„UWAGA, DOCHODZĘ!” – RECENZJA

Jeżeli szukacie czegoś lekkiego do poczytania. Czegoś bez wielkich ambicji literackich, za to czegoś co pozwala na chwilę wyłączyć myślenie, to mam dla Was pewną propozycję…

Niedawno, przeglądając książki w przypadkowo znalezionej nadmorskiej księgarni z tanimi propozycjami wydawniczymi natrafiłam na „Uwaga, dochodzę! W 80 orgazmów dookoła świata”. Przyznaję – jestem łatwą zdobyczą chwytliwych tytułów. Podobno nie ocenia się książki po okładce. Podobno. Ja oceniam. I po okładce, i po tytule. Już tak mam.

Henriette jest zadowolona ze swojego życia seksualnego. Zaakceptowała, że niełatwo jest jej osiągnąć orgazm podczas penetracji, za to potrafi czerpać satysfakcję z innych form zaspokajania. Niestety, jej kochankowie nie umieją zrozumieć, dlaczego nie udaje im się doprowadzić młodej Niemki do łóżkowych spazmów. Stawiają to sobie za punkt honoru. Gdy przegrywają w bitwie, odchodzą ze spuszczoną głową. I spuszczonymi spodniami.

„Działać jak maszyna. Obowiązek szczytowania. Żeby wszystko było idealnie i żeby mężczyzna mógł dowieść samemu, że potrafi.”

Czy wszyscy tak mają?

Pragnąc przekonać się, czy to jedynie z rodzimymi kochankami występują problemy z seksualnym zgraniem, Henriette postanawia wyruszyć w wyprawę po świecie, nazywając ją „Misja orgazm”. Jej celem jest wycieczka po kontynentach i nie odmawianie sobie przyjemności z poznanymi mężczyznami. Pragnie poznać ich sypialniane zachowania i zasmakować różnic kulturalnych w podejściu do erotycznych uniesień. Pozwala sobie również na zabawę z kobietą, przekonując się jak wiele satysfakcji potrafi ona ofiarować:

„Tej nocy miałam nie jeden, lecz pięć orgazmów. Nie żartuję! Do tej pory nie wiedziałam, że jestem do tego zdolna. Ciągle się całowałyśmy, lizałyśmy, głaskałyśmy i masowałyśmy. Prawdopodobnie cała plaża słyszała nasze krzyki rozkoszy.”

Ach, aż sama znów zapragnęłam kobiecego ciała. Wodzeniu palcem po niewieścich krągłościach, delikatnych pocałunkach i zanurzaniu się językiem w…

Dobra, wróćmy do książki, bo za chwilę napiszę opowiadanie z dwoma kobietami w roli głównej.

Absurdy świata

Choć wiele przygód Henriette kończyło się pozytywnie, to czasami zderzenie kulturowe było trudne do zrozumienia:

„Twój styl jest nader niestosowny. Odsłaniasz ramiona. To podnieca indyjskich mężczyzn. Jeśli cię tak zobaczą, nie będą mogli się opanować i zgwałcą cię na ulicy.”

W Indiach nie byłam, ale póki co nie ciągnie mnie w tamtą stronę świata. Bez wątpienia świat hinduskich wierzeń i obyczajów jest fascynujący, jednak nie jestem w stanie zrozumieć przedmiotowego podejścia do kobiety. Pamiętam, jak całkiem niedawno, w Indiach była akcja zabierania z wystaw manekinów ubranych w bieliznę i stroje kąpielowe, by nie zachęcały mężczyzn do gwałtu. Paranoja.

To, co można pozazdrościć Henriette, to swobodne podejście do seksu. Dziewczyna nie boi się wyzwań i jest otwarta na przygody, nawet dość ryzykowne, jak pojechanie z nieznanym mężczyzną do jego… jaskini albo mała orgietka z przypadkowymi towarzyszami podróży. Owszem, ja też nie odmawiam sobie różnorodnych doświadczeń, jednak zawsze bawimy się z mężem. Nie wiem czy jako singielka znalazłabym w sobie odwagę na zagranie w taką ruletkę bezpieczeństwa. Chociaż, kto to wie…?

Kto na to ma czas?

Dzisiaj związki buduje się szybciej. Spłyca się etap poznawania, by jak najprędzej dostać oczekiwane korzyści. Szybka randka, szybka weryfikacja, szybka decyzja:

„Nieważne jak często facet cię zaprasza – w Nowym Jorku póki nie odbędziecie talk, czyli rozmowy o tym, że jesteście ze sobą na stałe, możecie randkować i bzykać się do woli. Aha, i jeszcze jedno: stara zasada, że jeśli nie chcesz być uznana za szmatę, do łóżka idziesz dopiero po trzeciej randce, już nie obowiązuje. Nikt w Nowym Jorku nie ma tyle czasu.”

Romantyczność schodzi na dalszy plan, ustępując miejsca albo pragmatyzmowi, albo pragnieniom lędźwi. W końcu jak nie ten, to następny. I następny. I następny.

W „Uwaga, dochodzę! W 80 orgazmów dookoła świata” nie znajdziecie ani podniecających scen erotycznych ani tych tytułowych 80 orgazmów. Tak naprawdę, autorka swoje spostrzeżenia opierała na jednorazowych igraszkach z pojedynczym przedstawicielem „tubylców”, więc trudno tu mówić o szerokiej wiarygodności poczynionych obserwacji. Ale bez wątpienia jest to powieść, którą czyta się lekko i przyjemnie, a takie książki też są przecież potrzebne.

Książkę tańszą aż o 50% znajdziecie TUTAJ.

Tekst: Luiza

PRZECZYTAJ: https://swingwithme.pl/50-twarzy-tindera/

Author:

Lubimy kawę. I to w każdej postaci. Także tej wirtualnej.

Mamy też marzenie, aby nasze zmysłowe opowiadania erotyczne przeniosły się na papierowe kartki i mobilne urządzenia.

Chcemy pisać. Dla Ciebie i dla innych. Możemy połączyć siły. Jeżeli najdzie Cię ochota, to zaprosisz nas kawę. A my odwdzięczymy się nowymi wpisami, a w przyszłości - piękną książką. Ba! Książkami!

Więcej informacji: https://swingwithme.pl/zapros-nas-na-kawe

Nasz profil na Ko-fi: https://ko-fi.com/swingwithme