Wyobraź sobie, że chcesz zdradzić. Świadomie, bez wyrzutów sumienia i bez zbędnego wysiłku. Spotkanie dwojga ludzi na seks bez zobowiązań. Oczywisty układ, w którym każda ze stron dostaje seksualne spełnienie. Jednak czy to na pewno jest bezpieczna gra?

„Klub niewiernych” – to kolejna książka, którą chciałabym Wam przedstawić. W skrócie: w sieci istnieje strona zwana Klubem Niewiernych, gdzie ludzie poznając się wpierw wirtualnie, przenoszą później znajomości do rzeczywistych sypialni. Coś w stylu swingerskiego Zbiornika, tylko że w Klubie niezaspokojeni kochankowie umawiają się na pozamałżeńską zdradę. Początkowy opis Klubu przypominał mi dawne czaty internetowe, kiedy jeszcze w ogóle internet był dobrem luksusowym. Nicki w stylu słodkadziurka czy czarna88 (choć na portalach swingerskich nicki często są dużo bardziej wymowne). Brakowało tylko dźwięku łączenia się z modem w tle. Ale…

Całkiem całkiem

… nie będę zaprzeczać, że ta książka wciągnęła mnie. Nastawiłam się, iż będzie to kolejna tandetna pozycja, która w kontrowersyjnej tematyce dojrzała szansę na popularność. A sami nie zaprzeczycie, że ostatnio jest wysyp kiepskich erotyków – z kiczowatą fabułą i jeszcze słabszym warsztatem pisarskim (chociażby 365 dni Blanki Lipińskiej). Tymczasem „Klub niewiernych” okazał się być całkiem zgrabnym… kryminałem.

Książka ma kliku bohaterów: małżeństwo Piotra i Justyny, w którym to Piotr jest tym nie potrafiącym odmówić sobie skoku w bok, Dawid – warszawski korpoludek, nieszczęśliwie zakochany, Dominika – mająca obsesję na punkcie kochanka, który ją odtrącił, Beata – przeciętna bibliotekarka z jeszcze bardziej przeciętnym życiem bez jakichkolwiek uniesień, Mateusz – informatyk, który dla miłości mógłby zrobić wszystko, Urszula – starsza kobieta, zarażająca wszystkich pesymizmem i uszczypliwością. Losy wszystkich są ze sobą ściśle powiązane, ale czy nierozwiązalnie?

„Klub niewiernych” czyta się szybko. Wartka akcja, zaskakujące motywy. Choć czasami jej autorzy: Daniel Koziarski i Agnieszka Lingas-Łoniewska polecieli z wyobraźnią niczym Quentin Tarantino w „Kill Bill`u”. Momentami zdarzyło im się popełnić zjawisko zwane przerostem formy nad treścią, ale w ogólnym rozrachunku książka i tak w literackim bilansie wychodzi na plus.

Daje do myślenia

Natomiast jej lektura poniekąd zmusiła mnie do poczynienia pewnych przemyśleń dotyczących kwestii bezpieczeństwa. Bądź co bądź, my z Erykiem również umawiamy się na kawki zapoznawcze, które często przenoszą się w seksualny wymiar. Też mieliśmy kilka randkowych wpadek. Raz trafialiśmy na świadków Jehowy, którzy usilnie chcieli nas nawracać. Innym razem – na psycho-fana, który zafascynowany prowadzonym przez nas blogiem, zadeklarował, że mógłby zrobić dla nas wszystko. Kiedyś jedna para szykowała na nas „ustawkę”, bo nie spodobał jej się jakiś wpis na naszej stronie. Intuicja podpowiedziała nam wtedy, żeby odmówić przyjścia, tylko intuicja czasem potrafi zawieść. I co wtedy?

Czy są jakieś sprawdzone sposoby, aby iść na takie spotkania bez obaw o własne bezpieczeństwo? W końcu nigdy nie wiadomo na kogo się trafi. Jak zweryfikować daną osobę? Wiadomo, sprawdzić opis, zdjęcia, porozmawiać telefonicznie, umówić się na randkę w neutralnym miejscu. Ale, co gdy zaiskrzy, a czujność zostanie uśpiona?

„Klub niewiernych” – to książka przynosząca dobrą rozrywkę. Z pewnością warto po nią sięgnąć, aby też się zastanowić nad niebezpieczeństwami jakie niesie ze sobą współczesne nawiązywanie znajomości.

Tekst: Luiza

Książkę w wydaniu papierowym w dobrej cenie kupisz tutaj: https://goo.gl/c7LNJx, zaś ebook tu: https://goo.gl/ynUkui.