IDA™ WAVE– RECENZJA

Dawno u nas nie było gadżetowych recenzji. Bo jakoś to nam się wszystko „przejadło”. Ale! Wibrator wibratorowi nie równy. Dlatego tak bardzo cenimy sobie nowinki od Lelo, bo co jak co – skubaniutcy wiedzą jak zaskoczyć. I robią to naprawdę dobrze.

I tak o to przed Wami unowocześniona wersja masażera Ida Wave. Zmienił się jej kształt, jak i sterowanie. Pilot został zastąpiony aplikacją, gdyż z duchem czasu iść potrzeba. Wszystko ma swoje plusy i minusy, lecz o nich za chwilę.

Ponoć Ida w pudełku prezentuje się niczym znak zapytania szukający odpowiedzi na rozkoszy poszukiwania. Mi z racji dawnych zamiłowań muzycznych skojarzył się z kluczem basowym w zapisie nutowym. Nie byłabym jednak sobą, gdyby w mojej głowie nie pojawiły się konotacje o abstrakcje zahaczające. I gdy wyciągnęłam swoją Idę w kolorze koralowym z opakowania, to pierwsze co mi przyszło na myśl – o jaka słodka, mała dżdżowniczka. Czemu? Nie pytajcie, tak miałam i już.

Och, jak miło

To, co uwielbiam w zabawkach od Lelo, to silikon z jakiego są wykonane. Jest tak przyjemny w dotyku, że aż chce się go miziać w rękach. Skutecznie zastąpiłby piłeczkę antystresową, a jak wiadomo – potrafi on odstresować o wiele bardziej niż miętolenie gniotka w dłoni. Jest to doznanie dotykowe na najwyższym poziomie. Zresztą trzeba przyznać, że „lelowskie” gadżety są po prostu ładne. Inaczej – one nie są tylko ładne. To opcja level premium, albo premium extra master. Albo używając klasyka tu jest jakby luksusowo. Ida spełnia wszystkie te wymogi.

Wyposażona jest w dwa silniczki, zaś końcówka wprowadzana do kobiecego wnętrza ma symulować masaż wykonany palcem. Ida Wave w trybie offline ma cztery programy wibracji do wyboru i…

Im prościej, tym…

… tylko jeden przycisk. Minimalizm w pełnej postaci. Przyciski on/off służy również do zmiany trybu. Koniec. Rozwiązanie to znajdzie zapewne swoich zwolenników, jak i przeciwników. Zaletą takiej nawigacji jest zniwelowanie ryzyka pomylenia guziczków, kiedy już się tuż, tuż szczytu i zamiast dodania plusika do intensywności, wciskamy inny tryb. Oj, jak to potrafi rozłościć… Wadą zaś będzie właśnie brak kontroli nad skalą dozowanych doznań. Z pewnością warto spróbować i samemu się przekonać, czy takie coś będzie dla was odpowiednie.

Pomimo ograniczonego do czterech wyboru wariantu, Ida Wave daje radę. Jej sposób wewnętrznej stymulacji jest zgoła odmienny od dotychczas przeze mnie próbowanych. Jest to wrażenie, z którym trzeba się oswoić. Nie zapałałam do Idy miłością od pierwszego wejrzenia, jak to było chociażby z Soną czy Silą, ale do Idy uczucia się pojawiają się wraz z kolejnymi włożeniami. Niczym budowanie erotycznego napięcia.

Ida nie jest od szybkich orgazmów. Ona jest od celebracji chwili. Jednoczesne wibracje łechtaczki z okrężnymi ruchami w wilgotnej głębi podniecają, wywołują dreszcze, doprowadzają do krawędzi, by wreszcie przekroczyć granicę oczekiwania na przyjemność.

Solo czy w parze?

Ida jest tak zaprojektowana by oferować doznania także dla par, ale z góry wiedziałam, że u nas to się nie sprawdzi. My się w łóżku dużo śmiejemy, a takie zabawki tylko tę swoistą głupawkę potęgują. Zatem po kilku próbach połączenia się penetracyjnie i wibracyjnie z Idą, darowaliśmy sobie ów eksperyment. Natomiast Wy próbujcie, bowiem może w Waszym przypadku to będzie strzał w dziesiątkę.

Ida proponowana jest również parom z racji możliwości zdalnego sterowania za pomocą aplikacji Lelo. I o aplikacji słów kilka. By połączyć się z urządzeniem należy mieć włączoną w telefonie funkcję Blueotooh i pozwolić aplikacji na korzystanie z lokalizacji. Wszak jakoś te zdobycze technologiczne odnaleźć się muszą, choć osoby ceniące prywatność raczej przed taką konfiguracją będą się wzbraniać.

Natomiast, tak jak w trybie offline, Ida oferowała jedynie cztery tryby, tak w aplikacji tych trybów jest aż dziesięć. Świetnie, że jest możliwość zmiany automatycznie zaprogramowanych modułów na bardziej nam pasujące – to jest naprawdę fajnie przemyślane. Zaś sama aplikacja, no cóż, aż tak intuicyjna nie jest. Przede wszystkim jest wyłącznie w języku angielskim, i wymaga sporo wnikliwości, by się rozeznać, co, gdzie i jak. Zdecydowanie jest to opcja dla par, które leżąc w tym samym łóżku, bądź pragnąc pokonać dzielącą ich odległość, chcą zrobić coś erotycznie nietypowego. Do zabaw solo – nie polecam. Potrząsanie czy przekręcenie telefonem w czasie zabaw ma bardziej charakter rozpraszająco – irytujący niż budzący pożądanie.

Na koniec

Podsumowując, Ida to ciekawa propozycja dla ludzi szukających czegoś odmiennego w sferze erotycznych gadżetów. Jest nieoczywista, przez co można ją odkrywać na wiele sposobów. Pozwala delikatnie stymulować punkty, zazwyczaj pomijane podczas pieszczot, dzięki czemu możemy jeszcze mocniej poznać własne preferencje.

Czy warto sięgnąć po Idę Wave ? Tak.

Czy oferuje ona coś niepowtarzalnego? Tak.

Czy daje szybkie zaspokojenie? Nie.

Czy pozwala na urozmaicenie zabaw z partnerem/partnerką? Tak.

My zrobiliśmy maly bilans. Reszta należy do Was.

Ida Wave jest dostępna w kolorze czarnym oraz koralowym.

Tekst: Luiza

Fot.: Swing With Me

#reklama #współpracareklamowa

PRZECZYTAJ: https://swingwithme.pl/sona-2-cruise-recenzja/

___

Jeżeli masz ochotę wspierać nas w tym, co robimy – to możesz zrobić to tutaj:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Dziękujemy!

Niech inni też się o nas dowiedzą :)