ZIELOFILIA

Czy wiecie co się kryje pod tajemniczą nazwą zielofilia? Od razu wyjaśniam, iż to nie jest nadmierne umiłowanie do ziół i stosowania ich podczas różnorodnych praktyk seksualnych. Zdecydowanie nie. Otóż okazuje się, że zielofilia to sposób na osiąganie erotycznego spełnienia poprzez… zazdrość.

A dokładniej poprzez prowokowanie sytuacji, w której odczuwana zazdrość o partnera będzie wywoływała podniecenie. Zakręcone to, jak nakrętka od słoika, bowiem o zazdrości na blogu pisaliśmy już tyle razy, że chyba nie da rady tego zliczyć. I wiemy jedno – zazdrość „ponad limit” nigdy nie prowadzi do niczego dobrego, a balansowanie na granicy emocjonalnego ryzyka – potrafi psychicznie wykończyć.

Ciekawi mnie, co kieruje osobami serwującymi sobie przypływ adrenaliny w takiej postaci? Może potrzebują takich bodźców, aby systematycznie uzmysławiać sobie, jak bardzo im zależy na osobie, z którą tworzą związek? Ale z drugiej strony – co musi czuć partner/partnerka będąc tak wystawianą na próbę zaufania?

A Wy wciąż czujecie zazdrość?

Często pytacie się nas, czy mając kilkuletnie doświadczenie w swingowaniu jesteśmy o siebie zazdrośni. Ależ oczywiście! Tylko to jest zupełnie inny wymiar zazdrości – bardziej subtelny, oswojony. Wiem, że mój mąż może podobać się innym kobietom i ta świadomość jest bardzo stymulująca. Gdy swingujemy, uwielbiam patrzeć na niego, jak ofiarowuje rozkosz, jak dba o komfort kobiety, która mu się oddaje, jak dokłada wszelkich starań, aby spędzona wspólnie chwila była tą niezapomnianą. I tu zazdrości absolutnie nie czuję. Ale, kiedy zauważam, iż jakaś niewiasta okazuje mu zbyt dużą poufałość w życiu codziennym, o to wtedy bronię swojego, sugestywnie zaznaczając, iż „mój ci on jest”. Chociaż białej chusty na głowę mu nie zarzucam :p

Nie zawsze oczywiste

To, co w swingu jest jedną z najgorszych rzeczy – to poczucie bycia pominiętym. Kiedy twój ukochany/ukochana bawi się znakomicie, ale ty nie (bo nie zaiskrzyło między tobą, a nowym towarzyszem uciech, kiedy w głowie odezwały się durne kompleksy blokujące przypływ przyjemności, gdy… przyczyn można by wymieniać bez końca). Dlatego tak ważna jest umiejętność obserwacji i wyłapywania reakcji sugerujących, że coś jednak jest nie tak. Wówczas rodząca się zazdrość oraz nazwijmy to prawdziwie – stan wkurwienia, gaszone są w zarodku. Bowiem swingując bardziej niż kiedykolwiek indziej potrzebne jest zapewnienie poczucia bezpieczeństwa i, że choćby nie wiadomo co by się działo, osoba którą kochamy zawsze jest i będzie na pierwszym miejscu. Niby to jest oczywiste, lecz w przypływie namiętności rozum czasem schodzi na dalszy plan. Zatem dbajcie o swój komfort, zarówno ten fizyczny, jak i emocjonalny. I nie wystawiajcie siebie na zbędne próby/testy/sprawdziany, gdyż dojrzała relacja nie potrzebuje dodatkowych i sztucznie generowanych prób umocnienia.

PRZECZYTAJ: http://swingwithme.pl/zrobmy-sobie-swing/

Fot.: http://emilyraymond.com/2016/02/24/post-title-1/