IBIZA – WYSPA SPEŁNIONYCH MARZEŃ

Nie znamy innej tak otwartej wyspy jak Ibiza. To jest jedyne miejsce, do którego postanowiliśmy powrócić, bo zazwyczaj uwielbiamy poznawać nowe destynacje. Ale klimat tej hiszpańskiej wyspy sprawił, że poczuliśmy zdecydowaną chęć powrotu.

To na Ibizie po raz pierwszy Eryk otworzył się na odważniejszy flirt, a ja posmakowałam pocałunku z kobietą. Tutaj niczego się nie planuje, bowiem magia wyspy polega na tym, że trzeba dać się ponieść. Zdecydowanie brak planu to najlepszy plan. My na każdą imprezę szliśmy bez ekipy, a wracaliśmy z ekipą, poznając ludzi z całego świata.

Nasza „inicjacja” z Ibizą nastąpiła pięć lat temu. Pamiętamy, jak jeden chłopak zapytał się nas czy to nasz pierwszy raz tutaj, odpowiedzieliśmy, że tak. Na pewno wrócicie – powiedział, mijając nas na ulicy. Miał skubany rację.

LOKALIZACJE

Sant Antoni

Wówczas zatrzymaliśmy się w Sant Antoni z bardzo prostego powodu… noclegi tam są znacznie tańsze  niż w stolicy wyspy. Z tejże przyczyny, miejscowość jest okupowana przez nastoletnich Brytyjczyków, którzy bądźmy szczerzy – ani nie należą do zbyt urokliwych, ani tym bardziej kulturalnych. Zwłaszcza na wakacjach. U nich w kraju, większość rzeczy jest zakazana do 21 roku życia, zatem wyjeżdżają gdzie się da, aby odreagować restrykcyjne ograniczenia. Efekt? Darcie japy, gdzie się da i zostawianie za sobą syfu i zarzyganych chodników. Tak było też na Krecie i Korfu, więc jesteśmy przekonani, że dzieje się tak wszędzie, gdzie oni się pojawiają.

Natomiast miejscowość jest typowo wakacyjną lokalizacją z rozbudowaną bazą hotelową i ładną mariną. Wieczorami życie przede wszystkim toczy się na imprezowej ulicy zwanej West End, gdzie lokal jest obok lokalu, a alkohol leje się hektolitrami. Oczywiście przed wejściem każdego z nich stoi „naganiacz”, który zawsze daje ci very special offer for you my friend, w postaci darmowych drinków, jak zamówisz później te nie darmowe. Na początku jeszcze przeliczasz „na polskie” czy się kalkuje. Potem kalkulator automatycznie sam się wyłącza, protestując z nadmiaru procentów.

 

West End za dnia

Promenada w Sant Antoni

Evissa

Podczas tegorocznego urlopu postanowiliśmy zatrzymać się w Evissie – stolicy wyspy. Znacznie droższej, ale również mniej opanowanej przez brytyjskich nastolatków. Hotel mieliśmy przy Platja de ses Fiqueretes – dla nas miejscówka idealna, bo byliśmy pomiędzy Starym Miastem, a imprezownią na Platja d`en Bossa. A, że lubimy chodzić, to dla nas odległość 2 kilometrów do klubu nie stanowiła żadnej trudności. Zresztą, nawet jak rano postanowiliśmy, że dziś nie będziemy tyle tuptać, to i tak średnio wychodziło nam 20 kilometrów dzień w dzień. No cóż, tak po prostu mamy.

Platja de ses Fiqueretes

Nasz hotel był tuż przy plaży, więc wystarczyło wziąć tylko ręcznik i heja banana nad wodę. Wreszcie można było uwolnić cycki opalając się topless i jednocześnie cieszyć oko biustami innych babeczek. Doprawdy, czemu u nas tak nie może być? Nagość powinna być czymś naturalnym, a nie określana mianem zła wcielonego. Przecież każda kobieta ma piersi i cipkę, a facet penisa. Tutaj nie ma żadnych nowości w wyposażeniu, dlaczego wciąż zatem budzi to tak skrajne emocje? Bezsensu.

Starówka

Starówka w Evissie kryje w sobie wiele uroczych zakamarków. Najsłynniejszym zabytkiem jest Catedral de Nuestra Señora de las Nieves otoczona przez dawne mury fortyfikacji. Warto wejść na górę wzniesienia, bo widok stamtąd się rozciągający wynagrodzi wszelki trud. Gwarantujemy Wam to.

Catedral de Nuestra Señora de las Nieves

Widok z murów

Obydwoje uwielbiamy wąskie uliczki i sprawdzanie dokąd zaprowadzi nas kolejny zakręt. Sprawia nam to ogromną frajdę i zdecydowanie tutaj jest gdzie się przyjemnie zgubić.

Starówka

Ale i tak prędzej czy później dochodzi się do mariny, gdzie można zobaczyć jachty za gruuuuuuube miliony. Zdecydowanie marina w Evissie służy do lansu. Nawet w tym zakresie, rozmiar ma znaczenie. Im jacht większy, tym droższy, a przynajmniej sprawia takie wrażenie. Jest na czym oko zawiesić, chociaż ich widok wywołuje dwa odmienne uczucia: albo wizualizujesz sobie, że kiedyś też będziesz taki bogaty, albo odchodzisz ze wzrokiem wtopionym w chodnik z nastawieniem, że nigdy nie będzie cię na to stać. Chociaż my wybraliśmy jeszcze trzecią opcję – popatrzeliśmy, wymieniliśmy spostrzeżenia i poszliśmy dalej na sangrię.

Marina w Evissie

Platja d`en Bossa

To główna „imprezowania” Evissy. Tutaj znajduje się Ushuaia, Hi Ibiza oraz puby z niewielkimi parkietami, jak Murphy`s czy Top 21. Na każdym kroku napotkacie też naganiaczy – zachęcaczy, którzy będą cię mamić darmowymi drinkami. Ale to właśnie na Platja d`en Bossa dzieje się najwięcej. Muzyka, hałas, tłum i co trzeba podkreślić – dealerzy. Niestety, Ibiza słynnie z ilości sprzedawanych narkotyków, które są na wyciągnięcie ręki. Wystarczy stanąć na chwilę, by sekundę później ktoś przeszedł obok ciebie i niby w biegu zapytał się czy czegoś nie potrzebujesz. Z Erykiem stronimy od tego typu używek, więc niestety nie będziemy źródłem informacji w zakresie cen i asortymentu.

Platja d`en Bossa

 

Platja des Cavallet

To najsłynniejsza plaża dla nudystów na Ibizie. Dojechać na nią można autobusem numer 11, mijając po drodze miejsca wydobycia soli. Otoczona wydmami i zielenią, daje poczucie prywatności. Jest bardzo popularna wśród gejów, choć można też na niej spotkać pary. Mamy bardzo miłe wspomnienie związane z tym miejscem podczas naszego pierwszego pobytu na Ibizie. Wówczas trafiliśmy na swingerskie środowisko, które jawne bawiło się wymiennie na kocach i leżakach. Ach, cóż to był za widok… My dopiero raczkowaliśmy w swingu i jakoś wtedy zabrakło nam odwagi by dołączyć do zabawy. Dziś zapewne wydarzenia nabrałyby zupełnie innego biegu…

Platja des Cavallet

Warto odwiedzić to miejsce, choć musimy przyznać, że teraz plaża była znaczniej brudniejsza niż ją zapamiętaliśmy. Przykry to widok, kiedy w morzu widać unoszący się plastik. Na szczęście plażowicze sami wzięli sprawy w swoje ręce i wychodząc z wody wracali z niepożądanymi śmieciami, wyrzucając je do kosza. Postawa naprawdę godna pochwały i naśladowania. Oby więcej takich zachowań!

Formentera

Na południe od Ibizy leży niewielka wyspa Formentera, słynąca z pięknych plaż i wybrzeży idealnych do nurkowania. Można na nią dopłynąć jednym z wielu statków wycieczkowych i my też skorzystaliśmy z tej opcji, chcąc zafundować sobie dzień w słońcu skąpany z drineczkiem w ręku.

Platja des Illetes

Trzeba przyznać – Platja des Illetes naprawdę robiła wrażenie. Lazurowy kolor wody, piaszczyste i szerokie plaże, jachty zacumowane w oddali – bajka! Natomiast plaża Es Pujols niczym się nie wyróżniała i trochę żałowaliśmy, że nie zostaliśmy dłużej na pierwszej plażowej destynacji. Zwłaszcza, że tabliczka z rozkładem jazdy różniła się od tej na ulotce i uciekł nam ostatni autobus odjeżdżający stamtąd. Więc, żeby zdążyć na powrotny prom musieliśmy wziąć taksówkę. Na szczęście jechały z nami dwie Amerykanki, dzięki czemu udało nawiązać się fajną znajomość 😉

My nazwaliśmy tę wyspę ForMONEYtera, gdyż było na niej cholernie drogo. Zarówno ceny komunikacji, jak i w restauracjach wprawiały w osłupienie. Ibiza przy tej mekce bogaczy to pikuś.

KLUBY

Prawda jest jedna – takich imprez jak na Ibizie, nie ma nigdzie indziej. To europejska stolica melanżu. Ibiza opiera się na klubach, a że na wyspie jest ich sporo, to konkurują one ze sobą na wiele różnorodnych sposobów, aby przyciągnąć do siebie gości. I chwała im za to!

Mała rada na początek. Zanim kupicie bilety na dane wydarzenie w jakimś punkcie sprzedaży, a jest ich pełno (praktycznie na każdej ulicy znajdzie się przynajmniej jeden), sprawdźcie cenę w internecie. Nawet jeśli cena nie będzie się różniła od ceny w stacjonarnych punktach sprzedaży, to zapewne będziecie mieli możliwość zakupu jakiegoś pakietu alkoholu bądź napojów w kwocie niższej w lokalu. A wierzcie nam, chociażbyście się zarzekali, że nic w klubie nie kupicie, to już po godzinie skakania będzie chciało Wam się pić. Zaś ceny w lokalu są bardzo rześkie. Dla przykładu butelka wody niegazowanej w Hi Ibiza kosztuje… 12 euro. Nie dziwi zatem widok osób robiących sobie „biforek” przed wejściem do lokalu. Jak się okazuje, to wcale nie tylko polski zwyczaj.

Chociaż kluby są rozsiane po całej wyspie, to przemieszczanie się między nimi nie jest trudne, gdyż kursują Discobusy. Bilet kosztuje 4 euro. Warto jednak zrobić sobie zdjęcie rozkładu jazdy, by później nie utknąć gdzieś po środku niczego.

Przystanek Discobus

Ushuaia

Absolutny top of the top klub w naszym rankingu. Tak naprawdę, gdy tylko przekroczyliśmy bramkę dzielącą nas od ów magicznego świata elektronicznych brzmień, wiedzieliśmy, że to jest to, czego poszukujemy. Otwarta przestrzeń, baseny, seksowne tancerki, samoloty przelatujące nad sceną. Istne szaleństwo!

Pięć lat temu bawiliśmy się na koncercie Armina van Buueren`a, a tym razem postawiliśmy na Davida Guetta. Koncert był zacny, ale najfajniejsi byli ludzie wokół nas. I tu kolejna wskazówka – jeżeli towarzystwo, przy którym stanęliście nie łapie Waszego klimatu, to wystarczy przenieść się kilka metrów dalej i z pewnością odnajdziecie ludzi nadających na tych samych częstotliwościach. My tak zrobiliśmy i mieliśmy genialny wieczór z Holenderkami, Niemcami, Brytyjczykami i… Azjatami z Paryża.

 

Ciężko Ushuaię nazwać lokalem, gdyż jest to scena umieszczona między budynkami hotelowymi, zaś to od Was będzie zależało czy będziecie chcieli stać przed estradą, gdzieś z boku, na tarasie, a może w basenie. Pomimo ogromnej ilości ludzi przybywających na występ, nie będziecie czuli się przytłoczeni tłumem, lecz z pewnością gdy nadejdzie kulminacyjny moment koncertu, dacie się ponieść wszechogarniającej euforii.

Hi Ibiza

Zaś, gdy skończycie imprezę w Ushuai, to wystarczy, że przejdziecie ulicę obok i ustawicie się w kolejkę do Hi Ibiza. Wszystko tu jest bardzo sprytnie przemyślane. Impreza w Ushuai kończy się o północy i krótko przed północą otwierają się bramki Hi Ibiza. Domyślamy się, że zapewne właścicielami obu klubów jest jeden team, który doskonale wymyślił to strategicznie. Kasa bez wątpienia płynie do niego strumieniami. Niegdyś klub Hi Ibiza miał nazwę Space i należał do czołówki światowych klubów. Jak będzie z Hi Ibiza? Prawdopodobnie tak samo.

Zanim wejdziecie do lokalu, przygotujcie się, że będziecie bardzo rzetelni sprawdzani. Nawet zawartość Waszego portfela będzie skwapliwie weryfikowana. Wszystko po to, aby uniknąć wniesienia substancji zakazanych, których na wyspie nie brakuje, ale o tym później.

W środku Hi Ibiza kryje się… mrok. A tak na poważnie – ściany pomalowane są na czarny, matowy kolor, co przypomina trochę takie creepy klimaty. Są dwie sale do tańczenia. Główna – Theater oraz mniejsza – Club. Natomiast, gdybyście się zmęczyli, to możecie wyjść do Secret Garden oraz Magic Garden, gdzie znajdziecie miejsce do odpoczynku, o ile nie będzie Wam przeszkadzał dym papierosowy.

Ogólnie Hi Ibiza nam się spodobał, choć byliśmy przekonani, że w środku znajduje się znacznie więcej przestrzeni do skakania z nóżki na nóżkę. Tymczasem wraz z napływem ludzi, przestrzeń ta kurczyła się w tempie błyskawicznym, a my jednak wolimy więcej swobody wokół siebie.

Bora Bora

Na Playa de`n Bossa znajdziecie również miejsce zwane Bora Bora. Przez pewien czas ono również było zamknięte, ale się odrodziło. Niestety, to nie jest to samo świetne miejsce, jakie zapamiętaliśmy. Niegdyś, tętniło życiem, a impreza odbywała się zarówno w środku, jak i na plaży. Ludzi było pełno, bowiem wstęp był darmowy. Teraz też wejście jest bezpłatne, ale ściany przemalowano na ciemne barwy i jakoś dziwnie odseparowali część wewnętrzną od zewnętrznej. Efekt? Jak my byliśmy, to chociaż muza była całkiem, całkiem, to parkiet świecił pustkami. A szkoda.

Amnesia

„Espuma Foam Party” w Amnesii – to była jedna z najlepszych imprez, jaką przeżyliśmy na Ibizie. Muzyka w naszym klimacie oraz występ M3 Show składający się z gry skrzypka, gitarzysty i saksofonisty, który sprawił, że poczuliśmy mrowienie w każdym zakamarku ciała. A na sam koniec – piana party. Ale nie jakieś tam pitu-pitu, ale konkretna ilość piany wylewana na ludzi. Pianę mieliśmy dosłownie wszędzie. WSZĘDZIE! Lecz, by ludzie nie wsiadali mokrzy do autobusu, tudzież nie szli kilometrów w wilgotnych koszulkach też sprytnie wymyślono pewną rzecz. Otóż za jedynie 5 euro można było kupić ręcznik. Oczywiście z logo klubu.

Amnesia jest jednym z najstarszych lokali na Ibizie. Jej długoletnia historia przyciąga zarówno ludzi młodych, jak i tych bardziej dojrzałych wiekiem. Wewnątrz jest dość spory parkiet, co prawda brakuje dookoła niego miejsc do siedzenia, ale za to jest spora przestrzeń do odpoczynku na świeżym powietrzu. Z kolei żeby mieć miejscówkę na balkonie, to trzeba kupić bilet VIP.

Pacha

Cóż by tu napisać o tymże lokalu? Mamy do niego bardzo mieszane uczucia. Bo niby grana w nim muzyka pasowała nam, wystrój również przykuwał uwagę, ale… To nie do końca były nasze klimaty. Zresztą podobne odczucia mieliśmy podczas poprzedniej wizyty, ale chcieliśmy sprawdzić czy nasze postrzeganie zmieniło się na przestrzeni lat. Jedyne co się zmieniło, to dostępność. Wiadomo, ceny różnią się w zależności od wydarzenia, ale niegdyś Pacha należała do jednych z najdroższych klubów. Wraz ze spadkiem ceny, zmienił się także dress code w jakim ludzie są wpuszczani do lokalu. Dawniej trzeba była być eleganckim, dziś może wejść każdy.

Pacha umiejscowiona jest niedaleko mariny. W związku z tym jest także miejscem spotkań dla bogatych posiadaczy jachtów i nie tylko. Dlatego w klubie nie brakowało starszych panów w towarzystwie młodych dziewczyn. Czy to były ich partnerki, a może oni byli dla nich sugar daddy – nie nam to oceniać. Ale jedno było pewne – dużo kobiet pojawia się w Pachy dla układów sponsorowanych. Skąd to wiemy? Bo Eryk też dostał od dziewczyn kilka propozycji bliższej znajomości w zamian za określone korzyści. Nas jednak takie układy i układziki nie kręcą. Poza tym, to co jeszcze niekoniecznie podobało nam się w Pachy to ogromny ścisk. Praktycznie nie było miejsca przy parkiecie, aby swobodnie chociaż ruszać rękami, a my lubimy szaleć w tańcu.

 

Liberty Club

Swingerski klub na Ibizie, któremu poświęciliśmy osobny wpis – PRZECZYTAJ.

Boat Party

Jeżeli macie ochotę poszaleć na morzu, to skuście się na jedną z wielu ofert Boat Party. Oczywiście, jeśli nie cierpicie na chorobę morską, bo buja jak diabli. Co sprzyja integracji. Bardzo bliskiej integracji. Taka impreza trwa od trzech do czterech godzin, zaś po przycumowaniu macie ochotę całować ziemię. Serio. Ale nie ma nic lepszego niż muzyka grana na świeżym powietrza, zwłaszcza przy zachodzie słońca. To jest coś, co trzeba koniecznie przeżyć!

Boat Party

KIEDY JECHAĆ?

Oczywiście pełnia sezonu przypada na lipiec i sierpień, ale wtedy jest baaaaardzo dużo ludzi. Z drugiej strony chyba właśnie po to się jedzie na Ibizę, aby było tłoczno i głośno. My jednak z Erykiem wolimy stan „pomiędzy”, dlatego drugi raz wybraliśmy termin przełom czerwca i lipca. Wówczas jest najwięcej opening partys, zaś ilość imprezowiczów jest dla nas w sam raz. Chociaż jeden z kelnerów pracujących na Ibizie podpowiedział nam, że warto wyspę odwiedzić również we wrześniu, gdyż closing partys są jak on to ujął – „z jeszcze większym pierdolnięciem”. No cóż, musimy to sprawdzić.

PRZYGOTUJCIE PORTFEL

Ibiza jest jedną z najdroższych wysp w Europie, dlatego warto wcześniej zaplanować sobie wypad. Zwłaszcza, jeśli chodzi o nocleg. My rezerwowaliśmy hotel z ponad półrocznym wyprzedzeniem i dla przykładu – jego cena w styczniu wynosiła 5 000 złotych. W lipcu ta kwota urosła do niebagatelnych 20 000 złotych! Nie czekajcie z decyzją o rezerwacji noclegu, tylko zróbcie to jak najszybciej – to nasza wskazówka.

Bilety na imprezy zaczynają się od 20 euro, ich cena zależy od występujących dj`ów. W Ushuai wstęp na Armina van Buurena czy Davida Guettę kosztuję 55-65 euro. I w tej cenie oprócz wejścia nie macie absolutnie nic. A wiadomo, jak człowiek potańczy, to chce mu się pić. Zaś ceny napojów/drinków są srogie, o czym wspominaliśmy wcześniej. O to przykład:

 

DLA KOGO JEST IBIZA?

Dla wszystkich tych, którzy lubią dobrą muzykę (przede wszystkim elektroniczną, choć nie brakuje też innych muzycznych klimatów jak hip-hop czy funky). Dla ludzi otwartych na innych ludzi, niezależnie od orientacji seksualnej czy oryginalnego stylu bycia i życia. Tu nie ma miejsca na dyskryminację, zatem jeżeli nie potrafisz tego zaakceptować, lepiej wybierz inny kierunek podróży.

CZY WRÓCIMY?

Myśleliśmy, że tegoroczny wypad, będzie naszym ostatnim. Tymczasem już teraz zastanawiamy się, kiedy znów zawitamy na Ibizie. Ta wyspa ma coś w sobie, że czujemy się na niej wolni i swobodni jak nigdzie indziej. Ludzie przyjeżdżają na nią po zabawę, po przygodę, po rozrywkę. Dzięki temu są radośni, uśmiechnięci i bardziej wyluzowani. Na Ibizę nie jedzie się po to, aby zwiedzać, lecz po to, aby w ciągu dnia się relaksować by mieć siły na nocne balety. To jest zupełnie inny wymiar wypoczynku. Fakt po takim wyjeździe przydałby się urlop po urlopie, ale to naładowanie pozytywną energią pozostaje w sercach i umyśle jeszcze przez długi czas.

Tekst: Luiza i Eryk

PRZECZYTAJ: https://swingwithme.pl/zrobcie-cos-dla-siebie/

Author:

Lubimy kawę. I to w każdej postaci. Także tej wirtualnej.

Mamy też marzenie, aby nasze zmysłowe opowiadania erotyczne przeniosły się na papierowe kartki i mobilne urządzenia.

Chcemy pisać. Dla Ciebie i dla innych. Możemy połączyć siły. Jeżeli najdzie Cię ochota, to zaprosisz nas kawę. A my odwdzięczymy się nowymi wpisami, a w przyszłości - piękną książką. Ba! Książkami!

Więcej informacji: https://swingwithme.pl/zapros-nas-na-kawe

Nasz profil na Ko-fi: https://ko-fi.com/swingwithme