COBRA LIBRE II – RECENZJA

„Chcesz zobaczyć mojego węża?” Serio, kiedyś usłyszałam taką zachętę w swingerskim klubie. Chociaż z posiadaczem tego niepowtarzalnego sprzętu do niczego nie doszło, to miałam okazję zobaczyć jego węża w trakcie polowania. I bardziej przypominał on padalca aniżeli żararakę. Bo ani to był wąż, ani tym bardziej drapieżnik.

Na szczęście węża mojego męża promować nie muszę, bowiem on promocji nie potrzebuje. Dobry „produkt” przecież sam się obroni, a później marketing szeptany i system rekomendacji robi swoje. Ha, nie ma to jak wrodzona skromność oraz nieśmiałość 🙂 Natomiast, lubię Erykowi wyszukiwać nowe zabawki. On sam raczej typem poszukiwacza nie jest, ale jak sprawię mu jakiś upominek, to testuje go z chęcią.

A na Cobrę Librę II czaiłam się długo, sama niczym łowca za upragnioną zdobyczą. Od jakiegoś czasu mamy również bardzo fajną współpracę z Fun Factory i tak Cobra trafiła w nasze ręce. Tradycyjnie, ja zrobię techniczny wstęp, a Eryk podzieli się swoimi wrażeniami.

To, co urzeka…

… to wygląd. Cobra Libre II prezentuje się naprawdę nowocześnie. Choć kształtem, z założenia, ma przypominać łeb kobry, to nasze pierwsze skojarzenie – designerska wyścigówka, dzięki której osiągnie się turbo doładowanie do orgazmu. Trzy przyciski do sterowania, pozwalające na wybór albo jednostajnej wibracji aż w sześciostopniowej skali albo wibracji zróżnicowanej, również w sześciu wariantach. Zatem możliwości do szaleństw jest sporo. Cobra jest wyposażona w dwa, doprawdy mocne silniczki, dzięki czemu wibracje nie są w stylu pitu-pitu, ale potrafią wystrzelić w kosmos. Należy podkreślić, iż Cobra nie jest masturbatorem do stymulacji całego penisa, ale jego najwrażliwszej części –żołędzi. Wbrew pozorom, to wiele ułatwia, gdyż tę zabawkę można używać, nie tylko w pełnej męskiej gotowości, ale także gdy tę gotowość chce się dopiero osiągnąć. Czy to ma znaczenie? Ależ oczywiście, gdyż wówczas moment osiągania przyjemności trwa dłużej, a po co skracać to, co jest przyjemne?

Cobra także świetnie odnajduje się w wodzie, choć w naturze nie jest to jej naturalne środowisko bytowania (i tu idealnie w tle pasowałby głos Krystyny Czubówny). Chociaż nie, Krysia i masturbacja raczej ze sobą nie współgrają. Natomiast, wodoodporność Cobry zdecydowanie jest na plus, zwłaszcza podczas relaksującej kąpieli po długim dniu. Na plus jest również możliwość zablokowania urządzenia na czas podróży, co pozwala uniknąć wielu wścibskich spojrzeń, ale trzeba przyznać, że miny współpasażerów potrafią być bezcenne. Wiemy, bo sprawdziliśmy to na sobie. A teraz oddaję głos Erykowi. Niech on opowie czy Cobra pochłonęła jego męski skarb czy raczej delikatnie popieściła.

Zabawa na dłużej

Muszę przyznać, że Cobra mnie zaskoczyła. Po pierwsze – że to gadżet przeznaczony do pieszczenia wyłącznie główki penisa. Mając na uwadze różne przygody z wcześniejszymi zabawkami, czasami odczuwam obawę zanim Luiza włączy przycisk uruchomiający silniczki. Ale teraz te odczucia były naprawdę miłe. Ważna rzecz – nawilżenie. Ono zdecydowanie polepsza jakość wrażeń. I druga istotna kwestia – koliste ruchy, gdyż wówczas wibracje przyjemnie rozchodzą się po penisie. Trzymając Cobrę w jednej pozycji, miałem poczucie „przebodźcowania” swego członka. Wyczuwalne to było dla mnie w formie lekkiego odrętwienia, a wręcz znieczulenia całego penisa. Interesującym jest, że gdy później Luiza pieściła mnie oralnie, rozkosz była mocno przytłumiona. Dlatego polecam wypróbować kilka wariantów zabaw tym urządzeniem. Natomiast, igraszki z Cobrą poprzedzające seks, sprawiły iż wzwód penisa nastąpił błyskawicznie zaś stosunek przez lekkie odrętwianie był dłuższy, a zarazem przyjemniejszy.

Komu rekomenduję Cobrę? Parom do gry wstępnej, bowiem faktycznie wzwód był niemal natychmiastowy po włączeniu wibracji, jak również panom borykającymi się z trudnościami z erekcją, tudzież długością trwania zbliżenia. Z pewnością Cobra sprawdziłaby się jako taki „starterek” podczas seksualnych uniesień w większym gronie, ale to sprawdzimy niedługo. Czy mnie doprowadziła do orgazmu? Nie. Ale to dlatego, że kwiat Luizy zdecydowanie wygrał z wibracjami. Poza tym, pieszczoty Cobrą wymagają czasu, nad którego deficytem niejeden się uskarża.

Podsumowując, warto mieć Cobrę w swej kolekcji, gdyż dostarcza ona uniesień odmiennych niż dotychczas przeze mnie poznane. Poza tym, ciekawie wygląda i nieźle prezentuje się na sypialnianej szafce. Jakby jeszcze miała opcję budzika z alarmem o brzmieniu pojękującej kobiety, to byłby to gadżet kompletnie niepowtarzalny.

Cobra Libre II dostępna jest w dwóch wariantach kolorystycznych: czarnym oraz czerwono-czarnym.

Ważne!

I jeszcze jedno – jak zrobicie zakupy powyżej 500 zł i w rubryce Uwagi wpiszecie kod SWM500 to dostaniecie w prezencie żel nawilżający Toyfluid. Idealny do zabaw z Cobrą i nie tylko 😉

Tekst: Luiza i Eryk

PRZECZYTAJ: https://swingwithme.pl/manta-fun-factory-recenzja/

Lubisz to, co robimy? Niech inni też się o nas dowiedzą :)
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Author:

Lubimy kawę. I to w każdej postaci. Także tej wirtualnej.

Mamy też marzenie, aby nasze zmysłowe opowiadania erotyczne przeniosły się na papierowe kartki i mobilne urządzenia.

Chcemy pisać. Dla Ciebie i dla innych. Możemy połączyć siły. Jeżeli najdzie Cię ochota, to zaprosisz nas kawę. A my odwdzięczymy się nowymi wpisami, a w przyszłości - piękną książką. Ba! Książkami!

Więcej informacji: https://swingwithme.pl/zapros-nas-na-kawe

Nasz profil na Ko-fi: https://ko-fi.com/swingwithme