MAM OCHOTĘ NIC NIE ROBIĆ

Czy pozwalacie sobie na nicnierobienie? Ja zdecydowanie pozwalam sobie na to za rzadko. Niby sama jestem panią własnego czasu, ale ciągle mam wrażenie, że ten czas należy do kogoś innego.

Słoneczny, letni dzień. Aż się prosi o spacer leśnymi ścieżkami albo o relaks na balkonie. I co? I dupa. Bo ja zamiast rozłożyć sobie leżaczek, poczytać w spokoju książkę bądź posłuchać muzyki, to ja wszędzie targam ze sobą notebooka. Bo to trzeba sprawdzić maile, odpowiedzieć na komentarze, powysyłać oferty, no i najważniejsze – być przygotowaną na nadejście weny, która potrafi się pojawić, by za chwilę skubana zniknąć. A jak znika, to zamiast relaksu, pojawiają się w perspektywie kolejne obowiązki. Osoby pracujące w domu wiedzą o co chodzi. A to pranie wstawić, a to zmywarkę opróżnić, pomiziać czworonoga za uchem. Jak komuś po chacie biegają jeszcze po chacie dzieciaki, to w ogóle baja bongo, o odpoczynku w ogóle można zapomnieć.

Ale tak zwyczajnie odpocząć?

Problem tkwi jednak w tym, że jak nawet pojawia się moment na relaks, to okazuje się, że… odpoczynek trudna rzecz. No bo jak tu nic nie robić? Tak po prostu skupić się na sobie? Dziwnie jakoś. Dopadają dziwne wyrzuty sumienia wynikające z poczucia straconego czasu, a raczej czasu mało efektywnego i niewymiernego. Bo jak tu zmierzyć poziom pozytywnego naładowania po przeczytaniu dobrej powieści czy po wspólnym wypadzie ze znajomymi do knajpy? Życie to nie Simsy, w których jasno widać, jakie wskaźniki wymagają uzupełnienia, a które uszczęśliwiają nas w pełni. Jedynie potrzeby fizjologiczne łatwo określić: głodna, zmęczona, nienasycona.

Coraz mocniej pracuję nad uszczęśliwianiem siebie, bo szczęśliwa ja to i mąż zadowolony, bo częściej mam ochotę na przytulanie i coś więcej. I przyjaciele doceniają chwile spędzane na śmiechach i rozmowach. I kwiaty nawet chętniej wówczas rozkwitają. Same plusy.

Miej wy***ane, a będzie ci dane

Wyzbywam się presji, że coś muszę na już, na teraz. Zauważam, że im większy dystans, tym lepiej wszystko samo się układa. Zbyt wiele nerwów straciłam na niewłaściwych ludzi bądź na sytuacje, na które nie miałam wpływu, bo nikt tak jak w kreskówkach nie chciał mnie wyposażyć w jakąś supermoc. Na przykład w umiejętność zatrzymywania czasu czy czytania w myślach. Ale czy to by było ułatwienie, a może przekleństwo?

Mam ochotę nic nie robić. Za sekundę wyłączam komputer z silnym postanowieniem nie włączania go ponownie. Wystawię ciało do słońca, zanurzę się w relaksujących dźwiękach i utonę we wciągających zdaniach książki, którą niebawem dla Was zrecenzuję. A do tego będę się nawadniać domową lemoniadą z sokiem cytryny, ogórkiem, miodem, imbirem, miętą oraz bazylią. Ach, jakie to życie potrafi być apetyczne. Nieprawdaż?

Tekst: Luiza Fot.: Artem Beliaikin/Unsplash

PRZECZYTAJ: https://swingwithme.pl/male-przyjemnosci/

Lubisz to, co robimy? Niech inni też się o nas dowiedzą :)
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •