CZY MOŻNA ŻYĆ BEZ SWINGU?

Można, a nawet trzeba. Zwłaszcza teraz. Ale to co się dzieje obecnie, czyli zamknięte kluby, brak apartamentówek czy spotkań zapoznawczych, dla niektórych relacji może okazać się sytuacją dość trudną, także dla ich trwałości, czy nawet przetrwania.

Przede wszystkim MY

Od samego początku naszej przygody ze swingiem mieliśmy z Erykiem ustalone, że choćby nie wiadomo jak wspaniałe orgie nas czekały – chcemy być dla siebie najważniejsi. Swing traktowaliśmy i nadal traktujemy jako piękny i pikantny dodatek do naszego życia małżeńskiego. On nigdy nie stanowił kwintesencji związku, lecz był jego urozmaiceniem. Za każdym razem czuliśmy przyjemne dreszcze podniecenia, kiedy w planach mieliśmy wybranie się do klubu czy zorganizowanie spotkania. I te dreszcze mamy do tej pory, choć na ich ponowne pojawienie się z pewnością będziemy musieli jeszcze trochę poczekać. Zatem czekamy z niecierpliwością…

W sypialni szepczemy sobie o fantazjach, jakie będziemy chcieli spełnić po powrocie do „normalności”. Nakręcamy się wizjami nas dzielącymi się sobą z innymi. Z szuflad wyjmujemy gadżety erotyczne, by dodać do zabaw jeszcze więcej śmiechu i luzu.

Obydwoje mamy możliwość wykonywania większości swoich obowiązków zdalnie, więc w ciągu dnia każde z nas pracuje na swoim komputerze. Jesteśmy obok, choć jednak osobno, ale wieczory staramy się mieć dla siebie. Bez komputerów, telefonów, myśli pędzących do niepewnej przyszłości.

Swing to nie wszystko

Czy brakuje nam swingu? No pewnie, że tak, choć wbrew pozorom nasza swingerska aktywność nie była na mega intensywnym poziomie. Nie spędzaliśmy każdego weekendu w klubach (bo niestety w naszym mieście klubu nie ma) ani też na hotelowych spotkaniach. Jak była okazja do szaleństwa, to dawaliśmy się ponieść, ale bez umysłowej spinki, że skoro zbliża się sobota, to koniecznie musimy gdzieś wyjść czy coś zrobić. I dzięki temu udawało nam się zachować zdrową równowagę, która w obecnej sytuacji pozwala nam funkcjonować, jako owszem kłócąca się o pierdoły, ale kochająca para.

Ale jest dużo związków, w których swing był na pierwszym miejscu, a weekendy spędzane tylko we dwoje były rzadkością. Wiele z nich rozpadło się już wcześniej, bo zazwyczaj prędzej czy później, dla jednej ze stron, narzucone tempo spotkań było zbyt szybkie. W efekcie, gdy jedno pragnęło więcej, drugie chciało mniej i zaczęli się oddalać od siebie niczym dwa przeciwstawne bieguny.

Dlatego to, co się dzieje teraz na świecie, jest jednocześnie cholernie trudnym testem dla par. Bo niby jest to możliwość częstszego spędzania ze sobą czasu, która buduje i cementuje, ale też zamknięcie w czterech ścianach potęguje zarówno strach, jak i pragnienia, których teraz nie można spełnić. I co wtedy?

Przerwa też się przyda

Do wszystkiego potrzebny jest dystans. Do swingu również. Taka przerwa od spotkań też się przyda, by docenić chwile pełne uniesień. Zarówno te, które już były, jak i te, które dopiero nadejdą. Oraz to co najważniejsze – codzienną bliskość, pokazywaną sobie nawet w drobnych gestach,

Trzymamy kciuki za naszych znajomych prowadzących lokale, jak i w nich pracujących. Mamy nadzieję, że wszyscy przetrwają ów nietypową próbę czasu. Zapewne, gdy wszystko wróci do normy, drzwi do lokali nie będą się zamykały, a stęsknieni klubowicze będą bawić się tłumnie i dziko. Ale póki co – wszyscy musimy zachować wstrzemięźliwość swingerską, by potem szaleć zdrowo i bezpiecznie.

Tekst: Luiza

Fot.: Andrea Altini/Pixabay

PRZECZYTAJ: https://swingwithme.pl/przerwa-od-swingu/

Author:

Lubimy kawę. I to w każdej postaci. Także tej wirtualnej.

Mamy też marzenie, aby nasze zmysłowe opowiadania erotyczne przeniosły się na papierowe kartki i mobilne urządzenia.

Chcemy pisać. Dla Ciebie i dla innych. Możemy połączyć siły. Jeżeli najdzie Cię ochota, to zaprosisz nas kawę. A my odwdzięczymy się nowymi wpisami, a w przyszłości - piękną książką. Ba! Książkami!

Więcej informacji: https://swingwithme.pl/zapros-nas-na-kawe

Nasz profil na Ko-fi: https://ko-fi.com/swingwithme