przewijającym się na ekranie telewizora pojawiała się informacja o wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji. Słabo by to wyglądało – nie przejmuj się taką drobnostką, lepiej zafunduj sobie orgazm.

Trybunał Konstytucyjny, który z konstytucją niewiele już ma wspólnego, obwieszcza wszem i wobec, że rości sobie prawo do kobiecych organów płciowych. Ba! On przecież chce pomóc, zdejmując ciężar decyzji z twego wątłego serca i jeszcze bardziej wybrakowanej macicy. Ty masz tylko urodzić. A ty mężu, ojcze, bracie masz być cichym świadkiem dziejącego się cudu umierania. Na twoich/waszych oczach. Ale ciiii… To dla waszego dobrego i czystego sumienia, iż dotarliście do etapu końcowego prokreacji. A to, że „bombelek” nie będzie z wami długo, to nieważne. Ważne, że się urodził. Kolejne boskie istnienie, które zaistnieje w statystykach wzrostu dzietności i przypisane jako sukces ludzi kurczowo trzymających władzę.

To może zrobię to dziś?

Doprawdy zastanawia mnie, czy wszyscy ci, którzy są za zaostrzeniem praw aborcyjnych, myślą że to jest wybór dokonany pomiędzy zrobieniem porannego makijażu, a wypiciem popołudniowej kawy.

Hmmm, a może jednak usunę, to co się we mnie rozwija, bo przecież dziecko nie będzie pasowało do mojej starannie zaplanowanej kariery zawodowej. Tak, tak zrobię. Ciach, zaloguję się na portalu Znany Lekarz i umówię się na skrobankę. Godzinka powinna wystarczyć.

Ponoć nadzieja umiera ostatnia

Dwa razy miałam pod sercem nadzieję nowego bytu. Razem z Erykiem dzieliliśmy się wizjami powiększonego pakietu. Dom z dużą działką, pies merdający radośnie ogonem podczas zabaw z dorastającą pociechą oraz my siedzący na tarasie i napawający się szczęściem zamkniętym w dziecięcym uśmiechu.

Dwa razy ta wizja poszła w niepamięć. Raz razem z wodą spuszczoną w klozecie, drugi raz podczas zaplanowanej terminacji ciąży, bo tworzącemu się życiu, odechciało się żyć.

„ZASNĄĆ, ZNIKNĄĆ, ZAPOMNIEĆ” – to jeden z najbardziej osobistych wpisów na blogu. Płakałam, gdy go pisałam, ale wiedziałam, że inaczej nie poradzę sobie z emocjami.

Czy przed zabiegiem, ktoś przyszedł do mnie i wytłumaczył co za chwilę się wydarzy? Nie. Dostałam za to bezduszne papiery do podpisania.

Czy po zabiegu, ktoś przyszedł do mnie i zapytał jak się czuję i czy nie potrzebuję wsparcia? Nie. Dostałam za to kawał ligniny na krwawiące zapomnienie o macierzyństwie.

Mając cudownego męża, poradziłam sobie. Choć z perspektywy czasu uważam, że powinnam skorzystać z porady psychologa, by przejść przez to szybciej. Bo łatwiej pewnie by się nie dało. Ale ile kobiet jest w tym wszystkim pozostawionych samym sobie?

Ja miałam tę „przyjemność”, że obydwie ciąże zakończyły się na wczesnym etapie. Nigdy nie usłyszałam wyczekiwanego bicia serca, a i tak do tej pory łzy mi ciekną po policzku, gdy przypomnę sobie oziębłość personelu medycznego. Jako ta od skrobanki mniej się liczyłam niż kobieta, która przed chwilą urodziła. Chociaż obie leżałyśmy na tym samym oddziale.

Wyrzucę cię na śmietnik

Nie potrafię sobie wyobrazić, co czuje matka i ojciec, gdy dowiadują się, że ich dziecko nie będzie miało szans na przeżycie. Że pozbawione organów umrze albo zaraz po urodzeniu albo w ciągu najbliższych dni, ale że i tak muszą odbębnić ciążowe miesiące, lecz bez wiary na cud wykreowania nowego człowieka. Człowieka, którego będą lepić z gliny doświadczeń od maleńkości po dorosłość. Bądź człowieka, który nigdy nie będzie samodzielny, skazany na rodzicielską nieustającą opiekę. A jak rodziców zabraknie, to kto się nim zajmie? Państwo? Niezły żart. Wyląduje na śmieciowisku osób niechcianych, umierających w ciszy i zapomnieniu.

I to nie są odosobnione historie. One są wokół nas. Gdy w końcu odważysz się poruszyć ten niewygodny temat, to nagle dowiadujesz się, jak wiele kobiet straciło ciąże samoistnie, bądź ze względu na dramatyczne wyniki badań musiały podjąć same lub z partnerem wybór, który już zawsze będzie w nich. Aborcja to nie wyrzucenie do kosza zużytej pary butów, dając miejsce na nowe szpilki od Louboutina. To miejsce będzie i tak straszyło pustką oraz bólem nie do opisania. Nic jego nie wypełni.

Dlatego wszyscy pseudointelektualiści chcący decydować za innych – odpierdolcie się! Karma wraca i wyroki podjęte teraz, kiedy obwieszczacie zakaz zgromadzeń pod płaszczykiem troski o zdrowie narodu, wrócą do was ze zdwojoną siłą. Jestem o tym przekonana, a teraz chcę żyć według własnych zasad, bo to ja biorę na klatę ciężar dokonanych decyzji. Nie wy.

Tekst: Luiza

Author:

Lubimy kawę. I to w każdej postaci. Także tej wirtualnej.

Mamy też marzenie, aby nasze zmysłowe opowiadania erotyczne przeniosły się na papierowe kartki i mobilne urządzenia.

Chcemy pisać. Dla Ciebie i dla innych. Możemy połączyć siły. Jeżeli najdzie Cię ochota, to zaprosisz nas kawę. A my odwdzięczymy się nowymi wpisami, a w przyszłości - piękną książką. Ba! Książkami!

Więcej informacji: https://swingwithme.pl/zapros-nas-na-kawe

Nasz profil na Ko-fi: https://ko-fi.com/swingwithme